Hymn o dobrym sąsiedzie…

    4

    Początek grudnia zastał mnie w nastroju mocno katarowo – refleksyjnym. No cóż, siąpienie z nosa pojawia się zazwyczaj ze zmianami temperatury. A refleksje to nieodzowny klimat krótkich dni i wcześnie zapadających jesienno – zimowych ciemności. Siedzę nad klawiaturą i zastanawiam się nad tematem dzisiejszego pisania. Początkowo miało być o bylejakości – w życiu. Tym codziennym, ale i innych odmianach relacji człowiek – człowiek. Naszło mnie to, gdy jadąc do Świdnicy zobaczyłem ludzi w różowych kamizelkach z łopatami. Szli nieśpiesznie, za jakimś ciężarowym samochodem, z którego wyładowywali jakąś brunatną maź. Jeden z nich, z metalowym drągiem, uderzał w nawierzchnię jezdni. Dwaj z łopatami rzucali ową masę i…szli dalej. Za nimi jechała bagażówka z „kogutem” i znakiem ograniczenie prędkości. A dalej kilkuset metrowy sznur samochodów. Jeden za drugim. Powoli i karnie. Było dość słonecznie, ale mroźno. Popatrzyłem na to i pomyślałem, że coś mi się chyba śni. Zima w pełni. Mróz skrzypi pod nogami, a ci w najlepsze zalepiają dziury w jezdni. Bezsens i totalny absurd. Przecież w takich warunkach atmosferycznych nic się nie będzie trzymało podłoża. Nie minie tydzień, a dziury będą jeszcze głębsze i uciążliwsze. Kolejny przejaw bylejakości. Dowiedziałem się, że to kolejny temat o negatywach codzienności. Postanowiłem – nie będzie o bylejakości.

    W naszym domu nastał czas robienia ozdób na choinkę.  Małe zdjęcia ze starych kartek świątecznych, naklejane na zwykłą tekturkę. Do tego kokardka i sznurek…Przy tej okazji wracają do nas obrazy innych wcześniejszych choinek, także i tych z dzieciństwa.

    W tym roku drzewko kupi nam sąsiad. Nie dlatego, że sami nie potrafimy, ale on zawsze robi nam przeróżne niespodzianki. To wyjątkowy sąsiad. Ciepły, empatyczny i taki, o jakim marzyłby każdy. Okazał nam wiele pomocy w trudnych dla nas chwilach. Na ścianach jednego z pokoi zawieszamy kolejne stare fotografie, które do nas przybyły dzięki temu samemu sąsiadowi. Bywa co niedzielę na pchlim targu i pamięta o naszych zainteresowaniach.  Ma już zakazane przynoszenie kolejnych eksponatów, ale ciągle – „Nie może się oprzeć”. I tak sobie rozmyślamy, że jedne osoby z naszego życia ubywają. Nikt ich nie jest w stanie zastąpić, o czym święta przypominają dotkliwie. Ale pojawiają się inni, coś wnosząc nowego w nasze życie. Możemy im poświęcać i czas, i uwagę.

    Produkujemy te nasze choinkowe zabaweczki, ale czas temu poświęcony to takie nasze osobiste rekolekcje. W ciszy i milczeniu. Dochodzimy do głębokiego przeświadczenia i utwierdzanie się w przekonaniu, że tyle nas, ile znaczymy dla innych.

    Ot, takie adwentowe rozważania, umilane ciastkami i wieczorną malinową herbatą.

    Wacław Piechocki