Strona główna Kultura Barwna “Miłość w czasach komuny”

Barwna “Miłość w czasach komuny”

0

Barwny język i czasem gorzki humor to znaki rozpoznawcze dramaturga i powieściopisarza Ryszarda Latki. Autor głośnej sztuki “Tato, tato sprawa się rypła” nie byłby sobą, gdyby sentymentalnej wymowy tytułu swojej najnowszej powieści “Miłość w czasach komuny” nie “odczarował” podtytułem “Opowieść o chłopcu, którego ojciec w maślance się utopił”.

Ryszard Latko (3)

Kilkadziesiąt osób przyszło na spotkanie z Ryszardem Latko, na które zaprosiła Miejska Biblioteka Publiczna Filia Nr 2. Rozmowę z autorem głośnej sztuki teatralnej „Tato, tato, sprawa się rypła” poprowadził Andrzej Protasiuk. To kolejne wydarzenie w ramach projektu Świdnica Coolturalnie.

Rozmowę z pisarzem poprzedziła projekcja fragmentu sztuki “Tato, tato sprawa się rypła”, która przez kilka sezonów była przebojem polskich scen teatralnych. Świdniczanin jest także autorem monodramów i szkiców literackich. Najnowsza powieść wydał własnym staraniem w zaledwie 35 egzemplarzach. “Miłość w czasach komuny” zawiera wątki autobiograficzne. Książka jest dostępna w Miejskiej Bibliotece Publicznej.

Zdjęcia Łukasz Kufner

Fragment powieści „Miłość w czasach komuny” Ryszarda Latko:

  Szedł ulicą przeliczając drobne, które mu się zawieruszyły w kieszeni. Wystarczyło akurat na pięć papierosów. Kupił je w mijanym kiosku, już zawinięte w strzęp gazety i przygotowane dla niezamożnych klientów. Zaraz wyjął jednego i rozglądał się za jakimś palaczem, aby mu użyczył ognia lub zapałki. Tak się rozglądając doszedł do zaułka, gdzie mieściła się dekoratornia firmy handlowej. Szczepan śmiało otwarł drzwi i wszedł do środka. Trącony dzwonek oznajmił jego przybycie.

     Przy dużej planszy z paździerzowej płyty stał Witek i chałturzył po godzinach, malując propagandowe hasło. Powoli, na białym tle, wyłaniała się czerwona, zaciśnięta, robotnicza pięść.

     – Cześć Witek! – zawołał Szczepan i przysunął sobie krzesło bliżej stołu.

     Witek nie odpowiedział, gwiżdżąc nowoorleański kawałek. Miał na sobie jasnobrązową kamizelkę z cielęcej skórki, jak prawdziwy artysta, a z kieszonki wystawały mu droższe papierosy; wskazywało na to cynfoliowe opakowanie w połyskującym celofanie.

     Szczepan wyjął z kieszeni zawiniątko tanich sportów i chwilę w nim gmerał, obmacując tytoniowe gnioty. Wreszcie wyjął jednego i zapalił leżącymi na stole zapałkami. Wtedy Witek odwrócił się i wyciągnął w kierunku Szczepana szczupłą rękę. Ten zaś uczynił podobnie podnosząc się z krzesła. Witek zignorował jednak powitalny gest, uśmiechnął się głupawo patrząc Szczepanowi w oczy i sięgnął po jego papierosy. Wziął w usta pierwszego lepszego i otworzył pudełko z zapałkami. Zaraz jednak je odrzucił i odpalił od Szczepana. Zaciągnął się głęboko, zakaszlał i z powrotem ujął pędzel.

     – Co tam słychać, chudy literacie?! – zapytał głośno, teatralnie.

     – Stara bieda – mruknął Szczepan.

     – Bieda?! – zdziwił się tym samym tonem. – Boga obrażasz! Wypędź Baśkę do roboty, bo się babie w chałupie z nudów we łbie przewraca! Na lato zrób jej bachora, a na zimę spal buty, żeby na ploty nie łaziła! Jak będziecie oboje pracować, to nie będzie biedy!

Fragment opublikowany na portalu dolnoslaskosc.pl