Tkanie życia: Bogusław Wojskowicz – „Zefir”

    9

    Wywiad z, niekoniecznie, tylko jednym pytaniem.

    Gdy mówi się lub pisze o ludziach pokroju dzisiejszego bohatera „Tkania” wraca nadzieja na to, że nie jest jeszcze z nami tak źle; że bywają nauczyciele, którzy są idolami swoich uczniów, wcale nie mniejszymi niż Królowa Doda, czy inny wytwór (pa)szoł(won)biznesu. Takim człowiekiem jest Bogusław „Zefir” Wojskowicz. Niezwykły, ciepły, pełen humory, empatii, traktujący swoich uczniów poważnie i z szacunkiem – a przy tym normalny w swojej wyjątkowości. Pewnie ma i swoje wady, ale są one niczym w porównaniu z tym klimatem, jaki wytworzył wokół siebie przez 46 lat pracy pedagogicznej. Jestem pewien, że jego poprzednik w „Drugim” LO Zenon „Słoneczko” Michalczyk nie przypuszczał, że oddaje szkołę w takie ręce. Obaj zapiszą się w kartach historii szkoły jak najlepiej. Kilka dni temu pożegnał się „Zefir” oficjalnie ze swoimi uczniami i kolegami z pracy. Do końca czerwca zamknie okres 20 lat i 8 miesięcy, w którym dyrektorował w „Drugim”. Jak sam mówi wielokrotnie, że ta szkoła to znaczna część jego życia, z którą trudno się rozstać.

    Urodził się i młodość przeżył w niezbyt odległej Jeleniej Górze. Po dziesięciu latach pracy nauczycielskiej w Janowicach Wielkich i samej Jeleniej Górze, trafił do Świdnicy. Oczywiście, jak to często bywa, za sprawą kobiety. Zauroczyła go wówczas, i trwa to nadal, pewna Elżbieta, absolwentka „Drugiego”. Tak „Zefir” z miłości stał się świdniczaninem. Początkowo miasto nie zachwycało, ale z biegiem lat coraz bardziej zaczynał się czuć człowiekiem stąd. Wszystko za sprawą ludzi i urokliwego świdnickiego klimatu. Swojej ukochanej szkole oddał najlepsze lata i wcale tego nie żałuje. W pamięci uczniów pozostanie jako lubiany nauczyciel w-f, ciepły, serdeczny, sprawiedliwy i prostolinijny opiekun. Do historii przejdą żarty, jakie robi się wyłącznie ulubionym pedagogom i oczywiście pseudonim, który powtarzało wiele pokoleń licealistów. Bo „Zefir” miał słabość do papierosów marki „Zefir”. No i do swoich uczniów, których, jak zawsze powtarzał, kochał. Twierdzi, że przeżył tyle lat właśnie dzięki wspaniałej młodzieży. Nigdy się jej nie podlizywał, a wręcz przeciwnie, traktował jak poważnego partnera. Umiał i nadal umie słuchać innych. Dlatego ta ich miłość do siebie nie jest niczym dziwnym.

    Choć praca w szkole zajmowała sporo czasu, potrafił zawsze znaleźć chwilę na relaks w swoim ogrodzie. Należy do grona tych, którzy pracę w ziemi traktują jako najlepszy sposób regeneracji swojej psychiki. I choć ów „poligon oczyszczający” nie jest zbyt duży, znajdzie się tam zawsze ekologiczne warzywa niezbędne w domowej kuchni. Jest dumny ze swoich ekologicznych pomidorów i ogórków.

    Drugą i trzecią pasją „Zefira” są morze i podróże. Poza Hiszpanią (najbliższe plany to ten kierunek), odwiedził już chyba wszystkie europejskie kraje. Sam organizuje swoje wyprawy. Najczęściej z żoną Elą wsiadają do samochodu, biorą mapy i przewodniki, i ruszają w nieznane. Preferuje samodzielne nieśpieszne zwiedzanie miejsc i poznawanie ludzi.

    Bogusław Wojskowicz to pogodny i spełniony człowiek. Obyśmy jak najwięcej takich spotykali na swojej drodze.

    Czy będąc u progu nowego etapu życia, w którym obowiązek i praca pozostaną tylko wspomnieniem, ma Pan jakieś marzenia?

    – Tak. Oczywiście moje marzenia są związane z moimi pasjami. Największe, o którym nie powinienem mówić, zanim nie wygram głównej nagrody Totku, dotyczy podróżowania. („Zefir” marzy by po wygraniu „Szóstki” w Totolotku udać się w podróż dookoła świata – taka była nasza sugestia, która nie została odrzucona przez dzisiejszego bohatera „Tkania życia”).

    Wacław Piechocki