Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan….

    1

    Dawno, dawno temu pewien angielski prawnik, filozof i ekonomista, a ponadto, jak wypada Anglikowi, dżentelmen i niezły ekscentryk, podobno raczył powiedzieć, że – „Jakaż to mądrość owych czasów, które nazywamy starymi? Czyż jest to mądrość siwych włosów? Nie, to mądrość kolebki.”
    Nazywał się Jeremy Bentham i żył sobie na przełomie XVIII i XIX wieku. Ów mądry człowiek zajmował się między innymi reformą instytucji prawnych  i społecznych. Był prekursorem pozytywizmu prawniczego, który charakteryzował się przede wszystkim tym, iż był przeciwstawny do praw natury. Ponadto pan Jeremy był jednym z głównych przedstawicieli liberalizmu, zajmował się także filozoficzną koncepcją utylitaryzmu. W ekonomii należał do zwolenników wolnego rynku. Najsłynniejszą jego myślą było przekonanie, że ludzie pragną w życiu przede wszystkim przyjemności cielesnych, które są dla nich ważniejsze niż dobro świata. Tyle przypomnienia o myślicielu, który natchnął mnie, gdy zastanawiałem się nad treścią niniejszego felietonu.

    A wszystko zaczęło się nie przed wiekami, a dwa dni temu na trasie Wrocław – Świdnica. Przemierzam ją regularnie raz w tygodniu i zazwyczaj o tej samej porze. Środkiem lokomocji jest autobus zawsze tej samej, znanej niemal wszystkim świdniczanom firmy na G. Takoż i stało się w pamiętny czwartek. Zanim pojazd podjechał na miejsce startu, już zasiadła w nim pewna wycieczka wrocławskich licealistów, którzy udawali się do Świdnicy. I to też zaczyna być ostatnio tradycją tego kursu z godziny 8.30. Na szczęście ciekawych mojego miasta było tylu, że wolne ostały się pierwsze trzy rzędy siedzeń. Zająłem drugie, od strony kierowcy. Na pierwszym żywo dyskutowały dwie opiekunki młodzieży dojadając poranne śniadanie. W autobusie było dość głośno, ale nie  z powodu zachowania młodzieży, a raczej ożywionych dyskusji wspomnianych pań. Ruszyliśmy.

    Wszystko przebiegało bez zakłóceń aż do połowy wspomnianej trasy. Wówczas to na drodze pojawił się wielki, brudno zielony kombajn do zbioru kukurydzy. Jechał niespiesznie przed siebie, a za nim zupełnie spory sznur samochodów różnego rodzaju. Po trzech kilometrach, gdy nic nie zapowiadało końca tej przygody, „osobowi samochodziarze” zaczęli tradycyjne nerwowe manewry wyprzedzania. Bez względu na zakazy i rozsądek. A nasz przewoźnik spokojnie kontynuował jazdę w okolicach 20 km na godzinę. Po następnych trzech kilometrach panie przede mną zaczęły coraz głośniej komentować sytuację, nie pozostawiając suchej nitki na kierowcy kombajnu i jego wszystkich pokoleniach. Aż wreszcie, gdy zbliżaliśmy się do kolejnej wsi, a drogę dzieliła podwójna ciągła biała linia, jednak z nich, starsza z kłębem siwych włosów na głowie wrzasnęła – „Szefie, niech go pan wyprzedzi, bo nie będziemy się tak ciągnąć!” Przyznam, że zamurowało mnie ze zdumienia. Starsza, zażywna nauczycielka, która jeszcze chwilę temu pouczała swoją koleżankę, jak to budować swój autorytet wśród młodzieży zachowała się jak… No nie wiem, jak? A może nawet nie chce mi się nad tym zastanawiać? W każdym razie kierowca nie zareagował, jak namawiała go nasza mistrzyni kierownicy i pedagog w jednym, a jedynie stwierdził, że jak – „Pani będzie na moim miejscu, to może to zrobić. A ja mam czas i znam swoje obowiązki”.

    Może nie było to jakieś wiekopomne wydarzenie, ale na chwilę oddałem się refleksji, jakież złudne można mieć odczucia obserwując siwe włosy na czyjejś głowie. Włosy, których kolor jest synonimem doświadczenia, wiedzy, rozwagi i wreszcie mądrości. Ale czy zawsze? Najczęściej upływający czas pokrywa srebrem skronie każdego człowieka, zaś długie życie kojarzy się, nie bez racji,  z ogromną ilością nagromadzonych przeróżnych doświadczeń. Tu właściwie kończą się wszelkie rzeczywiste prawdy – siwe włosy są na ogół oznaką długiego życia, a długie życie świadczy o dużej ilości rozmaitych doświadczeń, będących udziałem danej osoby. Wielu ludzi uważa, że siwe włosy u innych – zwłaszcza starszych, są oznaką mądrości życiowej. Czy jest to słuszna hipoteza? Patrząc na ten problem z jednej strony, to rzeczywiście oznaczają na ogół długie życie ich właściciela. Mało kto z nas do kresu zachowuje naturalny kolor włosów.

    Jednak łączenie w jedno tych dwóch, zgoła bardzo różnych faktów i wyciąganie na ich podstawie bardzo daleko idących wniosków, jest po prostu nieuzasadnione. Jeszcze nikt nie stwierdził, że siwizna ma cokolwiek wspólnego ze sposobem rozumowania człowieka lub sposobem rozwiązywania przez niego problemów oraz umiejętnością uczenia się na własnych błędach i doświadczeniach. Tym bardziej ja, po swojej czwartkowej przygodzie, ze znacznie większą rozerwą będę podchodził do siwych włosów.

    Wacław Piechocki