Pochwała optymizmu

    1

    W starym, żydowskim dowcipie Lejb Sobel ożenił się i do znudzenia wychwala kolegom zalety swej urodziwej żony. Pewnego dnia spotyka przyjaciela. Ten bierze go pod ramię i szepcze do ucha:  – Daj ty spokój z tym gadaniem. Śmieją się z ciebie. Czy ty nie wiesz, że twoja żona ma czterech kochanków na boku?

    – I co z tego? – uśmiecha się beztrosko Sobel – Wolę mieć dwadzieścia procent w dobrym interesie niż sto procent w złym!

    Poszukiwanie dobrej strony medalu, czy szklanki do połowy pełnej, to ulubiona czynność wielu. Szczególnie tych mających problemy z właściwą samooceną i doszukujących się winy za swoje niepowodzenia u innych. Stworzono całe biblioteki poradników psychologicznych, jak pozytywnie widzieć świat i siebie. Szkoda, że nasz ludek z nad Wisły tak rzadko po nie sięga. Z rozrzewnieniem myślę o moich niegdysiejszych kontaktach, zupełnie przypadkowych, z cudzoziemcami. Obojętnie, u nich czy u „nas”. Bo nam brak ich otwartości, pogodnego usposobienia i luzu. Jasne, potrafimy sobie szybko wytłumaczyć, z czego to wynika. Ale prawdą jest, że nie pracujemy nad naszym malkontenctwem i narzekactwem. Jesteśmy narodem ponurym i okropnie „serio”. Często i chętnie pałamy świętym oburzeniem na wiele tematów, i machamy sztandarami różnych „izmów”. A wystarczyłaby lekka odrobina dystansu do siebie i świata. Warto widzieć tę szklankę pełną do połowy. Moja NN nie widzi ani szklanki do połowy pustej, ani do połowy pełnej, ale za to wie, kto będzie tę szklanki … mył. I to się nazywa realizm.

    Nikt, ani nigdzie, nie uczy tego optymizmu. Nawet rodzenie się z nim jest trudne, bo wrzeszczymy od razu z pierwszym oddechem. A ja namawiam gorąco do trenowania pogodnego nastawienia do życia. To słynne, banalne cieszenie się drobiazgami. Zauważanie, nawet absurdalnych, ale dobrych stron wielu spraw. Choćby takiej – mamy święto Trzech Króli. Rozebraliśmy choinkę. I zamiast się smucić, że już; że kolejne święta za nami, wszyscy się cieszyli, że nie muszą już sprzątać opadających z drzewka igieł. Ugryzł nas pies. Radujmy się, że był zaszczepiony, bo mógł równie dobrze nie być. Zepsuł nam się wypasiony plazmowy telewizor. Nie ma tego złego. Jest czas na czytanie. W każdej sytuacji można znaleźć pozytyw. Tak jak w historii o tym, co widzi na cmentarzu pesymista i optymista. Pesymista same krzyże, a optymista – same plusy.

    I jak tu z ufnością nie patrzeć w przyszłość, nawet tę terminalną.

    Wacław Piechocki