Tkanie życia: Władysław Duduś

    7

    Wywiad z, niekoniecznie, tylko jednym pytaniem.

    Gdy myślę o notariuszu, zazwyczaj mam przed oczyma zażywnego, dystyngowanego jegomościa, chyba kiedyś dawno zwanego rejentem, w muszce w grochy otoczonego stosem papierów. Być może taki obraz mam dzięki literaturze, bo życie maluje zupełnie inaczej obraz jednego z przedstawicieli tego zawodu szczególnego zaufania społecznego. Władysław Duduś, świdnicki notariusz, wcale nie przypomina takiego rejenta. Energiczny, sprawny fizycznie, elegancki, ciekawy świata. Kiedy rozmawiałem z nim ostatni raz, osiem lat temu, był po dwóch wyprawach syberyjskich. Zauroczony dzikością przyrody, zmaganiem się ze swoimi słabościami, jeszcze kilka razy spływał Jenisejem i jego górnymi dopływami, znajdującymi się w południowej Syberii. Łowił w nich ryby (wszystkie poza tajmieniem, o którego złowieniu marzył), przyzwyczajał się do natrętnych meszek i rozkoszował spokojem.

    Dzisiaj jest tam jednak znacznie tłoczniej niż kilka lat temu. Powstały specjalne firmy zajmujące się komercyjnym wykorzystaniem walorów syberyjskich. Wszystko jest w zasięgu ręki, a raczej portfela – od przewodników po helikoptery. Odwiedził także odległą Kamczatkę, a dwa lata temu odbył ostatnią swoją wyprawę syberyjską.

    Nasz bohater ma jeszcze jedną pasję – góry. W 2010 roku wszedł na najwyższy szczyt Ameryki Południowej, wchodzący w skład tzw. Korony Ziemi. Pierwszy raz próbował tego sześć lat temu, ale nie udało się, w roku ubiegłym postawił swoją stopę na Aconcagua. Cerro Aconcagua (w języku keczua: Acconcahuac – Kamienny Strażnik), najwyższy szczyt Andów i Ameryki Południowej (także półkul zachodniej i południowej) o wysokości 6962 m n.p.m., leży w Andach Południowych, w Kordylierze Głównej, na obszarze Argentyny, nieco ponad 110 km na północny zachód od miasta Mendoza. Z uwagi na specyficzne warunki atmosferyczne, uważany za kluczowy etap treningu przed atakiem na Mount Everest. Przed wyprawą zgolił wąsy, bo zamarzają na tej wysokości, a to nie jest przyjemne.

    Władysław Duduś był też na Kilimandżaro – najwyższej górze Afryki i na Mount Kenya, najwyższym szczycie wulkanicznym Kenii i drugiej co do wysokości górze Afryki, liczącej ponad 5199 m.n.p m. W ubiegłym roku zaliczył Dżabal Tubkal (4165 m n.p.m.) w najwyższym paśmie górskim Afryki, Atlasie Wysokim w Maroku. Największa przyjemność zdaniem naszego rozmówcy, to wejść na wysoką górę i z niej zejść. To jest sama radość.  Obecnie planuje wyprawę w Himalaje i na Kaukaz. Wciąż jest ciekaw świata i nowych, nie odkrytych przez niego miejsc. Lubi jeździć na rowerze i pływać, trzy razy w tygodniu ćwiczy na siłowni. Nadal nie znosi grzebania w ziemi i z trudem dałby się namówić na majsterkowanie. Jest otwarty na ludzi i lubi ich. Ma dystans do siebie i potrafi się sam z siebie śmiać, co jest niezwykle rzadkie między Bugiem a Odrą. Jest miłym i niezwykle sympatycznym dojrzałym mężczyzną. Wciąż chciałby biegle władać sześcioma językami. Ale, niestety, to marzenie nadal nie jest zrealizowane.

    Czy żyjąc tak intensywnie i poznając tyle niecodziennych miejsc można mieć jeszcze inne marzenia? A jeśli tak, to, jakie?

    Mam jedno marzenie – żyć długo, zdrowo i szczęśliwie.

    Wacław Piechocki

    [photospace]