Strona główna Głos samorządowców Rada Miejska w Świdnicy Zwłoki w mieszkaniu komunalnym. Sąsiedzi zostawieni sami sobie przez MZN

Zwłoki w mieszkaniu komunalnym. Sąsiedzi zostawieni sami sobie przez MZN

0

Czy w kryzysowej sytuacji możliwego zagrożenia sanitarnego mieszkańcy Świdnicy powinni sami ustalać, gdzie znajdują się klucze do gminnego mieszkania, szukać pomocy w kolejnych instytucjach i pilnować pod blokiem, w jaki sposób usuwane są odpady z mieszkania komunalnego, w którym rozkładały się zwłoki?


Zgłosili się do mnie mieszkańcy jednej ze Wspólnot Mieszkaniowych przy ulicy Mikołaja Kopernika w Świdnicy, administrowanej przez MZN, w której Miasto Świdnica posiada 3 lokale komunalne. Rozżaleni ignorancją i arogancją, jakiej w swoim odczuciu doznali, poprosili mnie o wsparcie. Ich zdaniem sposób postępowania MZN sprowadził na nich bezpośrednie zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne i niebezpieczeństwo.

Przedstawili mi szczegółową chronologię wydarzeń oraz dokumentację fotograficzną. Poniżej opisuję sprawę z ich perspektywy. Robię to dlatego, że takie sytuacje mogą się zdarzać, a mieszkańcy innych wspólnot powinni wiedzieć, że w przypadku lokali komunalnych i socjalnych miasto ma obowiązek dbać o procedury sanitarne.

W piątek 19 czerwca br., podczas czerwcowych upałów, w mieszkaniu należącym do Gminy Miasto Świdnica, po interwencjach mieszkańców służby ujawniły zwłoki samotnego starszego najemcy oraz jego martwego psa. Znajdowały się w stanie rozkładu. W budynku roztaczał się też odór gnilny, który przedostawał się również do pobliskich mieszkań. Przy panujących wysokich temperaturach sytuacja wymagała natychmiastowego zabezpieczenia lokalu, profesjonalnej oceny zagrożenia oraz podjęcia działań chroniących mieszkańców całego budynku.

Reakcja zarządcy okazała się jednak mocno spóźniona. Po przeprowadzeniu oględzin  przez służby i zabraniu zwłok z mieszkania, przez cały weekend (20–21 czerwca br.), Miejski Zarząd Nieruchomości nie podjął żadnych działań zmierzających do zabezpieczenia i oczyszczenia skażonego lokalu. W upale fetor narastał, a w budynku pojawiły się owady nekrofagiczne, co zmusiło niektóre rodziny do czasowego opuszczenia swoich mieszkań.

Chaos proceduralny i pozorna dezynfekcja

Przez kolejne dni lokatorzy byli zmuszeni walczyć o realizację podstawowych standardów higieniczno-sanitarnych. MZN wykazywał się zadziwiającą bezradnością, tłumacząc brak działań m.in. brakiem dostępu do lokalu. W poniedziałek, 22 czerwca br., to sami mieszkańcy musieli ustalić, gdzie znajdują się klucze do mieszkania (od piątku leżały na komisariacie Policji), i przekazać tę informację zarządcy, który wcześniej błędnie twierdził, że nie może nic zrobić, bo MOPS nie przekazał mu kluczy do mieszkania.

Gdy w końcu tego samego dnia MZN skierował na miejsce wsparcie, zamiast specjalistycznej firmy zajmującej się dekontaminacją biologiczną po zgonach, do mieszkania, w którym wciąż unosił się fetor, gdzie pozostawały przesiąknięte płynami pośmiertnymi meble, wyposażenie i podłogi wysłano  pracownicę zwykłej firmy sprzątającej. Bez odzieży barierowej, bez masek, z poleceniem wykonania standardowego oprysku przeciwko owadom, grzybom i pleśniom. Kobieta sama przyznała lokatorom, że jej firma nie świadczy usług sprzątania po zgonach. MZN uznał, że mieszkanie zostało zdezynfekowane. I tu rodzi się pierwsza seria pytań. Czy przed wysłaniem tej pracownicy ktokolwiek przeprowadził profesjonalną ocenę zagrożenia biologicznego? Kto zdecydował o zastosowaniu właśnie takiego środka i takiej metody? Czy pracownica została poinformowana o rzeczywistym charakterze miejsca, do którego ją skierowano, i czy zapewniono jej właściwe środki ochrony?

Odpady niebezpieczne jako zwykłe gabaryty

Kolejny rażący incydent miał miejsce trzy dni później, 25 czerwca br., kiedy MZN nagle przystąpił do opróżniania mieszkania (wcześniej odmawiając tego mieszkańcom i zasłaniając się koniecznością oczekiwania na procedury spadkowe). Mieszkańców nie uprzedzono o planowanym terminie prac, nie zalecono im zamknięcia okien, zabezpieczenia mieszkań ani ograniczenia korzystania z części wspólnych, przez co intensywny odór gnilny podczas wynoszenia rzeczy przedostawał się do sąsiednich lokali przez otwarte okna oraz system wentylacji grawitacyjnej.

