Kocham Podlasie!

    1

    Jeździłem sporo i to od dawna. W latach siedemdziesiątych „zdobywałem” Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.) – szczyt w Alpach w masywie Mont Blanc. Przeżywałem szaloną noc na placu św. Marka w Wenecji i podziwiałem pozostałości rzymskich miast nad Adriatykiem. Później były inne miejsca i ludzie. Ale prawdziwą miłością stało się dla mnie Podlasie. Odkryłem je niespełna trzy lata temu. Najpierw była to krótka kilkudniowa eskapada na majowy weekend roku 2009 roku. Wróciliśmy tam w następnym roku na dłużej. Zazwyczaj wyjeżdżamy na swoje wyprawy urlopowe z początkiem czerwca lub nawet późnym majem. Nie ma wówczas tłoku, chyba poza szkolnymi wycieczkami, które są wszędzie. Ale nie tam. Na Podlasie jedzie się podziwiać ciszę. Upajać się powietrzem i przyrodą. No i niesamowitymi ludźmi. Tego wszystkiego nie ma na zachodzie Polski. Tam żyje się spokojniej i z większą symbiozą z naturą. Jest czas na podziwianie drewnianego budownictwa wiejskiego, Puszczy Knyszyńskiej i Białowieskiej, miasteczek z klimatem Tykocina i przesympatycznych ludzi. Przyjaźnie usposobionych do obcych i chętnie dzielących się wszystkim. I jeszcze ich niesamowita śpiewająca polszczyzna. Tylko tam można to wszystko spotkać. Są miejsca szczególne, do których zapraszam.

    Pierwsze z nich to Supraśl

    Położony w centrum Puszczy Knyszyńskiej niezwykły zakątek Podlasia. Miasto o barwnej 500-letniej historii, której świadectwem są liczne zabytki architektoniczne. Obecnie ze względu na swoje położenie oraz zaplecze naukowe jest postrzegany, jako ośrodek turystyczno-kulturalny i edukacyjny w regionie. Jest to miejsce, gdzie można nie tylko wypocząć, ale także miło spędzić czas o każdej porze roku. Już przed II wojną światową słynął z dobrego klimatu, przyjeżdżano tu nie tylko w celu podreperowania zdrowia, ale również dla krajobrazu. Położone jest nad rzeką o tej samej nazwie, zwaną niegdyś Sprząślą bądź Supraślą. Liczy około 4,5 tys. mieszkańców i obejmuje swym zasięgiem powierzchnię 559 ha. Wielu osobom miasto Supraśl nieodzownie kojarzy się z Uroczyskiem – corocznymi spotkaniami artystycznymi, organizowanymi przez stowarzyszenie działające również pod tą nazwą. Zgodnie z zamiarem organizatorów na “Uroczysko” zapraszani są naukowcy, artyści, działacze kultury i sztuki, aby w niepowtarzalnej atmosferze miasta zaprezentować swój dorobek i znaleźć miejsce do spotkań i twórczej wymiany myśli. To wówczas odbywają się tam Mistrzostwa Świata w Pieczeniu Babki Ziemniaczanej, Konkurs Nalewek i inne „szaleństwa” kulinarne. To z nich słynie Podlasie. Kto spróbował „kartacze”, kiszkę ziemniaczaną i nalewki ten zna smaki tego regionu. Miasto jest niezwykłe, bo i tak jest jego historia. Współegzystują w nim trzy religie katolicyzm, prawosławie i protestantyzm. Jest średnia szkoła rzemiosł artystycznych w dawnym pałacu Bucholtza. Są domki tkackie, w których mieszkali sprowadzeni z Łodzi niemieccy tkacze, którzy szyli mundury dla armii carskiej. W Supraślu jest jedyna w Polsce obronna cerkiew odbudowana ze zniszczeń powojennych. Obok mieści się Muzeum Ikon i seminarium prawosławne. Zajmują one część Pałacu Archimandrytów. Muzeum dysponuje jedną z najbogatszych w Polsce kolekcją ikon XVIII, XIX i XX-wiecznych. To niezwykłe miejsce i warte poznania.

