Tkanie życia: Dorota Trajder

    6

    Wywiad z, nie konicznie tylko, jednym pytaniem.

    Gdybym nie był facetem, to chciałbym być kobietą i nazywać się Dorota Trajder. Może to idiotyczne, ale nie dla mnie. Nasza dzisiejsza bohaterka „Tkania życia” uosabia wszystkie te cechy, które powodują, iż można ją nazwać bez obaw kobietą wyjątkową. Ma niepowtarzalny urok i czar. Zdecydowanie i konsekwencję w tym, co robi. Dowcipna i wesoła, kiedy trzeba. Ale konkretna i wymagająca w odpowiedniej chwili. Potrafi wyznaczać sobie cele dla innych niemożliwe i na dodatek realizować je. Jest wrażliwa na innych i zawsze chętna do pomocy. Przy tym niezwykle pracowita, ale nie pracoholiczką. I stała w uczuciach. Od lat z tym samym mężem Jackiem tworzą niezwykły duet rozumiejących się wspaniałych ludzi. Tyle zachwytów, które należą się Dorocie Trajder bez dwóch zdań. Choć kiedy ją poznawałem kilka lat temu, przestrzegano mnie, bym uważał, bo jest ostra i nieprzystępna. Ostrzeżenia okazały się niewiele warte. Dzisiaj wspominamy o tym czasem jak o niezłym żarcie. Pojawiła się w Świdnicy, jak mówi – „za mężem”. Urodziła się i wczesną młodość do studiów spędziła w nieodległym Bolesławcu. Najpierw pogłębiała wiedzę o ekonomii turystyki. Bardzo ją to wciągało i dzisiaj wspomina ten czas z sentymentem. Była pilotem wycieczek zagranicznych i prowadziła własne biuro turystyczne. Najwspanialsze w tym, co wówczas robiła, jak sama twierdzi, było poznawanie ludzi i miejsc. Było tak miło i przyjemnie, a na dodatek można było dzięki temu jakoś się utrzymać. Epizod turystyczny minął i zaczął się nowy etap życia.

    Dorota Trajder to kobieta, która zupełnie zmieniła w Świdnicy pojęcie handlu. Była pionierem w tworzeniu, tzw. handlu wielkopowierzchniowego. Ona pierwsza zainwestowała w duży market spożywczy francuskiej sieci Intermarche. Świdnicki hipermarket był jednym z pierwszych, jaki otwierano wówczas w Polsce. Dzisiaj jest ich blisko 250 w całym kraju.

    Po sukcesie świdnickiego sklepu przyszedł czas na Strzegom, w którym powstał drugi obiekt tego samego typu. Nasza bohaterka nie osiada na laurach. Postanowiła przy okazji wrócić do turystyki. W Złotym Lesie tworzy wraz z mężem obiekt, w którym już niedługo można będzie w weekendy spędzać mile czas w naturze. Teren jest już częsciowo zagospodarowany i kolejnym etapem jest budowa bazy noclegowej. Według Doroty Trajder źródłem jej osiągnięć jest praca i łut szczęścia. I za ten łut dziękuje losowi pomagając wielu potrzebującym. Dzieciom z domu dziecka i z przeróżnych fundacji, i prywatnym ubogim rodzinom. Buduje i wyposaża place zabaw. O jej wrażliwości na innych nie trzeba przekonywać. Mówią o tym czyny. Uwielbia swój ogród i zajęcia w nim. Czuje się spełniona i szczęśliwa.

    Czy mając tyle zajęć i wyzwań na co dzień ma pani czas na marzenia. Jeśli tak, t, o czym może marzyć piękna i spełniona kobieta?

    – Przede wszystkim marzę o świętym spokoju. Cały czas czuję, jakbym siedziała w rozpędzonym superekspresie i pędziła przed siebie. Chcę wysiąść z niego i nie mogę. Ale gdybym wysiadła, to czy potrafiłabym znaleźć się w tym nowym nieznanym mi otoczeniu? Trochę się boję, że brak pracy i wyzwań źle by na mnie wpłynął. Kiedyś szyłam, robiłam na drutach, spełniałam się w takich manualnych zajęciach. Teraz z przyjemnością układam świąteczne stroiki i marzę o tym, by zacząć malować na emeryturze. No i jeszcze mam taki jeden przebłysk, który nie można nazwać marzeniem – chciałbym skoczyć na spadochronie i pokonać swój lęk wysokości. Ale to zdecydowanie nie jest moim marzeniem. W tej kategorii mieści się tęsknota za podróżowaniem po świecie. Chciałabym raz w roku wyjechać gdzieś daleko i poznawać nowych ludzi i miejsca.

    Wacław Piechocki

    [photospace]