Patrycja Markowska wie, czego chce

    0

    „Hallo, hallo, hallo. Wiem już, czego chcę, wiem już, czego nie…” – zapewnia nas znana artystka w jednym z singli promujących jej najnowszy album, który został zatytułowany po prostu „Patrycja Markowska”. Po poprzednim wydawnictwie „Świat się pomylił”, który wywarł na mnie duże wrażenie, od tej płyty wymagałem przynajmniej tyle samo.

    Gdy w radiu pojawił się pierwszy singiel „Księżycowy”, pomyślałem, że Patrycja nareszcie wraca w charakterystycznym dla siebie klimacie. Ta piosenka, to wzruszająca, spokojna ballada, gdzie wokalistka pięknie śpiewa , pięknie napisany tekst. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy w radiu usłyszałem kolejny singiel „Hallo, hallo”. Wstęp do piosenki do złudzenia przypomina utwór „Umbrella” Rihanny. Z racji, że tej piosenki nie znoszę, zazwyczaj zmieniam stację. Gdybym nie poczekał do momentu, gdzie Markowska zaczyna śpiewać, przełączyłbym i powtarzał to za każdym razem, gdybym trafiał na nią w radiu. Ta piosenka zdaje się być plastikowa. Nie dość, że  wieje Rihanną, to jeszcze refren jest błahy. W dodatku w refrenie Patrycja śpiewa tak niewyraźnie, że usłyszałem tam jakąś opowieść o sowach – „… mimo burz, niepotrzebnych sów”. Na szczęście jest tam „słów”. Jednak ze względu na pięknego „Księżycowego” i udany duet na płycie Perfectu „XXX”, nie zmieniałem bardzo swojego nastawienia do longplaya.

    Wspominając utwory z poprzedniej płyty takie jak „Bla bla”, „Nie pomyl się”, czy chociażby „Zaćmienie serca”, czekałem na rockowe uderzenie. Tego, że nie jest to gitarowa płyta, nie można powiedzieć. Natomiast czy rockowa? Raczej nie. Bardziej to taki pop-rock.

    Do pozytywnych cech tej płyty należą na pewno teksty, które są napisane w ciekawym stylu. Niekiedy tak bardzo głębokie, że aż czuje się emocje, przekazane przez autora. Do wzruszających utworów należą „Ostatni”, „Czarno biały film”, „Uwolnieni”, „W hotelowych korytarzach”, czy moja ulubiona „Forfifi”. Brakuje mi na tym albumie takich luźnych kawałków, jak „Póki wiruje noc”, czy płytowa wersja „Jeszcze raz”. Jedynie „Lew story” pozwala trochę się dynamicznie pobujać. Płytę zamyka utwór „Modlitwa”. Dawno nie słyszałem tak fajnego utworu, którym artysta żegna słuchacza. Ta ubrana w piękną aranżację z udziałem organów Hammonda i sekcji smyczkowej kompozycja jest zdecydowanie wisienką na torcie. Album jest bardzo ciekawą odsłoną Patrycji Markowskiej i nie można zarzucić mu, że jest zły. Ja mimo wszystko jednak wolę poprzedni.

    Jak wszyscy wiemy, Patrycja jest córką frontmana zespołu Perfect. Często pewnie spotykała się z komentarzami, że gdyby nie tata, nie zrobiłaby nic. Ja uważam, że każdą płytą udowadnia, że jest świadomą i niezależną artystką i nawet nie mając znanego ojca, poradziłaby sobie w showbiznesie. Byłem raz na koncercie Markowskiej. Polecam każdemu, kto ma okazję się na nim pojawić. Ta artystka na scenie to istny żywioł, a sam koncert to duża dawka dobrej muzyki i energii.

    Kamil Franczak

    Poprzedni artykułKasia Wilk ostrzy kły
    Następny artykułPOLECAMY: Mariusz Urbanek „Waldorff Ostatni baron Peerelu”