Kto przygarnie psy sprzed Latawca?

    19

    Są duże, dorodne, wyglądają na zdrowe i …zadomowione. Jednak to na pewno nie jest miejsce, w którym takie zwierzęta mogą zostać na stałe. Dwa mieszańce owczarka niemieckiego mieszkają na terenie szpitala Latawiec. – Szukałam dla nich domu, prosiłam o pomoc Straż Miejską, Urząd Miasta, starostwo. Dwóch psów nikt nie chce wziąć, a urzędy odbijają piłeczkę – żali się pani Katarzyna, pracownica szpitala. – Boję się, że psiaki czeka straszny los, bo wkrótce mają przyjść mrozy.

    – Troska o zwierzęta to jedno, ale te psy są coraz większe i czują się panami tego terenu – mówią inni pracownicy. – Na razie nikogo nie zaatakowały, ale nie wiadomo, co może wywołać ich agresję. Tutaj przecież przechodzą pacjenci, lekarze, pielęgniarki! Kto będzie odpowiedzialny?

    Jak psy znalazły się na terenie szpitala? – Prawdopodobnie ktoś je tu przywiózł i wyrzucił z samochodu – mówi pani Katarzyna. Pewności jednak nie ma. Psy mają około pół roku. – Widok wałęsających się samotnie piesków poruszył ludzi. Wielu ich dokarmia. Ale nie powinny, nie mogą tu zostać – dodaje.

    Sprawę psów zna komendant Straży Miejskiej Stanisław Rybak. –Na polecenie Urzędu Miejskiego obserwujemy zwierzęta, ale to nie my decydujemy o odłowieniu i przewiezieniu psów do schroniska.

    Decyzja należy do Urzędu Miasta. – Psy znajdują się na terenie szpitala, więc ten problem powinien rozwiązać szpital – odpowiada wiceprezydent Ireneusz Pałac. – I nie chodzi tu o żadną spychologię! Świdnica wyczerpała swój tegoroczny limit w schronisku dla bezdomnych zwierząt. Zostało 1 miejsce, które musimy traktować jako wyjście awaryjne w szczególnie trudnej sytuacji.

    Wicedyrektor szpitala Grzegorz Kloc jeszcze wczoraj odpowiedział Swidnica24.pl, że to do obowiązków gminy ( w tym przypadku chodzi o gminę Miasto Świdnica)  należy opieka nad bezpańskimi psami. Dzisiaj dyrektor Jacek Domejko składa deklarację – Poszukamy schroniska dla psów. Wiceprezydent Pałac zapewnia natomiast, że miasto sfinansuje odłowienie zwierząt i pobyt w schronisku. – Ale to nie jest żadne rozwiązanie – dodaje. – Schronisko jest najgorszym wyjściem z możliwych. Te zwierzęta powinny mieć dom, właściciela. Upychanie ich w klatkach w przepełnionych schroniskach powinno być ostatecznością.

    Tym także miasto tłumaczy surową politykę w kwestii bezpańskich psów. Najpierw Straż Miejska musi je kilka dni obserwować i próbować odnaleźć właściciela. Do schroniska trafiają przede wszystkim zwierzęta ranne lub stanowiące zagrożenie. W tym roku w Uciechowie jest 21 psów ze Świdnicy. Było więcej, bo 50, ale odnalazła się część właścicieli (którzy musieli zapłacić za pobyt swojego pupila w schronisku). 16 psów udało się oddać do adopcji, 9 zostało ze względu na stan zdrowia uśpionych.

    Od lat Polska nie doczekała się rozwiązań systemowych, które zminimalizowałyby bezdomność zwierząt. Właściciele nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności, gdy nie zaczipują psa czy nie opłacą podatku. Nie ma żadnych konsekwencji za brak szczepień, nikt nie musi pytać sąsiadów o zgodę na posiadanie psa ani przechodzić obowiązkowych testów psychologicznych. Psy mogą się mnożyć bez żadnej kontroli i konsekwencji dla właścicieli. Nad populacją czworonogów nikt nie panuje, ani gminy, ani państwo. Tymczasem od lat prowadzone głównie przez społeczników schroniska pękają w szwach. A mieszkańcy za nieodpowiedzialność innych ludzi płacą z podatków duże pieniądze. Pobyt 1 psa kosztuje rocznie od 2-3 tysięcy złotych. Świdnica na ten cel wydała tylko w tym roku ponad 40 tysięcy złotych.

    – Schronisko to ostateczność! Bardzo zależy i mnie, i moim kolegom, koleżankom, by psy sprzed szpitala znalazły dom – apeluje pani Katarzyna. – Próbowaliśmy znaleźć chętnych w gronie znajomych, ale nikt nie chce wziąć dwóch psów. Te są jednak tak ze sobą związane, że nie wyobrażam sobie, że można by je rozdzielić!

    Przyłączamy się do apelu pani Katarzyny. Psy przebywają na tyłach szpitala. Może ktoś zechce je przygarnąć? Losy czworonogów będziemy śledzić.

    asz

    [photospace]