Nowe inwestycje będą, ale…

    7

    Brak dobrego klimatu wiele może popsuć. A ten wokół strefy ekonomicznej zdecydowanie się pogorszył podczas kampanii wyborczej do samorządu. Zwłaszcza SLD przodowało w podawaniu fałszywych informacji i tworzeniu atmosfery podejrzliwości wokół fabryk z WSSE. Jakie mogą być konsekwencje dla mieszkańców i  rozwoju gospodarczego? O faktach i mitach związanych z fabrykami w świdnickiej podstrefie WSSE rozmawiamy z prezesem Mirosławem Greberem.

    – 2010 rok nie obfitował w spektakularne otwarcia nowych fabryk. Jest zastój?

    Mirosław Greber – Absolutnie nie. To normalna kolej rzeczy, o której mówiliśmy od początku, gdy Świdnica wręcz masowo otrzymywała zezwolenia w latach 2008 i 2009. Przyszedł czas wyciszenia, a identycznie działo się wszędzie tam, gdzie był sukces – w Wałbrzychu czy we Wrocławiu. Wszystko działa prawidłowo, zatrudnienie rośnie, nakłady także.

    – No właśnie, jak to wygląda w liczbach?

    MG – Tylko w Świdnicy w podstrefie bez większych wstrząsów działa 12 fabryk. W całym powiecie jest ich ponad 20. W Żarowie, gdzie już wszyscy uznali, że zakłady w strefie przestały się rozwijać, przybyło w ciągu 3 pierwszych kwartałów 2010 roku 100 miejsc pracy…

    – …ale doszło też do ograniczenia czasu pracy i zmniejszenia wypłat w żarowskim AKS-ie…

    MG – No ale nikt nie powiedział, że jak mamy 200 fabryk w całej WSSE, to w żadnej nie dojdzie do różnicy zdań między pracodawcą i pracownikami. Oczywiście patrząc indywidualnie można mówić, że szkoda, iż tak się stało. Z drugiej strony: AKS działa? Działa. Ludzie stracili pracę? Nie. Nieporozumienia zostały już wyjaśnione. Gdybyśmy przyjmowali, że każda taka sytuacja jest jak wybuch wulkanu, to w masie 200 fabryk nerwowo byśmy nie wytrzymali.

    W Świdnicy nie było informacji o problemach tutaj działających fabryk?

    MG – Nie. W Świdnicy w 3 pierwszych kwartałach 2010 roku powstało 200 nowych etatów i ten fakt dedykuję zwłaszcza tym, którzy podczas kampanii wyborczej mówili, jak to jest źle w podstrefie świdnickiej. W fabrykach podstrefy w Świdnicy pracuje prawie 2100 osób! Warto spojrzeć także na nakłady inwestycyjne. W Świdnicy sięgnęły prawie 840 mln złotych. Symboliczny miliard powoli się zbliża.

    – To możliwe?

    MG – Tak, to nie tylko jakieś mgliste plany, ale pewnik. I to bardzo szybko. Wszystko dzieje się w ramach fabryk istniejących.. Jednak trzeba zaznaczyć, że jesteśmy w pewnym momencie cyklu. Po takim uspokojeniu zawsze przychodzi ożywienie. Wałbrzych nie tak dawno denerwował się, ze Świdnica dostaje jedno zezwolenie za drugim, a tam cisza. Tymczasem w 2010 zgodę na lokowanie dostały w Wałbrzychu 4 nowe fabryki. Podobnie będzie w powiecie świdnickim. Z całą pewnością wkrótce będę mógł powiedzieć o nowej, dużej inwestycji w Żarowie. Na razie jednak nie zdradzę szczegółów.

    – Wspomniał pan o kampanii przed wyborami samorządowymi. W Świdnicy odżyła krytyka strefy. Jeden z kandydatów na prezydenta powtarzał, że Świdnica wręcz dopłaciła inwestorom, że poniosła nieuzasadnione wydatki, a sama na tym nie zarabia.

    MG – W najbliższych tygodniach jak co roku przygotujemy szczegółowe raporty finansowe, pokazujące, co miasto ma ze strefy. I nie chodzi tu ani o miejsca pracy, ani nakłady inwestorów, ale o konkretne pieniądze, jakie zasiliły budżet. I wówczas liczby pokażą jasno, ile Świdnica zyskała, bo zyskała! Po pierwsze na sprzedaży nieruchomości. Przecież gdyby nie strefa, to czy w ogóle taka operacja byłaby możliwa? Druga rzecz – wielu krzyczało, że strefa tanio od miasta kupuje grunty, by osiągnąć potem gigantyczne zyski. Nic podobnego. Do tej pory mamy np. 21 hektarów terenu, za który zapłaciliśmy, a który jest niewykorzystany. Miasto natomiast osiągnęło realny finansowy efekt.  A jak spojrzymy na spółkę Invest Park Development, gdzie ulokował się Defalinet, a wkrótce powstanie tu Park Przemysłowy? Na inwestycję gotówkę wyłożyła WSSE, miasto dało tylko grunt, który pewnie do tej pory byłby ugorem. Przecież to czysty interes dla Świdnicy. Czy to są tak małe rzeczy, których nie widać? Każda z nich jest rzędu kilku, kilkunastu milionów złotych! Raport dla krytyków będzie porażający.

    – Wspomniał pan o nowej inwestycji w Żarowie. A co ze Świdnicą?

    MG – Terenów mamy jeszcze pod dostatkiem, a nowi inwestorzy…Cóż, trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie ma miejsc wybranych, wyjątkowych, a na zainteresowanie trzeba sobie zapracować. Choćby klimatem dla inwestycji. Jeszcze nie tak dawno pokazywałem Świdnicę jako miasto pod tym względem modelowe. Podawanie fałszywych informacji, nie poparta żadnymi faktami krytyka nie tylko mnie oburzyła. To idzie w świat i ma realny wpływ na decyzje inwestorów. Spójrzmy na Dzierżoniów, gdzie podstrefa nigdy nie miała tak spektakularnych wydarzeń jak w Świdnicy, ale działa systematycznie i prężnie, rozrasta się niebywale, a miasto wciąż inwestuje w infrastrukturę i drogi. I tam ciągle są chętni! Bo nigdy miejsca pracy w strefie dla Dzierżoniowa nie były kartą przetargową w politycznych walkach.  Oczywiście klimat nie jest dla inwestycji decydujący i proszę moich słów nie traktować jak jakiegoś usprawiedliwiania, ale opinia o mieście ma ogromne znaczenie i czasem głos kilku osób może popsuć wysiłek setek innych. I każdy, kto pozwala sobie na wypowiedzi typu, że w strefie pracuje kilkaset osób ( a tak naprawdę ponad 2000!), szkodzi miejscu, w którym mieszka. Odstrasza inwestorów.

    – Szanse pogrzebane?

    MG – Nie, skąd. Klimat inwestycyjny ma znaczenie, a sprawą największej wagi w przypadku Świdnicy jest komunikacja. To jest połączenie z autostradą A4. Trasa ma kapitalne znaczenie! Jak się patrzy na tradycje przemysłowe, potencjał miasta, wykształcone kadry – ok., Świdnica ma wszystko i mogłaby pozyskać jeszcze co najmniej 2 zakłady wielkości Elektroluxa. Może jednak przegrać komunikacyjnie np. z Bolesławcem, położonym tuż przy autostradzie. Miasto musi jak najszybciej zapewnić wygodny dojazd do A4, a dla własnego dobra głośno pokazywać postępy prac.  Wtedy  nie wypadnie z gry.

    – Dziękuję za rozmowę.

    Agnieszka Szymkiewicz