Tomek Tryzna. Życie po “Pannie Nikt”

    0

    „Panna Nikt” jak tajfun wdarła się do współczesnej polskiej literatury ponad 20 lat temu. Entuzjastycznie pisali o niej  Stefan Bratkowski i Czesław Miłosz. Dla świdniczanina Tomka Tryzny powieść stała się przełomem i poniekąd, tragedią. O swoich zmaganiach z twórczością przed i po „Pannie Nikt” dawno niewidziany w rodzinnym mieście autor opowiedział podczas spotkania w ramach Rzeźni Poetyckiej, które zorganizował Wojciech Koryciński.

    W Galerii Fotografii w środowy wieczór pojawiło się kilkadziesiąt osób. Na pewno nie było to spotkanie banalne, bo i  Tomek Tryzna do banalnych osób nie należy. Zamiast wykładu – przeplatana ironią i refleksją rozmowa. Tomek Tryzna opowiedział o kulisach powstawania „Panny Nikt”, powieści mówiącej o ważnych sprawach z perspektywy 15-latki. Miał już 40 lat i był niespełnionym reżyserem. Marzył od 16-tego roku życia o nakręceniu filmu, który wstrząsnąłby światową kinematografią. Sukces jednak się nie pojawiał. Wtedy sięgnął po słowo. Powieść powstała w 3 miesiące w 1988 roku. Na wydanie czekała kilka lat, a podjął się go przyjaciel Tomka, kaskader. Późniejsze, masowe wydanie wywołało burzę. Świdniczanin stał się osoba pożądaną, udzielał wywiadów, uczestniczył w programach telewizyjnych. Jak stwierdził – to było bardzo męczące, a osłodą stały się duże pieniądze. Stan konta poprawiał się z każdym kolejnym tłumaczeniem powieści na obce języki. Nad autorem jednak ciążyła ogromna odpowiedzialność i oczekiwania. – Głośny debiut to bardzo ciężka sprawa, boisz się, żeby ręce się nie zagipsowały, by na kolejne twoje rzeczy ludzie nie powiedzieli „łeee” – mówił podczas spotkania ze świdniczanami. Kolejna książka, która była zapisem scenariusza filmu, Syloe, wywołała następną burzę, ale zupełnie innego rodzaju niż „Panna Nikt”. Dotychczasowy pieszczoszek mediów stał się persona non grata, a to za sprawą wulgarnego języka, którego użył w Syloe.

    Powieści – „Idź, kochaj”, czy „Blady Niko”, przeszły raczej bez echa. Tomek Tryzna przyznał, że słowa mu się „wyczerpały”. Ma wrażenie, że wszystkich już użył, o czym zabawnie informuje czytelnika w „Bladym Niko”.  Ta powieść jest jednak wyjątkowa dla Świdnicy. Opowiada m.in. o bohemie artystycznej, która królowała w mieście na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Bohaterowie mają swoje pierwowzory w autentycznych postaciach, jak choćby poeta Franciszek Kawka. Prowadzący spotkanie Wojciech Koryciński z nieukrywanym żalem przyznał, że takiego zjawiska, jak tamta Cyganeria, bardzo brakuje.

    Tomek Trzyzna stwierdził, że zawsze najbardziej interesował go obraz i wciąż pracuje nad filmem. Opowiedział także o swoich fascynacjach Internetem, z którego czerpie garściami. Pochwalił współczesne środowisko młodych twórców filmowych. Czy będzie jeszcze pisał? – Plany mam ogromne, ale skończyłem 63 lata. Może uda się zrealizować 5% zamierzeń. Jeśli 20%, to uklęknę i będę dziękował.

    Tomek Tryzna kończy kolejną powieść, nad którą myślał od 12 lat i na niej się w tej chwili skupia. O czym będzie? Tego nie zdradził.

    asz