ŚKPR w opałach

    2

    Świdniczanie po fatalnym  meczu przegrali z ASPR Zawadzkie 25:26, wygrywając do przerwy 12:10. Gdy jesteśmy słabsi od drużyn z czuba tabeli, można to zrozumieć, kiedy jednak przegrywamy z zespołami teoretycznie słabszymi nawet najbardziej spokojnym fanom zaczynają puszczać nerwy.

    Po niespodziewanej porażce w Chrzanowie, w sobotę mieliśmy oglądać odmieniony zespół, który chce pokazać świdnickim fanom handballa swoje waleczne i skuteczne oblicze. Jednak już po kilkunastu minutach gry widać było, że mecz z ASPR Zawadzkie nie będzie spacerkiem. Praktycznie cała pierwsza połowa, to była przysłowiowa gra w „dwa ognie” Zespoły zdobywały jedno, dwubramkową przewagę, następnie szybko ją tracąc. ŚKPR po raz kolejny grał na fatalnej skuteczności. Przez 30 minut naliczyłem 10 stuprocentowych sytuacji, po których piłkę odbijał bramkarz bądź, niemal idealnie obijaliśmy słupki i poprzeczkę. Tym sposobem zamiast prowadzić 10 bramkami, świdniczanie zeszli na przerwę ze skromną dwubramkową zaliczką.

    Inaczej niż zwykle podopieczni Krzysztofa Mistaka wyszli na drugą część skoncentrowani i bardzo szybko powiększyli przewagę nad rywalami do pięciu bramek. W 36 minucie było 17:12. Wtedy wydawało się, że mecz wreszcie układa się po Naszej myśli. Nic bardziej mylnego. Po raz kolejny zawodnicy ŚKPR pokazali jak nie należy grać. Świdniczanie popełniali błędy faulu w ataku, podawali niedokładnie, gubili piłkę, nie rzucili karnego. I pomimo że dobrze spisywali się Nasi bramkarze, zespół ASPR-u krok po kroku doganiał Nasz zespół. W końcu na 8 minut przed końcem spotkania goście doprowadzili do remisu 21:21 i mecz zaczął się od nowa. Kibice przecierali oczy ze zdumienia gdy w 58 minucie to goście objęli prowadzenie 25:23. Cuda się zdarzają, jednak świdnicki trener to nie Bogdan Wenta, a Nasi zawodnicy w tym dniu byli cieniem zespołu, który wywalczył awans do I ligi. Goście nie dali sobie wydrzeć prezentu w postaci wygranej. Mecz zakończył się wynikiem 26:25 dla ASPR-u, który słusznie cieszył się z tego cennego zwycięstwa. Przed meczem zawodnicy Zawadzkich w ciemno brali by nawet remis, 2 punkty ssą dla nich jak „cud w Sokółce” Porażka stawia Nasz zespół w arcytrudnej sytuacji. Nie można już powtarzać, że przegrywamy z silniejszymi rywalami. Bo to nie prawda. My zaczynamy przegrywać z każdym. Parafrazując księdza Natanka : Panie trenerze gdy przegrywasz kolejny mecz z rzędu, grając w dodatku w fatalnym stylu, to wiedz , że coś się dzieje! Jeśli coś złego się dzieje to trzeba reagować. Zespół jest cieniem drużyny, która wywalczyła awans. Nie widać ani pół metra postępu. Czy ktoś zadał sobie pytanie dlaczego tak jest? Z wzmocnień, które poczyniono przed sezonem, tak naprawdę tylko Michał Pułka spełnia pokładane w nim nadzieje. Ani Tomasz Fabiszewski, ani Adrian Marciniak, nie pokazują na boisku, że są warci większych pieniędzy niż pozostali gracze. Może już czas podziękować Panom za współpracę? Może czas dać więcej szans na grę młodym świdniczanom, a w tym, czasie poszukać wzmocnień, ale rzeczywiście takich które będą potwierdzać się na boisku, a nie takich, które pięknie wyglądają na papierze. Na te i inne pytania musi odpowiedzieć sobie zarząd świdnickiego klubu, tak abyśmy się nie obudzili z ręką w nocniku i po roku gry na I ligowych parkietach spadli ponownie do II ligi.

    Jędrzej

    ŚKPR Świdnica – ASPR Zawadzkie 25:26 (12:10)

    ŚKPR: Olichwer, Madaliński – Marciniak (5), Mrugas (5), Rutkowski (4), Jarosz (3), Fabiszewski (3), Sadowski (2), S. Makowiejew (2), Rogaczewski (1), Gnysiński, Piędziak, Kijek, Pułka.

    ASPR: Łuczyński, Wasilewicz – Kryński (6), Kalisz (5), Płonka (5), Giebel (4), Kaczka (2), Całujek (2), Popławski (1), Rutkiewicz (1), Adamczyk, Pawlak, Godzik, Możyk, Pieciuch

    Kary: ŚKPR: 4 minuty, ASPR -10 minut

    Karne: ŚKPR 4/3, ASPR: 6/3

    Przebieg meczu: 5′ 2:2, 10′ 5:3, 15′ 5:6, 20′ 8:7, 25′ 9:9, 30′ 12:10, 35′ 16:12, 40′ 17:15, 45′ 20:16, 50′ 21:20, 55′ 23:22, 60′ 25:26

    /inf. ze strony ŚKPR/

    foto archiwum