Fabryka klamek Grzegorza Turnaua

    1

    Mówią o nim współczesny Marek Grechuta. Pewnie coś w tym jest, bo Marek był jego wzorem. W późniejszych latach przyjacielem. W 2007 roku, po jego śmierci, wydał płytę pt. „Historia pewnej podróży”, która zawiera twórczość Grechuty, w nowych aranżacjach. Grzegorz Turnau jest obecnie najbardziej znanym przedstawicielem poezji śpiewanej. Przyzwyczaił słuchaczy do bardzo wysokiego poziomu muzycznego i literackiego. Spokojnie więc podszedłem do przesłuchania jego nowego wydawnictwa „Fabryka klamek”.

    W mediach pojawił się niedawno pierwszy utwór promujący ten album -„Na plażach Zanzibaru”. Od razu powiewa charakterystycznym dla Grzegorza stylem. Pierwsze sekundy wprawiły w zachwyt. Nagle zwrot akcji. Duety są ostatnio dość popularne i są fajne, gdy dobrze dobiera się artystów. Natomiast tutaj wybór mnie zaskoczył. Nie wiem, po co Sebastian Karpiel – Bułecka z zespołu Zakopower pojawił się w tej piosence. Może to tylko moja niechęć do tego wokalisty, ale dla mnie piosenka została po prostu zepsuta tym zabiegiem. Wszystkie utwory skomponowane na tę płytę są utrzymane w tej samej konwencji co zwykle jeśli chodzi o twórczość Turnaua. Lubię ten styl więc jest to dla mnie raczej pozytywna strona. „Lubię duchy”, „Fabryka klamek”, „Dobrani do pary”, „Gdy poezja” to bardzo piękne piosenki, która są moimi ulubionymi na tej płycie. W nich jest prawdziwy duch Turnaua, w kompozycji i w słowach. Teksty to na pewno mocna strona tej płyty. Opowiadane są piękne historie, ubierane w bardzo piękne słowa. Często są po prostu pięknym wierszem, którego sensu trzeba się doszukać. Zachwyca również gra słów np. „Mieszkam w pobliżu fabryki klamek, a żadna z nich jeszcze nie zapadła…”. Natomiast kompozycje utworów takich jak „Nowomowa”, czy „Przepakowania” zdają się być przekombinowane. Nie nadążam za tymi utworami. Są jakby napisane na siłę, przytłacza w nich nadmiar przeróżnych dźwięków i połamanych rytmów. „Sonet LX” i „Czuła reguła” śpiewana w damsko-męskim duecie zamykają tę płytę. Subtelne kompozycje, nawet trochę jazzujące, wprowadzają w miły nastrój Tematy egzystencjalne poruszone w tych piosenkach, powodują, że gdy odtwarzacz zatrzyma płytę, można się na chwilę zamyślić i potrwać w ciszy, zanim zmienimy płytę lub włączymy od nowa.

    Dobrze, że Grzegorz Turnau cały czas tworzy i nie odcina kuponów od wcześniejszych sukcesów. Sądzę, że ten artysta z Krakowa długo jeszcze będzie zaszczycał nas swoją obecnością na rynku. Szkoda tylko, że promocja jego płyty musi opierać się na udziałach w programach, których wcześniej unikał jak ognia. Ostatnio artysta pojawił się w programie Kuby Wojewódzkiego, w którym wypadł co najmniej jak „english man in New York”.

    Kamil Franczak