Co nowego: Jak upolować faceta?

    1

    Kiedy wybierałam się na ten film, byłam nastawiona do niego sceptycznie. Nie jestem wielką wielbicielką głównej aktorki, Katherine Heigl, ze względu na jej wcześniejsze kreacje w niezbyt ambitnych filmach. Zdziwił mnie też podany gatunek obrazu: komedia/sensacja/thriller. Wydawało mi się, że to mieszanka piorunująca. Nie oczekiwałam więc od tego filmu zbyt wiele, ot, jeden z wielu na długie wieczory. No i ten polski tytuł niezgrabnie jak zwykle ‘przetłumaczony’… „Jak upolować faceta”.

                Fantastyczna czołówka! Naprawdę bardzo dobra, wprowadza w klimat włoskiej mafii. Szkoda tylko, że o włoskiej mafii w filmie nie ma mowy… Może tylko parę włoskich nazwisk. I hiszpańskich.

                Film powstał na podstawie bestsellerowej książki Janet Evanovich „Po pierwsze dla pieniędzy”. Fabuła obrazu dość banalna – zwolniona z pracy trzydziestolatka Steph, bez pieniędzy, bez partnera, za to z przewrażliwionymi rodzicami. Dostaje pracę jako łowczymi nagród. Poszczęściło jej się, jej pierwszym ‘łupem’ ma być mężczyzna, który w liceum złamał jej serce – od tej pory znienawidzony Joe Moreli. Jakiś czas temu wyszedł właściwie bez szwanku z próby zabójstwa przygotowanego przez uroczą Stephanie Plum, więc postanowiła ona tym razem skutecznie go dorwać.

                Moje przewidywania co do tego filmu okazały się prawdziwe – niezbyt ambitny, nawet średnio przyjemny w odbiorze. Heigl nie pokazała nic nowego – we wszystkich filmach jest taka sama, bezbarwna, z identyczną mimiką i jej postać ma taki sam charakter. Winę można byłoby zrzucić na scenariusz, ale nie, jeśli mowa o około 7 produkcjach… Ogólnie, mało przekonująca obsada, choć ciekawe role dawno niewidzianej Debbie Reynolds (babcia Mazur) i Sherri Shepherd grającej prostytutkę. I szkoda, że nie rozwinęli wątku Steph i Rangera, jej przystojnego mentora od windykacji. Aż się prosi, żeby coś z tego było – za dużo iskrzyło pomiędzy nimi.

                Reżyseria słaba. Prowadzenie kamery, montaż i inne tego typu ‘sprawy’ – nic szczególnego. Nie czytałam książki, więc o podobieństwie fabuły na ekranie i papierze nie mogę się wypowiedzieć. Jednak w samym filmie trup ściele się gęsto. Bardzo. Jeżeli główna bohaterka z kimś rozmawia, możemy mieć pewność, że za pięć minut albo ten ktoś spłonie, albo jakimś cudem wypadnie z okna, albo go zastrzelą.

                Ogólnie – film bardzo przeciętny, nawet poniżej średniej przyzwoitości. Nie dla osób, które w kinie chcą przeżyć katharsis. Czysta rozrywka, ot co.

                Jednak, mimo wszystko, uważam, że jeżeli ktoś lubi kino akcji, może wybrać się na ten film i raczej nie będzie specjalnie żałował.

                Adrianna Woźniak