Blogiem do wyborcy?

    0

    Kilka miesięcy temu medioznawcy wróżyli zmierzch popularności blogów, tymczasem Szymon Sikorski z Agencji PR Publicon we Wrocławiu nie ma wątpliwości – Internet i elektroniczny kontakt z wyborcą będą języczkiem u wagi w zbliżającej się jesiennej kampanii samorządowej. Czy świdniccy pretendenci do Rady Miejskiej i fotela prezydenta w ogóle zauważają istnienie sieci? Na razie wygląda to kiepsko. Blogi prowadzą tylko radny lewicy Janusz Solecki i wiceprezydent Ireneusz Pałac. Własną, raczej rodzinną stronę ma starosta Zygmunt Worsa. Największe ogólnopolskie partie śpią – poza nudną stroną poseł Anny Zalewskiej z PiS i równie nudną (raczej martwą) wizytówką sejmową Zbigniewa Chlebowskiego z PO nie ma nic. Internetu nie wykorzystują żadne lokalne ugrupowania. Robią błąd? A może to świdniczan nie interesują poglądy na lokalną politykę w sieci?

    Tej opinii przeczą dziesiątki komentarzy pod każdą, niekoniecznie polityczną informacją zamieszczaną na naszym portalu. Gorącą dyskusję wywołało choćby ogłoszenie kandydata na prezydenta Świdnicy z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Surowa krytyka bardzo polityczna wciąż spotyka radnych czy urzędującego prezydenta Wojciecha Murdzka. Jednak to i tak ledwie blady odprysk tego, jak krytyczne razy po równo wszystkim – od dzierżącej władzę Wspólnoty Samorządowej po walczące o berło PO czy PiS – rozdają aktywni świniccy blogerzy. Trafiliśmy na trzy blogi, skoncentrowane nie tylko, ale głównie na lokalnej polityce. Poczynania „VIPów” śledzą i ostro komentują Krytyk Świdnicki, Rynkowy Tetryk i autor quovadisswidnico.blog.pl. Zapiski są „przeciw”, trudno odnaleźć wskazówki, kogo autorzy popierają. A być może nikt nie postarał się jeszcze, by popierali? Albo nikt nie zasłużył? W każdym razie niewielu, licząc raz jeszcze – dosłownie dwóch – lokalnych polityków dostrzega siłę dyskusji w sieci.

    – To błąd – jasno stawia sprawę Szymon Sikorski. – Na zachodzie wielu polityków wygrywało lokalne wybory samorządowe dzięki sprawnej kampanii w Internecie. Dlaczego? Choćby z tego powodu, że sieć lokalnie jest kompletnie niezagospodarowana. Nie ma tu wielogłosu. Ten, kto się odważy, może swobodnie przeforsować swoje opinie, bo nie ma konkurentów! Niestety, to niesie za sobą poważne ograniczenia, bo ów brak wielogłosu oznacza, że swobodnie można się koncentrować na krytykowaniu przeciwników, a nie budowaniu przejrzystej, własnej wizji. I pewnie tak będzie w tej kampanii – wieszczy Sikorski. Jednak nie ma się co obrażać, jedynym wyjściem, gdy denerwują nas ostre sądy zamieszczane choćby na blogach – warto założyć własny. Jak przekonuje Sikorski, to nie tylko szansa na „dołożenie” przeciwnikowi w chwili, gdy najdzie kogoś na to ochota, ale także możliwość szybkiej reakcji na posunięcia kontrkandydata. Zwłaszcza wtedy, gdy oprócz tworzenia elektronicznego dziennika, sięgnie się do popularnych portali społecznościowych i narzędzi, jakie dają.

    Świdniccy samorządowcy dobrowolnie wystawiają się na razy. Od czasu do czasu powalczą na oświadczenia, słane e-mailem do różnych redakcji, ci u władzy pochwalą się sukcesami na oficjalnych urzędowych stronach miasta i to na tyle ich związków z największą siłą przekazu, jaką jest net.

    Świdnicka politykę komentują:

    Czarno na białym – tak dla jasności

    Ireneusz Pałac po godzinach

    Krytyk Świdnicki

    Zapiski Rynkowego Tertyka

    Quo Vadis Świdnico