Błagała o pomoc, sąd zabrał dziecko

    62

    Jak zwykle najpierw sprawdziła, czy w tornistrze są wszystkie książki i zeszyty, potem włożyła drugie śniadanie. Chwilę później byli już na przystanku, wsiedli do autobusu i pojechali do szkoły w Świdnicy. Trzy godziny później dostała wiadomość. Adasia pracownicy socjalni zabrali wprost z lekcji. Na polecenie sądu.

    Anna Nowacka mówi z trudem, każde zdanie przerywa szloch. Siedzimy w hostelu dla ofiar przemocy. Tutaj skierował ją Ośrodek Interwencji Kryzysowej przy Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Świdnicy. Obok inna kobieta przytula swoje dziecko. – Dlaczego moje mi odebrali? Dlaczego nie jestem tu z Adasiem?– z rozpaczą pyta Anna. – Błagałam o pomoc. Były mąż pił i groził nam śmiercią, przy Adasiu odpalał piłę spalinową i krzyczał, że nas pozarzyna. Prosiłam, żeby go od nas zabrali, żebyśmy z Adasiem nareszcie przestali się bać. Ja jestem w hostelu, a on? Nie wiem, gdzie jest mój syn.

    Miała być idylla

    Anna myślała, że szczęście uśmiechnęło się do niej drugi raz, gdy po śmierci pierwszego męża spotkała Zbyszka. Wzięli ślub, w 2001 roku na świat przyszedł Adaś. – Niech pani popatrzy, jaki śliczny – pokazuje legitymację szkolną ze zdjęciem blondwłosego chłopca. – To moje oczko w głowie, kocham go chyba za bardzo, bo za dużo mu pozwalam – przyznaje trochę ze smutkiem. Idylla nie trwała długo, a w zasadzie wcale. Zbyszek pił i stawał się coraz bardziej agresywny. – Ile razy uciekałam z domu, wzywałam policję! A on przy policji był potulny, przepraszał i na tym się kończyło. 5 lat temu wniosła o rozwód. Sąd ograniczył Zbyszkowi prawa rodzicielskie.

    Anna była pewna, że teraz już będzie żyć normalnie. Miała nadzieję, że skupi się na opiece nad Adasiem, który prawie nie słyszy i wymaga stałej asysty innych osób. –  Zbyszek nigdy w mieszkaniu, które mam od gminy, nie był zameldowany. Myślałam, że to wielkie szczęście i że zaraz po rozwodzie się wyprowadzi, ale gmina nie miała dla niego lokalu socjalnego.  Wydzielili mu z mojego mieszkania jeden pokój, zamurowali drzwi od środka, drugie wybili na klatkę schodową. Tam został. Nic się nie zmieniło. Policji już nie wzywałam, bo potem był jeszcze bardziej agresywny. Uspokoiło się, jak za jazdy po pijanemu zamknęli go w więzieniu.

    Powrót Zbyszka

    Gehenna zaczęła się na nowo, gdy Zbyszek kilka miesięcy temu wyszedł na warunkowe zwolnienie. – To było po tym, jak w całym domu wybuchł pożar. Zwolnili go, bo obiecał, że pomoże mi w remoncie. Od gminy dostałam materiały, ale pracę trzeba było zrobić samemu. Trochę pomógł przy naprawianiu sufitów – przyznaje Anna. Miał też podjąć leczenie, ale do tej pory tego nie zrobił. Już w styczniu tego roku jego kurator ostrzegł go pisemnie, że wróci do więzienia, jeśli nie zacznie się leczyć z alkoholizmu. Nie zaczął. Nadal jest na wolności i nadal pije.

    W połowie kwietnia Anna nie wytrzymała. – Pojechałam do Świdnicy na policję i błagałam, żeby go od nas zabrali – znów zanosi się płaczem. Policjantka założyła niebieską kartę. Miesiąc później sędzia Maria Korenkiewicz, przewodnicząca III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Świdnicy wydała tymczasowe zarządzenie o umieszczeniu w trybie natychmiastowym w rodzinie zastępczej lub placówce interwencyjnej (domu dziecka) małoletniego Adama Nowackiego. – Nikt się ze mną nie kontaktował, nikt mnie do sądu ani na policję nie wzywał, nie wiem, co się stało? – pyta Anna.

