Życie palacza coraz trudniejsze

    16

    Przynajmniej na papierze. Ministerstwo zdrowia chce kolejnego zaostrzenia wprowadzonych niemal dokładnie rok temu przepisów o zakazie palenia papierosów w miejscach publicznych. Jednak czy dotychczasowe nie zostały przypadkiem tylko w sferze pobożnych życzeń?

    Do surowych zasad zastosowały się niemal wszystkie lokale gastronomiczne, gdzie albo utworzono palarnie, albo przeznaczono osobną, zamykaną i wentylowaną salę dla palaczy. Palarnie zostały wyznaczone w urzędach. Właścicieli miejsc objętych zakazem zobowiązano także do wywieszenia stosownych informacji. Pojawiły się niemal natychmiast. Mandat za brak tabliczek to 2 tysiące złotych.

    Mniej za złamanie przepisów może zapłacić palacz – do 500 złotych. Może, bo z reguły nie płaci, przynajmniej w Świdnicy. – Nie wystawiliśmy dotąd mandatu za palenie w niedozwolonym miejscu – informuje Stanisław Rybak, komendant Straży Miejskiej. – Natomiast były pouczenia – dodaje i tłumaczy, że największy problem z przestrzeganiem przepisów jest na przystankach. – Ciągle czekamy na jasne określenie, odkąd-dokąd jest przystanek.

    Palacze palą więc bez obaw, czekając na autobus. Wylegają także na ulice z lokali i urzędów, w których nie ma palarni. I pewnie będzie ich jeszcze więcej, gdy przepisy zostaną znów zaostrzone. Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzenia całkowitego zakazu palenia właśnie w urzędach, instytucjach publicznych i lokalach – bez możliwości urządzenia palarni.

    Zdaniem ministerstwa kolejna zmiana ma uzasadnienie, bo – jak podaje gazeta.pl, po wprowadzeniu ostatnich restrykcji  milion Polaków zerwało z nałogiem. Nadal pali 9 milionów osób.