Wybrani, ale brudni

    4

    Nie lubimy, jak przykleja się nam łatki. Wystarczy posłuchać pewnego znanego Prezesa, który co chwila oznajmia, jacy to jesteśmy wyjątkowi. My ludzie zamieszkali między Odrą a Bugiem. Podobno nikt tak nie macha szabelką, dźga piką, czy nadstawia pierś jak my – plemię Lechowe. A kiedy ktoś wytknie nam jakieś przyziemne słabości, to zaraz podnosimy larum i doszukujemy się drugiego dna, nie wspominając o żydo – komunie czy innych cyklistach.

    Jak mówi stare porzekadło „Trudno jest być prorokiem, we własnym kraju”. Ale skoro doczekaliśmy czasów, że proroków jak nasiał wokoło, to nic nie stoi na przeszkodzie, by wspomnieć o niektórych z nich. Tym bardziej, że nie są to ci, którzy od zawsze okupują naszą przestrzeń publiczną i nawet po otwarciu drzwi lodówki wychylają się z niej z okrzykiem – „Jeszcze ja coś powiem!”

    Przywołani prorocy należą do grupy znanych i lubianych, ale na których nie wieszamy psów za wszystko, co nas boli i pewnie dlatego ich opinia może być bardziej prawdziwa. Może to zabrzmieć dziwnie, ale zdarza mi się podczytywać tzw. prasę kobiecą. Nie wkładam na ten czas garsonki i szpilek, zapewniam. Otóż w jednej z takich gazet, znana i lubiana aktorka Barbara Bursztynowicz, bez ogródek stwierdziła, że niestety, ale jesteśmy narodem brudasów i flejtuchów. Cóż, dane mi jest stwierdzić organoleptycznie na każdym kroku, że jest to prawda. „Aromatyczne” tramwaje i autobusy, zwłaszcza letnią porą po deszczu, przeciętna klatka schodowa w przeciętnym blokowisku, „uperfumowana” uryną brama w zabytkowym Rynku, psie kupska na trawnikach, pobojowiska po grillach i wycieczkach w lasach – wymieniać więcej?

    Brudzimy, bałaganimy, jesteśmy na bakier z higieną – takie są realia. Ale wszakże od brudu jeszcze nikt nie umarł, a wzniosłe idee nie pytają o prozaiczne opakowanie.

    Następną paskudną wadę wytknął nam Cezary Harasimowicz, znany aktor i scenarzysta. W wypowiedzi telewizyjnej stwierdził, że jesteśmy chamami na drodze. Głównie jako kierowcy. Bardzo wiele mamy do nadrobienia w kwestii kultury jazdy, życzliwości na drodze wobec innych zmotoryzowanych współplemieńców, nie wspominając o generalnym nakazie przestrzegania przepisów. Polski kierowca to pijany ułan-kawalerzysta, który widzi tylko wyłącznie siebie, a obok dostrzega wyłącznie śmiertelnych wrogów. Trzeba im udowodnić, kto tu rządzi. I mamy jak mamy, dwa dni świąt i 40 trupów na drodze.

    Nie obrażajmy się! Nie fukajmy, że te oceny nas nie dotyczą. A może by tak po prostu chwila refleksji, zanim z pieśnią na ustach ruszymy w kolejny bój z wyimaginowanym wrogiem Ojczyzny? Może to my sami bywamy jej największymi psujami?

    Wacław Piechocki