Piękniejszy świat Beaty: Matka Polka kontra przeciwności

Piękniejszy świat Beaty: Matka Polka kontra przeciwności

0
PODZIEL SIĘ

Gdy rok temu zdjęto z ramówki radiowej Trójki program Matki Polki Feministki, pomyślałam, że Matki w naszym kraju nigdy nie miały łatwo. Nie było słodko w czasach głębokiej komuny. Nie jest łatwo również teraz, w okresie, gdy rządzą nami panowie, którym bliższe jest poświęcenie wyklętych żołnierzy niż cierpienie kobiet przy porodzie.

Matka Polka Feministka bez kompleksów i ze swadą rozprawiała o seksie, o trudnym macierzyństwie, o godzeniu matczynych obowiązków z pasjami, także o tym, jak utrzymać się w pionie pomimo niesprzyjających okoliczności gospodarczych oraz pomimo wiszących nad jej  głową stereotypów. Obecne radiowe władze stwierdziły jednak, że seks dla Matki Polki jest niepoprawny i niepotrzebnie odwraca jej uwagę od domowych obowiązków;  że powinna angażować się w to jedynie raz – w celu spłodzenia prawdziwego katolika patrioty, całość wychowania scedując potem na starannie dobranych katechetów.

Matka Polka nie dała jednak za wygraną. Na portalu crowdfundingowym zebrała kasę i wydała książkę taką, że wszystkim spadły kapcie. Nie władzom Trójki rzecz jasna, bo ci nie czytają książek.  W książce było więc znowu o seksie, o trudnym macierzyństwie, o tym, że mamy prawo popłakać, domagać się, wbić pięść w ścianę.

W czarnym proteście inne Matki Polki również pokazały, na co je stać. Sformułowały jasne postulaty, których będą bronić bez względu na trudy, pogodę i koniunkturę – dla siebie i dla swoich córek oraz synów. Będą jednak walczyć  nie tylko w swojej sprawie. Oprotestują wycinkę drzew i dzięki akcji „Matka Polka na wyrębie” doniosą światu, jaką to pogardą dla przyrody wykazują się obecne władze. Aby przyłożyć rękę do obrony Białowieskiej Puszczy przed zapędami chciwych polityków Matka wybierze się do Watykanu i dopnie swego, wręczając papieżowi raport o stanie naszej przyrody. Uda jej się to, choć papież nigdy wcześniej żadnych raportów z rąk żadnych pielgrzymów przecież odbierać nie ma w zwyczaju. Matka Polka jest więc zdeterminowana i skuteczna,  jeśli uzna, że rzecz jest warta jej starań.

Gdy więc w świąteczny czwartek jedna z zaprzyjaźnionych ze mną Matek postanowiła zderzyć się z misją niemożliwą i zapragnęła swoje zbuntowane i zacietrzewione dziecko odciągnąć od internetu i zawlec do lasu, aby naoglądało się widoków innych  niż tylko kolejne plansze ulubionej gry, poczuła w sobie zew. Nadała sprawie status „Red alert” i postawiła dziecku wyzwanie: „Zdobędziemy najtrudniejsze szczyty i dojdziemy tam, gdzie nikt jeszcze nie doszedł”. Wokół zwykłej wycieczki zbudowała taką atmosferę, że po skończonym marszu dziecko odkryło w sobie żyłkę zdobywcy, a o samej wyprawie opowiada, jakby właśnie zaliczyło obydwa bieguny.

Gdy zaś trzeba było dziecko zmobilizować, aby zrezygnowało z niezdrowej coli na rzecz  ożywczego soku z jarmużu, limonki i czegoś tam zielonego, mrugnęła porozumiewawczo do innej Matki Polki, aby ta zechciała wziąć udział w spisku. „A ty jesteś słabeuszem czy mocarzem?” – pada więc pytanie zupełnie obcej Matki  z drugiej strony lady, która ideę podjęła w lot, bo w końcu na podobnym spiskowaniu zdarzyła już zjeść zęby stałe i te z ubezpieczalni. – „Bo dla mocarzy to my mamy specjalny sok z gumijagód”.  I okazuje się, że dla Matki Polki i napojenie dziecka jarmużem to po prostu bułka z masłem.

Beata Norbert