Starsi Panowie na pomnik

    0

    Znów gdzieś spierają się rodacy o to, jak ma wyglądać pomnik tragicznie zmarłego Prezydenta i jego Małżonki. Od Bugu do Nysy Łużyckiej, jak kraj długi i szeroki, polityka rozpala głowy i odbiera rozum. A tymczasem mamy wybitnych Polaków, którzy nie gramolą się na postumenty, a tym, co zrobili za życia, zaskarbili sobie wiekopomną wdzięczność im współczesnych i potomnych. Myślę o Starszych Panach, chlubie telewizyjnej rozrywki okresu minionego.

    Twórcami Kabaretu Starszych Panów byli dwaj wyjątkowi autorzy lat 50. i 60. XX wieku, Jeremi Przybora i Jerzy Wasowskiego. W ich programach, nadawanych w latach 1958-1966, występowali m.in. Irena Kwiatkowska, Barbara Krafftówna, Kalina Jędrusik, Aleksandra Śląska, Krystyna Sienkiewicz, Zofia Kucówna, Wiesław Gołas, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Michnikowski, Edward Dziewoński, Tadeusz Olsza, Czesław Roszkowski, Bohdan Łazuka, Jarema Stępowski, Zdzisław Leśniak i Bronisław Pawlik. Wielkie nazwiska, niezwykli aktorzy i niezapomniane wzruszenia, które oferowali widzom. Wśród nich byłem i ja. Po latach, gdy młodsi sięgają po ich poetyckie, mądre teksty i pokazuje to państwowa telewizja, aż się chce … płacić abonament. Na takie właśnie wzruszenia czekam zawsze i jakoś ich się nie wstydzę.

    W widowisku teatralno-kabaretowym, które wyświetliła Dwójka w drugi dzień świąt bożonarodzeniowych, usłyszeliśmy nie tylko kilkanaście przebojów Kabaretu Starszych Panów w nowych aranżacjach Adama Sztaby, ale i scenki kabaretowe w wykonaniu aktorów, piosenkarzy, a nawet wokalistów jazzowych. Oprócz grających role Pana X i Pana Y Macieja Stuhra i Grzegorza Małeckiego, udział wzięli m.in. Zbigniew Zamachowski (brawurowe wykonanie „Przeklnę Cię” z Joanną Kołaczkowską, znaną z popularnego w latach 90. kabaretu „Potem”), Tomasz Kot, Ania Dąbrowska, Aga Zaryan i Tomasz Karolak. Ten ostatni zmierzył się z nie lada zadaniem – wykonał „Upiornego Twista”, którego niegdyś śpiewał Wiesław Gołas. Jak mu poszło? Jeśli ktoś nie widział spektaklu w święta, może obejrzeć całość na stronie internetowej TVP. Ilu z nas dało się skusić na wieczór w towarzystwie odmłodzonych Starszych Panów? Niewielu. Wg ośrodków badawczych widowisko obejrzało 1,536 tys. widzów, czyli 12,3 procent poniedziałkowej widowni. Nie jest to może wynikiem spektakularnym, ale cieszy zainteresowanie propozycją, która wyróżnia się na tle pokazywanych w święta hollywoodzkich filmów akcji i powtarzanych co roku komedii familijnych. Tym bardziej, że ci, którzy zasiedli przed TV, nie zawiedli się. Nie zawiódłby się także sam Pan Jeremi i pewnie tego dnia byłby szczęśliwy. Bo spektakl był dopięty na ostatni guzik. Dosłownie. Nad kreacjami Pana X i Pana Y oraz pozostałych aktorów czuwała ekstraklasa twórców współczesnej mody, Gosia Baczyńska i Tomasz Ossoliński. Jak zapewne pamiętają wielbiciele tego kabaretu, Starsi Panowie podtrzymali wymierającą w PRL-u tradycję męskiego charme’u. I o tym uroczym szczególe nie zapomnieli twórcy „Smuteczków”.

    W jednym z wywiadów udzielonych dwutygodnikowi Gala Maciej Stuhr przyznał się, że sam ma ochotę wrócić do eleganckiego stylu bycia, który – kiedy był bardzo młody – negował. – Całe życie nie znosiłem krawatów, a dziś – a i owszem – powiedział w wywiadzie Stuhr. Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że „patent” na wspominanie utworów z Kabaretu Starszych Panów ma Magda Umer. W Teatrze Rampa przygotowała w hołdzie SP jakiś czas temu „Zimny żal”. Po jego sukcesie marzyła, jak przyznała się „Rzeczpospolitej”, by niezwykły świat Wasowskiego i Przybory odkrył na nowo ktoś młodszy. A teraz cieszy się, że mogła obserwować, jak młodzi ludzie, którzy mogliby być jej dziećmi, patrzą na tamten świat z własnej perspektywy.

    Na początku miało być podobno skromne widowisko, uświetniające emisję monet Narodowego Banku Polskiego, z wizerunkiem Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, z cyklu „Historia polskiej muzyki rozrywkowej”. A powstała propozycja, która cieszy niczym powrót niezapomnianego Teatru TV. I na koniec jeszcze jedna refleksja. Marzy mi się, by gdzieś w urokliwym miejscu, może na jakieś ławeczce usiedli spiżowi – Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski. Może nawet miejskie gołębie oszczędzałyby ten pomnik nostalgii i sympatycznych minionych chwil.

    Wacław Piechocki

    Poprzedni artykułPolecam: Joanna Szwedowska „Ziemia i chmury”
    Następny artykułNie bądź jeleń…