Do tak specyficznego zadania zaangażowano firmę zajmującą się wywozem zwykłych odpadów wielkogabarytowych, a nie podmiot przygotowany do usuwania przedmiotów potencjalnie skażonych materiałem biologicznym oraz płynami pośmiertnymi. Pod oknami budynku ustawiono zwykły, otwarty kontener. Wyposażenie oraz fragmenty zerwanej podłogi, na której leżały rozkładające się zwłoki, wynoszono przez części wspólne budynku bez szczelnego zabezpieczenia w workach lub folii. Następnie wszystko wrzucano do otwartego, niezabezpieczonego kontenera.

Mieszkańcy, obawiając się skażenia, pytali na miejscu, czy firma ma odpowiednie przygotowanie i uprawnienia do odbioru oraz transportu takich odpadów. Mieli bowiem pojęcie, że zarówno do dezynfekcji jak i uprzątnięcia mieszkania, w którym ktoś umarł, zamawia się zazwyczaj wyspecjalizowane w tym firmy.

Kierownik firmy realizującej wywóz przekazał zaniepokojonym mieszkańcom, że MZN zapewnił go o wcześniejszym przeprowadzeniu skutecznej dezynfekcji, w związku z czym pracownicy nie potrzebują specjalistycznego przygotowania ani uprawnień BDO na odbiór odpadów niebezpiecznych (biologicznych). Za tę „dezynfekcję” uznano oprysk na pleśni, grzyby i owady wykonany trzy dni wcześniej przez pracownicę firmy, która nie zajmuje się sprzątaniem lokali po zgonach.

Dopełnieniem braku profesjonalizmu i ignorancją mieszkańców był fakt, że jeden z pracowników po zakończeniu pracy powiesił zużyty kombinezon ochronny na dziecięcej hulajnodze należącej do sąsiadów, a skażone maski porzucił na ich prywatnym stoliku na balkonie. Sytuacja ta została przez mieszkańców udokumentowana fotograficznie.


Mieszkańcy złożyli skargę. Ja złożyłam interpelację

Mieszkańcy złożyli skargę na działania MZN do Prezydent Miasta oraz zawiadomienie do Prokuratury. Uważają, że MZN ich zignorował, zlekceważył zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne i przez kilka dni nie podjął działań adekwatnych do sytuacji. Zarzucają również, że sposób późniejszego opróżniania mieszkania naraził ich, w tym ich małoletnie dzieci, pracowników oraz osoby postronne na kontakt z potencjalnie skażonymi przedmiotami i mógł doprowadzić do rozprzestrzenienia zanieczyszczeń biologicznych w budynku.

Twierdzą także, że MZN przekazywał informacje niezgodne ze stanem, który sami ustalili – zarówno w sprawie miejsca przechowywania kluczy, jak i rzekomego wcześniejszego „zdezynfekowania” mieszkania.

W ich sprawie złożyłam interpelację do Prezydent Miasta. Postawiłam w niej wiele pytań dotyczących chronologii działań MZN, zabezpieczenia lokalu, oceny zagrożenia biologicznego, wyboru wykonawców, przestrzegania zasad BHP, klasyfikacji i transportu odpadów, wpisu do BDO, kontroli wykonanych prac oraz odpowiedzialności osób sprawujących nadzór nad MZN.

LINK DO INTERPELACJI TUTAJ.

MZN nie jest państwem w państwie

Jako radna dodam od siebie, że MZN działa w imieniu Gminy Miasto Świdnica i nie jest państwem w państwie. Za bezpieczeństwo mieszkańców odpowiadają nie tylko pracownicy i dyrekcja MZN, ale również władze wykonawcze miasta sprawujące nad tą jednostką nadzór. Podkreślam to przy każdej sprawie dotyczącej MZN, ponieważ w wielu sprawach wnoszonych przeze mnie władze wykonawcze umywały ręce i nie podejmowały własnych czynności kontrolnych, choć to na nich spoczywa obowiązek nadzorowania miejskiej jednostki.

Zamiast rzetelnie sprawdzać zgłaszane nieprawidłowości, podczas sesji kierowały pod adresem radnych niestosowne uwagi, że przez nich muszą „włóczyć się po prokuraturach”. Z tymże po prokuraturach włóczą się na własne życzenie. Bo skoro od dwóch lat konsekwentnie udają, że w MZN wszystko jest cacy, a kolejne sygnały zgłaszane przeze mnie i innych radnych na piśmie czy w interpelacjach o możliwych nieprawidłowościach nie skłaniają ich do przeprowadzenia własnych, rzetelnych kontroli, to będą to kontrolować inne jednostki.

Mieszkańcy Świdnicy mają prawo oczekiwać, że miejska jednostka będzie ich chronić. A nie, że to oni będą musieli pilnować MZN, by działał – gdy trzeba działać.

W poniedziałek 27 lipca  br. sprawą skargi mieszkańców wspomnianej wspólnoty mieszkaniowej zajmie się Komisja Skarg i Wniosków Rady Miejskiej w Świdnicy. Nie jestem członkinią tej komisji, ale na prośbę mieszkańców wezmę udział w jej posiedzeniu. Posiedzenia komisji są jawne.

Sylwia Osojca-Kozłowska
niezależna radna Rady Miejskiej w Świdnicy

https://www.facebook.com/radnaosojca/

[artykuł nadesłany i opłacony]

Poprzedni artykułW maju miał być finał, a wykonano zaledwie 30% prac. Co się dzieje w świdnickim teatrze? [FOTO/VIDEO]
Następny artykułApartamenty Central Park Świdnica – nowe mieszkania w historycznym sercu miasta