    Bo kurator odbił się od drzwi

    Zarządzenie podpisane przez Marię Korenkiewicz nosi datę 22 maja. Z informacji, jakie przekazała sędzia Agnieszka Połyniak, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Świdnicy wynika, że kurator  wyznaczony do sprawdzenia sytuacji Anny Nowackiej i jej syna podejmował próby przeprowadzenia wywiadu od 16 maja, a więc prawie miesiąc po założeniu niebieskiej karty ofiar przemocy. 21 maja kurator poinformował sąd opiekuńczy o braku możliwości przeprowadzenia wywiadu w miejscu zamieszkania wskazanym przez matkę dziecka. Cztery dni później Adasia ze szkoły zabrali pracownicy socjalni. Sąd nakazał tymczasowe umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej nie mając pojęcia, czy matka dobrze opiekuje się synem, czy nie. Bo kurator nie zastał jej w domu.  – W żadnym razie decyzja sądu nie wiązała się z ustaleniami tyczącymi relacji matka – dziecko, a wynikała z powinności tegoż sądu, by zagwarantować bezpieczeństwo dziecku, w sytuacji, w której były sygnały, że matka dziecka nie jest w stanie tego bezpieczeństwa i właściwych warunków rozwoju zapewnić – tak wyjaśnia sędzia Agnieszka Połyniak. – W przypadku tego typu spraw celem nadrzędnym jest zagwarantowanie bezpieczeństwa dziecka, jego dobro traktowane jest priorytetowo. Stąd też tego typu orzeczenia są natychmiast wykonalne i podejmowanie niezwłocznie po otrzymaniu sygnału przez sąd, że dobro dziecka jest zagrożone; z akt sprawy wynika, że w związku z informacjami uzyskanymi z Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy kurator od 16.05.2012r. podejmował próby ustalenia sytuacji dziecka i skontaktowania się z matką dziecka, mimo trzykrotnych prób okazało się to bezskuteczne. W takim przypadku Sąd Rodzinny zobligowany był podjąć decyzję w sprawie “zabezpieczenia” dziecka i dopiero w dalszej kolejności podejmować będzie kolejne próby przeprowadzenia wywiadu i dokonywanie ustaleń w zakresie wykonywania władzy rodzicielskiej i sprawowania pieczy nad dzieckiem.

    Kurator był, tego Anna Nowacka nie podważa. – Rozmawiał nawet ze starszym synem, ale nie powiedział, w jakiej sprawie przychodzi. Ponieważ ja ani Adaś nigdy wcześniej nie mieliśmy kuratora, myślałam, że to kurator Zbyszka i pewnie się pomylił. Nie zostawił żadnej kartki, żadnej wiadomości. Przecież ja codzienne odwożę Adasia do Świdnicy do szkoły, to ponad 10 km,  wychodzimy po siódmej, wracamy po 15.00. Skąd miałam wiedzieć, że ktoś przyjdzie? Myślałam, że wszyscy o mnie zapomnieli! W tych dniach szukałam pomocy w Ośrodku Interwencyjnym, okazało się też, że dostałam nowe mieszkanie w innej miejscowości, jeździłam je oglądać i załatwiać formalności w gminie. Przecież w niebieskiej karcie był mój numer telefonu! Szkoła miała mój numer! Dlaczego nie zadzwonił? Czy to takie trudne, żeby w tych czasach znaleźć człowieka, zwłaszcza kiedy ten człowiek sam prosił o pomoc?  

    I tak – bo kurator nie zastał matki – zapadła decyzja o zabraniu dziecka. W uzasadnieniu sędzi  Marii Korenkiewicz nie ma ani słowa o zagrożeniu, jakie stwarzał ojciec pijak i kryminalista. Jest za to cała lista zarzutów wobec matki, choć  Anna Nowacka nigdy nie była karana, nigdy nie miała ograniczonych praw rodzicielskich. Nikt też nie widział jej pijanej.

