Polecamy: John Irving „Modlitwa za Owena”

    0

    John i Owen chodzą razem do szkoły i przyjaźnią się, choć różni ich wszystko. Owen lgnie do rodzinnego domu Johna, bo skrycie i platonicznie kocha się w jego matce. Fascynuje go też krawiecki manekin tejże i wypchany pancernik ojczyma Johna.

    Ale to nie jest powieść o miłości. Owen wskutek nieszczęśliwego trafu zabija matkę Johna. I choć brzmi to paradoksalnie, ten fakt cementuje na wiele lat ich przyjaźń. Aż do momentu, gdy jako dorośli „amerykańscy chłopcy” trafiają na wojnę do Wietnamu, każdy w innym charakterze. Narratorem powieści jest dojrzały John, który wspomina przyjaźń z Owenem i samego przyjaciela.

    Kim był właściwie Owen Many? Mały, kruchy, drobny, o dziwacznym głosie, który nie zmieniał się z wiekiem. Owen był święcie przekonany, że Bóg ma dla niego specjalne zadanie do wykonania. I wypełniał je z determinacją. Twierdził, że zna datę swojej śmierci. Dojrzały, nad wyraz poukładany, utwierdzony w swoich racjach był zagadką dla rówieśników. I jeszcze większą dla dorosłych. Widziano w nim jednocześnie obrazoburcę i proroka, mimowolnego mordercę, bluźniercę i wybawiciela.

    „Modlitwa za Owena” to najdziwniejsza książka Johna Irvinga. Dostajemy bowiem jak zwykle u tego autora, „gęstą”, barwną fabułę, świetną narrację, a nade wszystko rozważania na przeróżne tematy. Autora mocno zaprząta kwestia wiary i religii, burzliwe tło polityczne opisywanych wydarzeń, Ameryka uwikłana w kolejne konflikty zbrojne. Rozważa także kwestie przeznaczenia i przypadku. I pozostawia Czytelnikowi wybór filozofii postępowania bohatera książki. To także powieść o przyjaźni, o jej sile w momencie ciężkiej próby i w obliczu codziennego, jakże znaczącego różnienia się. Dostajemy książkę, która jest momentami pamfletem politycznym, rozprawą teologiczną, surrealistyczną opowieścią o dziwnym chłopcu. Przypowieścią o dorastaniu i mierzeniu się z doświadczeniem wojennym. Ogromnym atutem książki są świetnie wyważone proporcje pomiędzy dramatem i komedią. Irving bywa poważny, aby za chwilę dać popis swego specyficznego humoru, zjadliwego, ocierającego się o sarkazm.

    Powieść jest wzruszająca i denerwująca jednocześnie. Ma momenty liryczne, metafizyczne, wstrząsające, okraszone seksem – aż po dramatyczny finał. Trudno ją zaszufladkować. I na tym polega jej urok.

    Izabela Jankowska