Chcesz być zdrowy – idź do kina!

    7

    W niedzielę wybieram się do kina. Dawno tam nie byłem. Może z lenistwa, a może z braku czegoś, co by mnie zaintrygowało. Kilka lat temu przeczytałem wywiad z Władysławem Pasikowskim, tym od „Psów” i od serialu „Glina”. Znalazłem w nim fragment, który bardzo przypadł mi do gustu i chyba pozwolił ostatecznie nazwać to, czego szukam na białym ekranie. Oceniając swój stosunek do produkcji filmowej pan Władysław powiedział, że dobry film musi mieć jeden z dwóch niezbędnych elementów – ciekawie opowiedzianą historię lub niezwykle wyrazistego bohatera. Tylko te elementy przyciągają do kina i powodują, że widz daje się uwieść muzie Klio. No i biorąc te wskazówki Mistrza Pasikowskiego pod uwagę znalazłem w tym tygodniu coś dla siebie. Wyśmienitą angielską szkołę aktorską i bardzo bliski mi klimatem humor.

    Tytuł niedzielnego filmu jest znany. Wiemy, że jest to historia mężczyzny w średnim wieku, któremu splot okoliczności w jednym momencie tak wywraca spokojne życie, że musi stworzyć się na nowo. A precyzyjniej to fascynująca opowieść o człowieku, który uratował królestwo i  w przełomowym momencie historii mężnie poprowadził Anglików w walce przeciwko najeźdźcy. Po szokującej abdykacji Edwarda VIII książę Albert musi, mimo wielkich oporów, zasiąść na tronie Anglii jako Jerzy VI. Ogromną przeszkodą w wypełnianiu monarszych obowiązków jest dla niego… problem z wysławianiem się. Jedyną osobą, która może pomóc Jerzemu w odnalezieniu własnego głosu i stawieniu czoła groźbie inwazji hitlerowskiej, okazuje się służący. Tyle fabuła.

    Najciekawsze jednak jest co innego. Otóż scenariusz pióra Davida Seidlera mógłby równie dobrze stanowić podstawę przedstawienia teatralnego. Choć film jest dramatem kostiumowym, na ekranie brakuje charakterystycznych dla tego gatunku rozmachu realizacyjnego oraz barokowego przepychu. Twórcy skupiają się głównie na relacjach łączących Alberta i Logue’a. Jeden  jest cholerykiem, który nie jąka się tylko wtedy, gdy przeklina. Drugi to niespełniony aktor kpiący na całego z dworskiej etykiety. Logue mówi do żony: Ten gość mógłby być kimś wspaniałym, ale opiera mi się. W odpowiedzi słyszy: Może nie chce być wspaniały? Może ty tego chcesz? Nietrudno odnieść wrażenie, że walcząc z kalectwem króla, Logue próbuje zrekompensować własne niepowodzenia zawodowe. Skoro nie mógł zostać wielkim aktorem, to sprawi, że kto inny będzie wybitnym monarchą. Gdyby ten tekst wystawiano na scenie, widz nie miałby szans, aby w pełni rozkoszować się grą wyśmienitych aktorów. Kiedy główny bohater próbuje wygłosić przemówienie do narodu, sama jego twarz staje się polem niesamowitego spektaklu. Znajdująca się blisko bohatera kamera rejestruje ruch każdego mięśnia, każdy grymas i zmarszczkę. Czy przerażonemu królowi uda się powiedzieć wszystko bez zająknięcia? Czy przebrnie przez trudne do wymówienia słowa? Czy okaże się wiarygodny dla poddanych? Jak pisze jeden ze specjalistów z tzw. branży, napięcie, jakie udało się wówczas  stworzyć na ekranie, godne jest Oscara.
    Prócz doskonałego aktorstwa, film Toma Hoopera oferuje widzom stylową (choć nieco staroświecką) realizację, dowcipne dialogi oraz budujące przesłanie. Myślę, że będzie to niedzielna propozycja nie do pogardzenia po rodzinnym rosole z domowym makaronem.

    Jeszcze tylko zlikwidować ten okropny kaszel, który dopadł mnie dwa tygodnie temu i jakoś nie może się odczepić. Bo, jeśli wystąpię z nim w kinie, to z całą pewnością widzowie wykopią mnie z sali. Zatem abyśmy zdrowi byli!

    Wacław Piechocki