Są wybierani przez mieszkańców po to, by reprezentowali ich interesy, współdecydowali o wydatkowaniu środków budżetowych, tworzyli lokalne prawi i patrzyli na ręce wójtowi, burmistrzowi czy prezydentowi. Czy radni faktycznie mają wpływ na funkcjonowanie gminy czy miasta? A może raczej – czy chcą mieć wpływ? Jaką cenę płacą ci, którzy chcą mieć wpływ? W odcinku „Radni. Wielka lipa?” rajcom przygląda się autor bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, były samorządowiec i urzędnik.

RADNI. WIELKA LIPA?
Radny superbohater bez peleryny za to w garsonce lub garniturze. Niby ma moc, ale baterie ktoś mu wyjął. Przesada? Obraza majestatu?Kłamstwo? A może… smutna prawda?
Zastanów się szczerze:
czy naprawdę masz realny wpływ na to, co dzieje się w Twojej gminie, mieście czy powiecie?
Czy raczej pełnisz rolę DŁUGOPISU dla wójta, burmistrza czy prezydenta?
Ile projektów uchwał, które głosowałeś/głosowałaś, wyszło z Twojej inicjatywy, a ile było „podłożonych” przez organ wykonawczy?
Czy wiesz, że masz prawo zgłaszać własne projekty – samodzielnie lub w imieniu klubu? Może czas to w końcu wykorzystać.
Rola radnych – czyli wielka fikcja wpływu
Radny samorządowy to – teoretycznie – fundament demokracji lokalnej. To on ma być przedstawicielem mieszkańców, ich rzecznikiem, strażnikiem interesów wspólnoty.
Ustawodawca wyposażył go w mandat, którego nie da się cofnąć w trakcie kadencji, w prawo interpelacji, w inicjatywę uchwałodawczą, w możliwość kontroli organu wykonawczego. Słowem – w dokumentach wygląda to naprawdę imponująco.
A teraz przenieśmy się do praktyki. Tu radny zderza się z betonową ścianą samorządowej codzienności. Oto kilka kluczowych powodów, dla których jego rola – wbrew pozorom – bywa bardziej symboliczna niż realna.
Większość i arytmetyka
Jeżeli radny nie należy do „grupy trzymającej władzę” – jego wpływ na decyzje jest praktycznie zerowy. Może zgłaszać projekty, ale bez poparcia większości nie przejdą nawet na porządek obrad. To brutalna arytmetyka: jedna osoba kontra klub radnych lojalnych wobec wójta, burmistrza czy prezydenta. O tym – na podstawie Glinojecka na Mazowszu – w osobnym tekście.
Sesje jako teatr
Zamiast realnej debaty – mamy sesje rady, które często przypominają przedstawienie (komisje też). Uchwały są przygotowane wcześniej przez urzędników i zatwierdzane mechanicznie.
Dyskusja? Zazwyczaj pozorna. Radny próbuje zadać pytanie, ale dostaje wymijającą odpowiedź albo słyszy: „to zostanie sprawdzone”. Decyzje zapadają na nieformalnych spotkaniach, a sesja to tylko finał widowiska.
Brak zaplecza eksperckiego
Radny to z reguły osoba społeczna, działająca po godzinach. Nie ma sztabu prawników, ekonomistów czy analityków, którzy pomogą mu przygotować się do dyskusji.
Naprzeciwko stoi cała armia urzędników – doświadczonych, wyszkolonych, świetnie znających procedury. Efekt? Radny często czuje się jak uczeń w starciu z profesorem.
Informacja na kroplówce
Choć radny powinien mieć dostęp do pełnej informacji o gminie czy powiecie, w praktyce często musi o nią walczyć. Dokumenty trafiają do niego na ostatnią chwilę, analizy są powierzchowne, a odpowiedzi na interpelacje – lakoniczne. Bez wiedzy trudno mówić o realnym wpływie.
Naciski i uzależnienia
Nie zapominajmy o czynniku politycznym i towarzyskim. Radny, który chce być „blisko władzy”, unika ostrych pytań. Liczy na to, że jego klub dostanie jakieś stanowisko, że sołectwo dostanie inwestycję, że pojawi się szansa na „załatwienie czegoś” dla wyborców. Mechanizm marchewki i kija działa tu doskonale – lojalni są nagradzani, krytycy izolowani.
Głos mieszkańców?
(jeśli się pojawi)
Radny powinien być głosem mieszkańców, ale w praktyce często pełni rolę petenta u włodarza. Przychodzą ludzie z problemami – od dróg, przez szkoły, po pomoc społeczną – a radny może jedynie pisać pisma i liczyć, że ktoś je potraktuje poważnie. Tymczasem mieszkańcy oczekują od niego cudów, których nie jest w stanie zdziałać.
Symbol bez realnej mocy?
Patrząc na to z boku, można odnieść wrażenie, że radny to bardziej symbol demokracji lokalnej niż jej realny motor. Ma głos, ale nie ma narzędzi. Ma mandat, ale nie ma wpływu. A przede wszystkim – ma odpowiedzialność przed mieszkańcami, ale nie zawsze możliwość faktycznego działania.
Czy da się to zmienić?
Teoretycznie tak – większa przejrzystość procedur, realny dostęp do informacji, wsparcie eksperckie dla radnych, większe upodmiotowienie komisji rady. Ale to wymaga woli politycznej, a tej brakuje – bo obecny system świetnie służy tym, którzy trzymają ster. Wniosek? Radny w Polsce to często ktoś, kto ma tytuł i mandat, ale realnie jego wpływ na samorządową rzeczywistość bywa mizerny.
Demokracja lokalna wygląda dobrze na papierze – w praktyce to raczej teatr, w którym role są z góry rozpisane.
/Za „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”/




![Akcja strażaków przy Westerplatte. Pożar sadzy w kominie [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/02/Westerplatte-pozar-2026.02.28-3-100x75.jpg)



![European Jazz Collective już za tydzień zagra na Świdnickich Nocach Jazzowych [ROZWIĄZANIE KONKURSU]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/European-Jazz-100x75.jpg)
