Cudowne nudzenie się w Kazimierzu

    0

    Głównym zajęciem w Kazimierzu nad Wisłą jest nicnierobienie nad szklanką piwa lub filiżanką kawy w jednym z wielu kawiarnianych ogródków na Rynku.

    Zwiedzanie „obowiązkowe” zajmuje jakieś dwa, trzy dni, bo miasteczko jest niewielkie i wszędzie blisko. A co ogląda się w Kazimierzu? Przede wszystkim malownicze krajobrazy. Trzeba się najpierw wdrapać na wzgórze Trzech Krzyży. W centrum miasteczka już można się zachwycać widokami leżących poniżej dachów z czerwonymi dachówkami, z którymi kontrastuje zielona ściana okolicznych lasów. Widokiem malowniczego klasztoru położonego na wzgórzu, kamienicami na Rynku i połyskliwą tasiemką Wisły, która meandruje tu wyjątkowo pięknie wśród łach piasku. Kazimierz to klimat i emocje. Nie ma tu barów z dyskotekami, klubów z hałaśliwą muzyką, centrów handlowych i jadłodajni typu fastfood. Jak ktoś łaknie takich atrakcji, wynudzi się tam.

    Dwa razy w tygodniu na Rynku odbywa się targ i w ten prosty sposób załatwiane są potrzeby aprowizacyjne miasteczka. Tu się przyjeżdża po przeżycia. Po to, aby oglądać RYNEK, renesansowe kamienice, studnię na Rynku, ruiny zamku na wzgórzu, przepiękny kościół farny pw. Jan Chrzciciela. A wszystko na wyciągnięcie ręki…

    Dookoła miasta lesiste wzgórza kryją urokliwe parowy i wąwozy, w których plątaninie można ponoć się zgubić. Ciut dłuższe spacery należy odbyć, aby odwiedzić willę pisarzy Marii i Jerzego Kuncewiczów. Ukrytą na polanie wśród lasu i położoną tak pięknie, że można tam przesiedzieć godzinami, kontemplując uroki okolicy-co tez uczyniliśmy. W samej willi jest w tej chwili Muzeum Kuncewiczów. Przedziwne, bo wchodzimy do prywatnego domu, gdzie w otwartych oknach powiewają firanki, pachnie pasta do podłogi, a my zaglądamy do kuchni, do salonu, do gabinetu, wokół przedmioty należące do gospodarzy…Jakby na chwilę wyszli a my przez moment podglądamy ich życie. Codzienne, zwyczajne a pod nogami skrzypi swojsko drewniana podłoga….

    Kazimierz to także w dużej mierze żydowski duch, unoszący się cały czas nad miasteczkiem. Wszak do 1942 roku mieszkało tu wielu Żydów. Pusta synagoga robi wrażenie ogromnymi fotogramami J.B. Dorysa, który w 1930 i 1931 z aparatem fotograficznym w ręku podpatrzył zwykłe życie ówczesnej żydowskiej społeczności. Jeżeli się przysiądzie z kieliszkiem wybornej imbirówki w kawiarni na Małym Rynku, na którym odbywał się kiedyś żydowski targ i lekko przymknie oczy, to może pod powiekami wyimaginuje się tamten świat, którego dawno już nie ma, a który tak …”pięknie malował pan Chagall”…

    A kiedy zwiedzimy już wszystko – synagogę i żydowski cmentarz, kamieniczki i spichlerze nad Wisłą, kościół farny i klasztor, kiedy skosztujemy specjałów w knajpie u „Fryzjera” i kulebiaka w rodzinnej piekarni u Starzyńskich. Kiedy wyoglądamy i obfotografujemy wszystkie widoki i plenery nad Wisłą – wtedy trzeba znaleźć sobie ulubiony wiklinowy fotel w jednej z kawiarni na Rynku i pozwolić, aby czas i Kazimierz przepływały przez nas powoli, w swoim stałym niespiesznym tempie.

    [photospace]