POLECAMY: Mariusz Urbanek „Waldorff Ostatni baron Peerelu”

    1

    Książka ukazała się jesienią 2008 roku, krótko przed wrocławskim Festiwalem Dobrej Książki. Miała tam swoją premierę połączoną ze spotkaniem z autorem. To niezwykła pozycja, która może pochłonąć od pierwszej do ostatniej kartki.

    Zacząłem ją czytać zaraz po zakończeniu lektury innej pozycji Urbanka, poświęconej Leopoldowi Tyrmandowi – „Zły Tyrmand”. To swoisty rewers słynnego „Dziennika 1954” Leopolda Tyrmanda, legendy polskiego jazzu, socjalistycznego playboya, enfant terrible swingujących lat pięćdziesiątych PRL. Wiedziałem na co mogę liczyć w wykonaniu Urbanka i nie zawiodłem się. Świetny język, klarowna konstrukcja i olbrzymi materiał faktograficzny z okresu, który jest mi dość bliski, bo jakby dotknięty moim w nim udziałem, ale jednocześnie znany tylko ledwie ledwie. Książka Mariusza Urbanka wyjaśnia wiele kwestii, zagadek z życia, ukazuje, jakim człowiekiem był tak naprawdę Jerzy Waldorff. Bardzo starannie wydana, na okładce karykatura autorstwa Szymona Kobylińskiego, w środku mnóstwo zdjęć, najważniejsze daty z życia i bibliografia. Mariusz Urbanek – pisarz i publicysta nie omija tematów trudnych, lecz pisze o tym z dystansem, bez emocji i sensacji, jednocześnie umie na długo przyciągnąć uwagę czytelnika. Pisze po prostu ciekawie – co w przypadku biografii jest zaletą bardzo pożądaną. O Waldorffie nie można było pisać inaczej. Bo to wyjątkowo barwny człowiek. Zawsze elegancki, elokwentny starszy pan z charakterystycznym wąsikiem, zakochany w Polsce, Powązkach, muzyce. Cięty język, dosadne stwierdzenia, dyplomacja, kultura, kurtuazja i odwaga, duża przekora. 29 grudnia 1999 r. podano w radiu, że Jerzy Waldorff odszedł na zawsze. Baron. Jak w tytule książki Mariusza Urbanka. Mimo że sam stwierdził – Kto chce, mówi do mnie „panie baronie”, ja mam to głęboko w nosie… Miałem to szczęście obcować z postacią Waldorffa – od czasu do czasu słyszałem jego wypowiedzi w mediach – charakterystyczny, trochę zachrypnięty głos, wymawiane z niezwykłą starannością słowa, słynne aliści, obowiązkowa obecność w telewizji 1-go listopada z metalową puszką na datki – jednak tak naprawdę niewiele wiedziałem o tej postaci. Ta książka to szczegółowy zapis życia adwokata (z zawodu), dziennikarza, literata, krytyka muzycznego (z umiłowania). Autor korzystał między innymi z wielu materiałów udostępnionych przez rodzinę, rozmawiał z ludźmi, którzy dobrze znali Jerzego Waldorffa – dzielili się ciekawymi opowieściami, anegdotami. Wyjątkowy jest pierwszy rozdział książki, który nadaje jakby klimat całości. Jest w nim mowa o największej miłości jego życia, o której nigdy w wywiadach nie wspominał, poza tym, że taka była, bądź jest. Przez 61 lat Jerzy Waldorff związany był z tancerzem Mieczysławem Jankowskim. Z kart wyłania się nam postać bardzo realna – ze wszystkimi sukcesami, o niespożytej energii do pozytywnego działania, głowa pełna pomysłów, ale też ze słabościami, błędami – bardzo ludzka. Autor pisze o chwilowej fascynacji włoskim faszyzmem i tekstach antysemickich, co zresztą wypominano Waldorffowi do końca życia. Nie odcinał się od tych wypowiedzi. Na kopercie, w której zebrał kontrowersyjne wycinki z tekstami własnymi i atakami na swoją osobę odręcznie napisał: Przedwojenne zadziwiające wycinki prasowe (młodości własnej, głupiej, można się wstydzić, ale nie należy jej ukrywać. Trudno! Taka była…) J. Waldorff (str.72). Kurier Poranny, tygodnik Prosto z mostu, Polskie Radio, Przekrój, Express Wieczorny, I Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, Polityka, Komitet Społecznej Akcji Atma, którego celem był zakup willi Karola Szymanowskiego, prezes Społecznego Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami, pomnik Ignacego Jana Paderewskiego w Ogrodzie Ujazdowskim, pochówek prochów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w katedrze warszawskiej, pomnik Józefa Piłsudskiego przy Belwederze, liczne publikacje, książki – to tylko kilka zaledwie śladów jakże aktywnej działalności. W tle ważne wydarzenia polityczne i społeczne,  znane postacie – Gałczyński, Kisielewski, Iwaszkiewicz; komentarze prasowe, przytaczane wypowiedzi.  To niezwykły obraz Polski minionej – przedwojennej, czasów okupacji, Polski zniewolonej przez Sowietów tej po wyborach w 1989 r. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na dobrą lekturę – to tę bardzo polecam.

    Wacław Piechocki