Polecamy: Angelika Kuźniak „ Marlene”

    0

    Marlena Dietrich była wielką gwiazdą w starym stylu. Wyniosła, niedosięgła, otoczona nimbem tajemnicy. Swój sceniczny wizerunek do ostatnich występów zawdzięczała żelaznej konsekwencji i ogromowi pracy. Miała zawsze szczegółowy plan i wizję, jak powinien wyglądać recital i jak ona sama powinna się w nim znaleźć. Wymagała spełniania jej zawodowych życzeń dotyczących wszystkiego poczynając od oświetlenia, a skończywszy na afiszach zawiadamiających o występie.

    Taką Dietrich pokazuje nam w swojej niewielkiej książeczce Angelika Kuźniak. I podpiera się zdaniem Ryszarda Kapuścińskiego, który mówił, że pisanie o czymś ma sens, kiedy da się powiedzieć coś nowego. Pani Angelice się ten zabieg udał. O wielkiej aktorce napisano już wiele tomów, ale tu dostajemy koleją porcję wiedzy. Punktem wyjścia była kartka z notesu Marleny Dietrich, na której znajdowały się polskie nazwiska i adresy. I tym tropem poszła autorka. Mając dostęp do materialnej spuścizny po bohaterce pisze, że poznawała ją poprzez przedmioty, bagażowe nalepki na walizkach, rozmowy z ludźmi, którzy w Polsce odpowiedzialni byli za jej występy.

    Ta książka to nie jest autobiografia sensu stricto – to reporterski zapis życia Marleny od połowy lat sześćdziesiątych aż do jej śmierci w 1992 roku, w Paryżu. Zapis, w którym poznajemy Marlenę prywatnie. Marlenę, która sama sprzątała, szorowała podłogi, malowała ściany, troszczyła się o muzyków, piekła z zapamiętaniem ciasta – pedantyczna, skrupulatna, rzetelna i po niemiecku zorganizowana..Ta niemieckość była jej błogosławieństwem i przekleństwem. Odrzucona i znienawidzona przez współrodaków za zdecydowane potępienie Hitlera i jego polityki w czasie wojny – ostatecznie spoczęła po śmierci na małym berlińskim cmentarzu. Ale pamiętliwi Niemcy do dziś wypominają, że nie była lojalna.

    Polski epizod w jej karierze to dwukrotne tournee w 1964 i 66 roku. Poznaje Zbigniewa Cybulskiego, którego grą aktorska jest oczarowana i zachwycona. Może nie tylko grą, ale Cybulskim samym, z czego aktor wyciąga zbyt daleko idące wnioski i kończy się gorzkim rozczarowaniem.

    Angelika Kuźniak napisała reportaż pełnokrwisty o kobiecie niesamowitej i wielkiej, małostkowej i przewrażliwionej, wielkodusznej i egoistycznej zarazem. O gwieździe, uwielbianej przez tłumy i matce, o której córka wypowiada się z goryczą. Dostajemy niezwykle barwny obraz i bardzo prawdziwy. Dlatego tak doskonale się tę książkę czyta – „na raz”. Najlepszą dla niej rekomendacją są opinie Agaty Tuszyńskiej i Małgorzaty Szejnert.

    Dietrich – wielka gwiazda i pełen sprzeczności i ułomności człowiek – do końca wierzący z uporem w swą wielką legendę. I gwiazdorstwo w takim stylu, którego już dziś po prostu nie ma. Się o tym czyta!

    Izabela Jankowska