Polecamy: Stephen King „Sklepik z marzeniami”

    0

    Miasteczko Castle Rock jest małe i banalne. Ot amerykańska dziura, w której rządzi klas średnia, wszyscy się znają, szeryf ma autorytet i nie ma większych konfliktów. A jeśli są, to rozwiązuje się jej na drodze pokojowej.

    I przyjeżdża tu Leland Gaunt, miły staruszek – i otwiera sklepik. Ni to antykwariat, ni skład różnych przedmiotów. A wszystko w aurze tajemnicy. Początkowo nieufni mieszkańcy zaczynają jednak odwiedzać dziwnego sprzedawcę i robić u niego zakupy. Okazuje się, że pan Gaunt ma dla każdego coś, co stanowi przedmiot marzenia i pożądanie kupującego. Przedmioty, o których się śni, które się chce mieć za wszelką cenę leżą w zasięgu ręki. A miły sprzedawca nie chce za te cuda pieniędzy, chce tylko, aby kupujący zrobił wybranej przez niego osobie mały żart, złośliwy psikus, nieszkodliwą psotę… I ludzie kupują wymarzone rzeczy. I spełniają warunki pana Lelanda.

    Tylko że żart pociąga za sobą reakcję, nie zawsze żartobliwą. A ona spotyka się z odpowiedzią. I mamy oto ciągi skutkowo -przyczynowe, u końca, których leżą śmierć i dramat. W kilka tygodni pan Gaunt i jego sklepik dezintegrują społeczność Castle Rock. Szeryf próbuje wyjaśnić okoliczności dramatycznych wydarzeń i poznać motywy działania klientów sklepiku. Lecz i on pożąda czegoś, co Leland Gaunt może mu dać – informacji o tym, jak zginęli żona i syn szeryfa. Miasteczko pogrąża się w coraz większym chaosie…

    Lubię pisarstwo Kinga. Lubię za niesamowicie sprawny warsztat, za umiejętność precyzyjnego szkicowania tła wydarzeń. I konstrukcję postaci. Co prawda bohaterowie „Sklepiku z marzeniami” nie wyróżniają się w swojej masie i nie ma tu jednej wyraźnej osobowości. Za to King daje nam pełen kalejdoskop różnorodnych charakterów.

    Zaznaczyć trzeba, że ta książka nie jest typowym horrorem. To raczej powieść obyczajowa z jego elementami. I świadomość tego pozwala uniknąć niepotrzebnych oczekiwań przy lekturze.

    King tak naprawdę pokazuje nam, że zło jest łatwe, szybko dostępne i kosztuje niewiele. Pokazuje, że drzemią w nas odwieczne demony, które łatwo wypuścić na światło dzienne. Wystarczy znać klucz do naszych pożądań, aby się przekonać, że ciemna strona nigdy nie zasypia. Leland Gaunt uosabia zło w czystej postaci. Bawi się klientami sklepiku, sprawując rząd dusz i obserwując z satysfakcją, jak ziszcza się jego diaboliczny plan.

    Akcja rozwija się bardzo powoli i leniwie. Kartka za kartką czekamy na to, co ma się wydarzyć. I to oczekiwanie może się komuś dłużyć, kto od pierwszych stron spodziewa się fajerwerków. W tej powieści King nie straszy czytelnika i średnio epatuje okropnościami. Można zacząć się bać w momencie, gdy antykwariusz wyciąga wszystkie wewnętrzne bestie siedzące w bohaterach. Jeszcze raz dostajemy mocny i czytelny przekaz, że w życiu nie ma nic za darmo.

    Izabela Jankowska