Strach na Grodzkiej [FOTO]

    32

    Zachęceni piękną bramą, ozdobioną głowami lwów, turyści wyciągają aparaty fotograficzne, robią krok do środka i zawracają. – Dosłownie uciekają, a ja patrzę na to niemal codziennie i czuję wstyd – wzdycha bezradnie jeden z mieszkańców kamienicy przy Grodzkiej 16. – Wstyd to jedno. Gorszy jest strach. Nasza piękna kamienica zamienia się w slums, a my jesteśmy coraz bardziej bezradni i osamotnieni.


    Kilka lat temu odrestaurowane, zabytkowe drzwi do bramy teraz pokrywają bazgroły, a im dalej do wewnątrz, tym gorzej. Ściany popisane flamastrami, obłupany tynk, spalone domofony, wyrwane kraty, duszący odór moczu, w podwórzu zniszczone kubły i walające się śmieci. – Nie mamy pretensji do sprzątaczek, one pracują sumiennie, ale musiałyby tu stać 24 godziny na dobę, żeby opanować ten bajzel – żalą się ludzie. – Do takiej sytuacji doprowadziło kilku nieodpowiedzialnych lokatorów i ich goście. Pijackie libacje są na porządku dziennym, toalety dla nich nie istnieją, a ściany są po to, by je niszczyć. Co z tego, że na funduszu remontowym mamy prawie 17 tysięcy złotych i moglibyśmy zrobić piękny remont. Po co? Za chwilę wszystko będzie wyglądało jak dziś.

    W połączonych klatkach schodowych Grodzka 16 i 18 są 23 mieszkania. 8 zostało sprywatyzowanych, dwa mają status socjalnych, reszta to komunalne. Zaległości czynszowe 13 lokatorów sięgają 164 tysięcy złotych. – Nie rozumiemy polityki miasta – mówią lokatorzy, którym zależy na porządku i spokoju. – Przecież to centrum miasta, wizytówka Świdnicy? Dlaczego utworzono tu mieszkania socjalne, dlaczego pozostałe nie zostały sprzedane? Skazano nas na sąsiadów, którzy niszczą i których się boimy.

    Lokatorzy pisemnie interweniowali w Miejskim Zarządzie Nieruchomości, u prezydenta. Prosili o pomoc Straż Miejską i policję. – Ci, którzy niszczą i zatruwają nam życie, czują się bezkarni. Sami nie możemy sobie z tym problemem poradzić. Obawiamy się odwetu i eskalacji zniszczeń. Bez zdecydowanych działań ze strony miasta, zarządcy i służb mundurowych nie poradzimy sobie.

    W tej chwili dwoje lokatorów mieszkań komunalnych ma wyroki eksmisyjne, niestety, nie zostały wykonane, bo trzeba im zapewnić lokale socjalne w innych miejscach, a tych brakuje. 2 osoby zostały ukarane upomnieniami przez zarządcę. Jak można było się spodziewać, nie bardzo się przejęły. Dlatego – jak zapewnił Swidnica24.pl, wiceprezydent Ireneusz Pałac, zarządca został zobowiązany do wszczęcia procedur eksmisyjnych wobec tych lokatorów, którzy najczęściej zakłócają porządek. Dodał także, że miasto przygotowuje program przystosowywania do wymogów socjalnych lokali o możliwie najniższym standardzie, gdzie eksmitowani będą przenoszeni. Nie ukrywa, że to ma być rodzaj dolegliwości (więcej o planach miasta w osobnej wypowiedzi wiceprezydenta).

    – Kamienica przy ulicy Grodzkiej jest stale monitorowana przez służby patrolowo-prewencyjne, ale na pewno zrobimy wszystko, by skuteczniej pomóc mieszkańcom – mówi nadkomisarz Robert Topolski, specjalista ds. prewencji kryminalnej. – Już teraz zapewniam, że patrole będą tam częściej, a na początku przyszłego tygodnia wspólnie z dzielnicowym przygotujemy plan działań, które skutecznie zniechęcą chuliganów do czynienia dalszych zniszczeń i zastraszania lokatorów. Podejmowaliśmy już takie kompleksowe interwencje w innych miejscach i przynosiły efekt. Obiecuję, że doprowadzimy do zdyscyplinowania uciążliwych sąsiadów. Użyjemy takich form pracy policyjnej, by zastraszonych nie dotknął rewanż wandali i chuliganów. Liczymy na współpracę rzetelnych lokatorów.

    Czy centrum Świdnicy można uwolnić od mieszkańców – wandali? Co może miasto? Odpowiada Ireneusz Pałac, zastępca prezydenta Świdnicy:

    Zabytkowe centrum Świdnicy nie powinno być enklawą dla wybranych, wyłącznie dobrze się mających mieszkańców. Jednak na pewno powinniśmy prowadzić równolegle dwa procesy. Pierwszy to zwiększanie ilości prywatnych mieszkań, co ewidentnie wpływa także na poprawę stanu technicznego kamienic. Drugi, to usuwanie z centrum ludzi, którzy dokonują dewastacji, zakłócają spokój lub wprost zagrażają bezpieczeństwu. Te priorytety są już od lat wyznaczone i stopniowo wdrażane. Mają jednak także ograniczenia. Nie jest możliwe zrezygnowanie w całym centrum z lokali socjalnych, ponieważ przede wszystkim właśnie w tym rejonie skoncentrowana jest  własność komunalna. W pozostałych dominuje prywatna lub spółdzielcza, w której możliwości urządzenia lokali socjalnych w praktyce są minimalne. Niewiele jest także miejsc, do których możemy eksmitować najbardziej kłopotliwych lokatorów, bo nikt nie chce mieć takich sąsiadów. W najbliższych latach będziemy dążyć do zwiększenia w wybranych miejscach miasta liczby lokali, które spełniać będą wyłącznie elementarne wymogi prawa. Przeniesienie do nich na pewno będzie traktowane jako rodzaj sporej dolegliwości. Nawet jeśli miałoby to skutkować oskarżeniami o tworzenie gett, chcemy ograniczyć wpływ ludzi łamiących pewne zasady na życie pozostałych mieszkańców, którzy chcą godnych warunków zamieszkania. W ten sposób zmniejszymy istniejące poczucie bezkarności, które dzisiaj niektórych rozzuchwala. Pewną szansę daje nam także przywrócenie możliwości dokonywania eksmisji „na bruk”. Trzeba je stosować bardzo rozważnie, ale czasem jest to uzasadniona konieczność. Mam nadzieję, że pod pozorem obrony najsłabszych prawo nie zostanie zmienione w tym zakresie, w sposób, który utrwalałby istnienie parasola ochronnego nad patologiami.

    asz

    [photospace]