Najstarszy wieżowiec w Świdnicy jak nowy

    19

    To było najbardziej ekskluzywne i pożądane miejsce w Świdnicy. Pierwszeństwo w przydziale mieszkań miała ówczesna elita. Dzieci z całego miasta ustawiały się w kolejce, by pojeździć pierwszą i przez lata jedyną windą. – Z czasem stał się dla wszystkich lokatorów utrapieniem, z wiecznie zalanymi piwnicami i zamarzniętymi ścianami – wspominają Irena i Antoni Lotyczowie. To oni zdołali przekonać pozostałych mieszkańców, że dom trzeba ratować, bo się rozsypie. Prace przy kapitalnym remoncie najstarszego wieżowca w Świdnicy dobiegają końca.

    – Tak ładny jak teraz  nie był nigdy – z dumą przyznają lokatorzy, wskazując na nową, estetyczną elewację w zielono-piaskowym kolorze. – Wieżowiec miasto zaczęło budować w 1963 roku, ale nic nie szło tak, jak zamierzali projektanci – wspomina Antoni Lotycz. – Okazało się, że pod działką na placu Kombatantów jest bardzo niestabilny grunt i podziemne korytarze. Trzeba było wylać tony betonu, żeby budynek w ogóle się utrzymał.

    Wieżowiec miał liczyć 10 pięter, skończyło się na 6. – Rzeczywiście w tym miejscu, gdzie jest, wygląda dość zaskakująco – przyznaje pani Irena. Jej mąż podejrzewa, że w planach mogło być więcej wieżowców, ale ze względu na podłoże zrezygnowano z budowy następnych. “Rodzynek” był gotowy w 1966 roku. Budowany był mieszanymi technikami – są więc i płyty, i pustaki, i cegła. Cienkie ściany bardzo szybko dały się lokatorom we znaki. Zimą szron pojawiał się po wewnętrznych stronach. – Za ogrzewanie ostatnio płaciliśmy chyba najwięcej w Świdnicy – 7 złotych za m2. Tak dłużej być nie mogło! – mówi Antoni Lotycz. I to on wraz z żoną już w 2008 roku rozpoczęli poszukiwania źródeł, z których można by pozyskać dofinansowanie docieplenia ścian i pomalowania elewacji. Udało się dopiero teraz. Wspólnota skorzystała z unijnego programu odnowy zdegradowanych terenów miejskich. – Ile ostatecznie wsparcia otrzymamy, okaże się po zakończeniu prac – tłumaczy pani Irena. Wg wstępnego kosztorysu całość prac miała pochłonąć 570 tysięcy złotych. W przetargu udało się zaoszczędzić prawie połowę, ale wciąż pojawiają się niespodzianki. – Trzeba było na przykład założyć całkowicie nową instalację odgromową, a pierwotnie planowana była tylko naprawa istniejącej. Konieczny był także remont wszystkich balkonów zewnętrznych, bo groziły zawaleniem. Kompletnej przebudowy wymagały także schody od ul. 1 Maja, z których tak naprawdę najmniej korzystają lokatorzy. To dodatkowe 60 tysięcy złotych – mówią państwo Lotyczowie. Cała wspólnota cieszy się ze zmian. – Koniecznie trzeba podkreślić, że tak duże zmiany w naszym wieżowcu  są w ogromnej mierze zasługą zarządców – najpierw pani Haliny Kułakowskiej, teraz pana Pawła Szymańskiego. Oboje bardzo angażowali się we wszystkie działania, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni – dodaje pan Antoni.

    Irena i Antoni Lotyczowie

    Obecny remont ma, obok docieplenia i zmiany wizerunku, inne zalety.  Po latach nareszcie wyjaśniła się zagadka ciągle zalanych piwnic. – Okazało się, że robotnicy budujący nasz wieżowiec odstawili fuszerkę – tłumaczy pan Antoni. – Rynny, zamiast włączyć w system kanalizacji burzowej, po prostu zakopali w ziemi. Na dodatek wyloty były zatkane pustą półlitrówką i rękawicą!  I tak woda sączyła się, podmywając fundamenty i zalewając piwnice. Po zakończeniu remontu woda będzie odprowadzana do kanalizacji burzowej, instalacja rynien jeszcze nie została zakończona.

    Dopóki wieżowiec był wyłącznie we władaniu miasta, nie przeprowadzono tu najmniejszych remontów. – Wszystko, co tu się zmienia, lokatorzy zawdzięczają wyłącznie sobie – zapewniają Lotyczowie. – Sfinansowaliśmy z funduszu remontowego naszej wspólnoty wymiany pionów kanalizacyjnych, wodnych, grzewczych i gazowych, po latach odmalowaliśmy klatkę schodową (szykujemy się jednak do kolejnego razu). Wielką ulgą dla naszej, liczącej 24 rodziny, wspólnoty, byłaby możliwość przejęcia od miasta lokali użytkowych na parterze. Niestety, to nie jest i raczej nie będzie nasza własność.

    Wspólnota chce jednak pozyskać trochę pieniędzy. Do wynajęcia przygotowana jest dawna kotłownia o powierzchni 200 m2, w planach jest także wynajęcie części jednej ze ścian na banery reklamowe. – Staramy się także pozyskać od miasta dotację na  część wspomnianego wcześniej remontu schodów zewnętrznych – mówi Antoni Lotycz. Z żalem dodaje, że wspólnota nie ma żadnego wpływu na tereny wokół domu. Te działki należą do miasta. – Po pierwsze chcielibyśmy usunięcia ławek, bo one służą jedynie pijaczkom, którzy po nocach nie dają nam spać. Po drugie zmiany lokalizacji lub ogrodzenia placu zabaw, ponieważ wokół tego miejsca znajdują się drogi przejazdowe i parkingi, co stwarza niebezpieczeństwo dla dzieci.

    Lokatorzy przyznają, że wraz z każdym kolejnym remontem apetyt na zmiany rośnie. – Mieszkamy w miejscu, które najpierw budziło zazdrość, a potem współczucie. Teraz znów jesteśmy dumni i chcielibyśmy jeszcze zmienić otoczenie – wyjaśniają. – Przez te wszystkie lata może nie było różowo, ale nie zamienilibyśmy tego miejsca na żadne inne – dodają Lotyczowie. – Mało kto w Świdnicy ma tak ładny widok z okna jak my.

    asz