     Bo instytucje traktuje instrumentalnie

     Co więc takiego zrobiła? Sędzia Korenkiewicz przypomina, że „w przeszłości Zbigniew Nowacki kierował do sądu wnioski z żądaniem ustalenia miejsca pobytu małoletniego syna Adama, bowiem matka nie powiadamiając o swoich zamiarach wyjeżdżała za granicę, powierzając pieczę nad synem starszemu synowi w przeszłości wychowankowi zakładu poprawczego”. Sędzia nie dodała, że ojciec wysyłał żądania siedząc właśnie w więzieniu. Że kłamał, bo przed wyjazdem Anna powiadomiła go listownie, gdzie będzie Adaś. Że syn (jeden z trzech starszych z pierwszego małżeństwa) nie siedział w poprawczaku, a był w ośrodku szkolno-wychowaczym, było to 12 lat temu i nigdy potem nie popadł w konflikt z prawem. Że Adasiem opiekowała się synowa, że Anna zabezpieczyła dziecku środki utrzymania i zostawiła pełnomocnictwo do opieki nad nim. Wreszcie, że wyjechała tylko raz, do ciężko chorej matki do Niemiec, której zmarł mąż i która została sama, bez znajomości języka, bez żadnej opieki.

    Kolejny zarzut to „instrumentalne traktowanie instytucji zajmujących się ochroną życia w rodzinie”. Na czym to miało polegać? Tego sędzia nie wyjaśnia. To prawda, Anna korzysta z pomocy, pobiera zasiłki na niepełnosprawnego syna i na opiekę nad nim. Czy to właśnie znaczy „instrumentalnie”?

    I wreszcie – że „sądowi znane jest zachowanie obojga małżonków na szkodę zamieszkującej w sąsiedztwie osoby całkowicie ubezwłasnowolnionej i jego opiekunki, naruszające spokój tych osób samowolnym dysponowaniem przedmiotami należącymi do ubezwłasnowolnionego.”  Po pierwsze, co to ma do oceny opieki nad dzieckiem? Po drugie, Anna Nowacka rzeczywiście dysponowała przedmiotami ubezwłasnowolnionego, nalewając mu swoją zupę do jego talerza i okrywając kołdrami, gdy prawna opiekunka zostawiła wujka w mróz na kilka dni bez ogrzewania i jedzenia. To ona wezwała policję i zawiadomiła Ośrodek Pomocy Społecznej bojąc się, że sąsiad umrze. W tej sprawie przed sądem wystąpiła jako świadek. Sąd o tym już nie pisze. Tak jak nie wspomina o ojcu Adasia, jego groźbach, piciu i więzieniu. Natomiast twierdzi, że to „przytoczone w uzasadnieniu okoliczności świadczą o potrzebie pilnej ingerencji(…), bowiem rodzice w sposób rażący zaniedbali swoje obowiązki.”

     Jest za miękka

     Jaką matką jest Anna? –  Nigdy nie widziałyśmy jej pijanej czy pod wpływem alkoholu, dziecko jest czyste i zadbane, zawsze ma drugie śniadanie, porobione wszystkie szkolne opłaty – zgodnie twierdzą wychowawczyni Adasia i dyrektorka szkoły. – Ale Adaś ma bardzo dużo opuszczonych godzin, matka nie pilnuje, żeby nosił aparat słuchowy, nie zgodziła się na wspólne rozmowy z psychologiem, bo Adaś nie chciał. To dobry i grzeczny chłopiec, ale rozpuszczony. Ona mu bardzo ulega, nie jest stanowcza. Lepiej było, gdy Adasiem opiekował się brat, kiedy matka wyjechała do Niemiec. Nie opuszczał wtedy lekcji. Ale jaką pani Anna jest matką i czy powinna się Adasiem dalej zajmować, nie nam oceniać.

    Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej informuje tylko, że Anna Nowacka pobiera świadczenia opiekuńcze na podstawie lekarskiego orzeczenia o niepełnosprawności syna. O niczym więcej pracownice społeczne nie chcą rozmawiać, powołując się na poufność takich informacji.

     Rzecznik Praw Dziecka interweniuje

    Poproszony o komentarz Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak pisze: Najważniejszym celem decyzji dotyczących dzieci podejmowanych przez sąd, czy inne instytucje i organy  państwa powinno być jak najlepsze zabezpieczenie dobra dziecka. Zdarzają się sytuacje, kiedy życie lub zdrowie dziecka jest wprost zagrożone i wtedy sytuacja ta wymaga podjęcia odważnej i radykalnej decyzji umieszczenia dziecka poza jego najbliższą rodziną. Powtarzam – kiedy jest zagrożone jego życie, bądź zdrowie ! W przedstawionej przez Panią Redaktor sprawie nie dostrzegam takiego zagrożenia, chyba że istnieją okoliczności, o których nie zostałem poinformowany. Na chwilę obecną zdecydowałem o podjęciu interwencji z urzędu, przyłączyłem się do toczącego postępowania sądowego składając zażalenie na wydane postanowienie o odebraniu dziecka matce (tj. zabezpieczeniu poprzez umieszczenie poza rodziną biologiczną) i wnioskując o jak najszybsze umożliwienie powrotu chłopca pod opiekę kochającej mamy. Jeśli dobro małoletniego było zagrożone ze strony ojca – agresora, to absolutnie nie widzę sensu rozdzielania dziecka z matką. Nie po to Parlament uchwalił tak przyjazne rodzinie przepisy ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, na mocy których można wreszcie skutecznie interweniować, kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo członków rodziny ze strony domowego oprawcy, żebyśmy nadal chodzili na skróty poprzez odbieranie dziecku poczucia bezpieczeństwa rozdzielając z kochającymi i niekrzywdzącymi najbliższymi, w tym wypadku z matką. Wspomnę tutaj także o niezwykle ważnej i pokazującej priorytety państwa ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Wspieraniu rodziny! Jeśli nie zostaną mi przedstawione dowody świadczące o zagrożeniu życia lub zdrowia dziecka, będę stanowczo domagał się zmiany tej mogącej bardzo skrzywdzić  dziecko decyzji. Mówimy tutaj o uczuciach człowieka, małego, bezbronnego i ufnego. Chłopiec potrzebuje miłości i zrozumienia.

    Mamusiu, wymodliłem!

     Anna wciąż mieszka w hostelu. W poniedziałek złożyła zażalenie na postanowienie sądu. W poniedziałek też zobaczyła syna, na krótko. – Jest u dobrych ludzi, ale był smutny, nie rozumiał, dlaczego nie może być ze mną. Wszystko mu  wyjaśniłam i powiedziałam, że piszę te różne papiery, żeby szybko nas połączyli – mówi Anna już spokojniej. Codziennie biega do gminy, żeby jak najszybciej przeprowadzić się do nowego mieszkania w innej miejscowości, z dala od byłego męża. Gmina wydała decyzję 22 maja, przeprowadzka miała być do końca tego tygodnia. – To miał być jeden pokój, ale zmienili zdanie. Dostanę dwa, z kuchnią i łazienką – cieszy się Anna i trochę martwi, bo przeprowadzka się odsuwa w czasie. Może tylko o kilka dni. – Będę tam codziennie chodzić i prosić, bo może jak dostanę to mieszkanie, to oddadzą mi syna.

    Dzisiaj znów widziała się z Adasiem. Zawiozła mu ubrania i ulubione zabawki. – Byliśmy razem całe 2,5 godziny! – szepcze z radością. – Adaś powiedział – mamusiu, to dlatego, że się modliłem! I powiedział mi, że jak będzie modlił się jeszcze bardziej, to potem będzie 5 godzin, potem 10, a potem to już na zawsze.

     Agnieszka Szymkiewicz

     Imiona i nazwisko bohaterów zostały zmienione.