Polecamy: “Dzienniki kołymskie” Jacek Hugo-Bader

    2

    Zanim zacznę polecać nowy cykl reportersko-publicystyczny reportera Gazety Wyborczej z wyprawy do Rosji, mała dygresja. Od pewnego czasu świat miłośników reportaży podtapia dyskusja na temat, czy konieczna jest zgodność świata opisywanego z rzeczywistym, który ogląda reporter. Znane są zastrzeżenia do tzw. wiarygodności Mistrza Kapuścińskiego, wygłaszane przez autora jego ostatniej biografii i opinie wypowiadane po tym. Podobnie jest  z Jackiem Hugo-Baderem. Wystarczy, że kilka tygodni temu zaistniały “Dzienniki kołymskie”, a już w necie pojawiły się zarzuty o zmyślanie, wypisywanie nieprawdy.

    Pewnie, że można z całości wyłuskać nieścisłości. Ale moim zdaniem na tym polega tzw. licencja poetica. Jeśli ktoś nie jest przekonany, że książka ma charakter reportażu, to niech będzie dla niego rodzajem gawędy. Bo nawet w przypadku reportażysty możemy mówić
    o gawędziarzu. Toć on opisuje świat widziany swoimi oczami. I z całą pewnością jest to opis subiektywny. Ale do brzegu. Najpierw kilka słów  o autorze. To jeden z czołowych reporterów Gazety Wyborczej. Uwielbia Rosję i byłe kraje Sojuza, w których w sumie spędził prawie cztery lata. Na rowerze pokonał całą Azję Środkową, pustynię Gobi, Chiny, Tybet, a jezioro Bajkał przepłynął kajakiem. W zimie 2007 roku samotnie odbył podróż samochodową z Moskwy do Władywostoku. Jechał ruskim gazikiem. Owocem tej podróży jest ”Biała gorączka”, która była nominowana do Nagrody Ryszarda Kapuścinskiego, a słuchacze programu III Polskiego Radia wybrali ją książką roku. Przebiegł kilkadziesiąt maratonów pieszych i narciarskich.

    “Dzienniki kołymskie” są efektem podróży Jacka Hugo-Badera przez Kołymę. Jest to miejsce z niezwykle tragiczną przeszłością. To tam właśnie mieściły się łagry, do których przez lata zsyłano ludzi niewygodnych dla komunistycznych władz radzieckich. Ten rejon, nazywany także biegunem okrucieństwa, był zamknięty dla ludzi z zewnątrz aż do 1994 roku.  Dostać się na Kołymę nie jest łatwo, można to zrobić tylko drogą morską. Na miejscu jest tylko jedna droga, ale za to licząca 2025 km. To Trakt Kołymski. Zbudowali go więźniowie gułagu w przeraźliwym zimnie używając jedynie łopat, wiaderek i taczek, żadnych maszyn. Dzienniki to opis dzisiejszej Kołymy. Świata surowego, nieprzeniknionego dla Europejczyka, ale wciąż autentycznego.  Czytając najnowszą książkę JH-B można odnieść wrażenie, że gdzieś się już to czytało. Może w innym kontekście, pod innym tytułem. Ale czyta się to miło. Bo styl Badera jest pełen emocji i fajerwerków. Może czasami zbyt kolorowych i zbyt głośnych, ale przyciąga. Nawet tym, że nie zawsze opisy pokrywają się
    z rzeczywistością. Zawsze można te braki zrzucić na tamtejszych rozmówców. Jednak ważny jest efekt końcowy. Bo Jacek Hugo-Bader potrafi “wstrzelić się” we wrażliwość czytelników.

    Wacław Piechocki