    Szlak tatarski

    Ma 57 km długość. Biegnie przez  Sokółkę – Bohoniki – Stare Kamionki – Wierzchlesie – Talkowszczyznę – Nową Świdziałówkę– Nietupa – Kruszyniany. Szlak usytuowany jest wśród Wzgórz Sokólskich oraz fragmentu Puszczy Knyszyńskiej. Wiedzie przez dawne folwarki tatarskie (Nietupę i Talkowszczyznę), nadane w 1679 r. Tatarom przez Jana III Sobieskiego,  do Kruszynian. W Sokółce można obejrzeć muzeum regionalne ze stałą ekspozycją poświęconą osadnictwu tatarskiemu, rynek miejski z wychodzącymi z niego ulicami z XVI-XVII w., klasycystyczny kościół pw. św. Antoniego z 1848 r., (rozbudowany 1904) oraz cerkiew pw. Aleksandra Newskiego (1830 r.) Bohoniki – do dziś centrum religijne polskich muzułmanów. Jest tam meczet zbudowany przez Tatarów w XIX wieku oraz mizar,  cmentarz tatarski. W Bohonikach istnieje od trzech wieków największy i wciąż czynny cmentarz muzułmański w Polsce. W Kruszynianach na końcu szlaku koniecznie trzeba obejrzeć najstarszy meczet w Polsce. To drewniana świątynia z narożnymi minaretami, które zwieńczone są kopułami z półksiężycem, powstała na przełomie XVIII i XIX wieku. W świątyni istnieje podział na część dla kobiet i mężczyzn. Wchodzi się po zdjęciu obuwia i siada na dywanach. Opodal w Kruszynianach jest także mizar, czyli cmentarz kruszyniański. Szlak przebiega w malowniczych okolicach i można go spokojnie przemierzyć rowerem.

    W Kruszynianach można spróbować oryginalnych potraw w „Tatarskiej Jurcie”, która gościła nawet ostatnio Księcia Karola. Ceny nie są za niskie, ale czegóż się nie robi by poznać nowe smaki.

    No i mój ukochany Tykocin

    Miasteczko idealne dla tych, którzy chcą zaznać chwili spokoju i odpoczynku. Położone w urokliwej i magicznej dolinie Narwi. Tutaj czas zatrzymał się w miejscu pozostawiając obraz dawnego polskiego miasteczka. Ta spokojna miejscowość ze względu na swoje położenie między Biebrzańskim i Narwiańskim Parkiem Narodowym gwarantuje wypoczynek w urzekającym i fascynującym miejscu, niezmiernie bogatym w unikalną florę i faunę.

    Co przyciąga do Tykocina? Najpierw synagoga – wybudowana w 1642 roku. Pod względem architektonicznym jest to bożnica dziewięciopolowa, z bimą kaplicową położoną centralnie w Wielkiej Sali. Bima spełnia funkcję mównicy, gdzie odczytuje się zwoje Tory. W połowie XIX wieku przeprowadzono generalny remont synagogi i obecnie mieści się w niej muzeum żydowskie. Kilkaset metrów na zachód od synagogi znajduje się najstarszy zachowany cmentarz żydowski w Polsce, powstały w 1522 roku wraz z przybyciem Żydów do Tykocina. Niestety jego stan dzisiejszy jest niezbyt dobry. Zarośnięty w lecie nie pozwala na swobodne zwiedzanie, tak jak np. cmentarz wrocławski na ulicy Ślężnej.

    Jest też w Tykocinie plac i pomnik Stefana Czarnieckiego. Na rozległym rynku stoi pomnik dłuta francuskiego rzeźbiarza Pierre de Coudray, wykonany w 1763 roku. Dwumetrowa rzeźba, umieszczona na cokole, przedstawia hetmana w stroju szlacheckim, ze złotą buławą w podniesionej ręce. To jedyny pomnik bez konia i siedzącego na nim Czarnieckiego.

    Ale najbardziej okazałym zabytkiem jest kościół św. Trójcy. Zbudowany w latach 1742-1750. Po obu stronach elewacji frontowej znajdują się dwie wieże połączone z korpusem kościoła łukami i arkadami. A jego urok można podziwiać oglądając znany filmy o Podlasiu autorstwa Jacka Bromskiego – „U Pan Boga w ogródku” i wcześniejszego jego części. Gra tam także tykociński Alumnat. Dom weteranów wojennych, wybudowany w latach 1633-1639, ufundowany przez starostę tykocińskiego Krzysztofa Wiesiołowskiego. To obecnie jedynym taki zabytek w Polsce. We wnętrzu znajdują się izby mieszkalne, pomieszczenia gospodarcze i kaplica. Rolę domu dla weteranów pełnił do I wojny światowej, a w okresie międzywojennym, jako mieszkanie dla najuboższych. Obecnie znajduje się tu hotel i restauracja z genialną zupą grzybową na borowikach i pierogami. Pychota! Prowadzi je były proboszcz z kościoła św. Trójcy.

    Jeśli ktokolwiek zainteresował się Podlasiem i wybierze się tam, nie pożałuje. To naprawdę prześliczny kawałek Polski wart zachwytów.

    [photospace]