Jak zostać zwyczajnym „świętym”

    0

    Pewna pacjentka mojej NN (Notorycznej Narzeczonej) ma syna, trochę ponad dwudziestoletniego. Kilka miesięcy temu okazało się, że zapadł poważnie na zdrowiu. Przypadłość była na tyle dramatyczna, że zagrażała jego życiu. Tragedia, jakie często zdarzają się mimo postępów w naukach medycznych. Jedynym ratunkiem mógłby być przeszczep szpiku kostnego. Rozpoczęto poszukiwania dawcy. Nie jest to u nas proste. Banki nazwisk potencjalnych dawców mają mizerne ilości danych, a rodziny nie zawsze spełniają wymogi transplantacyjne. Są jeszcze apele o pomoc. Czasami odnoszą skutek, choć nie zawsze. W tym przypadku nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności dawca znalazł się i to niemal na sąsiedniej ulicy. Przeszczep przeprowadzono. Pacjent przeszedł pomyślnie okres pooperacyjnego przyjęcia zbawczego szpiku. Za kilka dni młodzieniec opuszcza szpital. Wraca do domu, aby dalej żyć.

    Piękna, prawdziwa historia z happy endem. Kiedy ją poznałem, dopadła mnie refleksja – ktoś dał komuś nowe życie. Ktoś zupełnie obcy. Bezinteresownie  i normalnie. Przecież tak mógłby wyglądać prawdziwy przejaw świętości. Nie wyszukiwanej na siłę, z nadprzyrodzoną otoczką tajemniczości, ale najprostszej. Czegóż można więcej oczekiwać, jak nie daru życia? Czy to trudne? Pewnie tak, bo najważniejsze jest wewnętrzne przeświadczenie o tym, że chce się pomóc. Bez kasy, wdzięczności – tylko za uśmiech. Technicznie nie jest to takie skomplikowane.

    Zaczyna się od pobrania krwi. Zostanie ona zbadana i na podstawie tych badań określa się tzw. antygeny zgodności tkankowej HLA. To taki rodzaj kodu genetycznego. Te dane umieszcza się w rejestrze dawców, oznaczone specjalnym symbolem FUJXXX (każdy dawca posiada swój numer).  Będą one udostępniane ośrodkom transplantacyjnym na całym świecie, które poszukują dawców dla swoich chorych. Jeśli jakiś chory będzie posiadał takie same antygeny zgodności tkankowej, będzie to oznaczało, że można być dla niego dawcą szpiku.

    Statystycznie rzecz biorąc, szansa znalezienia dawcy jest nikła: wynosi  1: 25 tysięcy, ale możliwa. Szpiku nie można oddać do banku, tak jak się oddaje krew. Może on zostać pobrany tylko i wyłącznie dla konkretnego pacjenta, który ma takie same antygeny zgodności tkankowej jak dawca. Sama operacja nie jest bolesna.  Po zaśnięciu anestezjolog wkłada do tchawicy rurkę intubacyjną, przez którą podawany będzie tlen i gazy znieczulające przez cały czas zabiegu. Dawca zostaje podłączony do urządzeń, które kontrolują pracę serca, stopień natlenienia krwi, ciśnienie tętnicze. Pobranie szpiku następuje z kości biodrowej. Gdy anestezjolog stwierdza, że parametry życiowe dawcy są stabilne, zostaje on położony na brzuchu i rozpoczyna się zabieg pobrania szpiku kostnego. Jest on pobierany z tylnej, górnej krawędzi kości biodrowej
    (trochę ponad pośladkami), metodą wielokrotnych nakłuć i aspiracji, czyli odsysania szpiku. Szpik pobiera dwóch lekarzy i dwóch też wlewa go do specjalnego worka. Za każdym razem lekarze tzw. „przestrzykujący” podają liczbę pobranego szpiku, a pielęgniarka ją zapisuje. Nie można przeoczyć nawet jednego mililitra. Sam zabieg pobierania trwa około 60-90 minut  i pobiera się od dawcy od 1000 do 1500 mililitrów szpiku. Zależy to min. od wagi dawcy i wagi biorcy. Nie można jednak pobrać więcej niż  20-25 mililitrów szpiku na kilogram wagi dawcy. Po pobraniu lekarz pokrywa miejsca nakłuć niewielkimi opatrunkami, a następnie dawca ponownie odwracany jest na plecy. Jedyne ślady, jakie pozostają na ciele, to ślady po ukłuciach igły, które całkowicie znikną w ciągu kilku dni. Anestezjolog powoli przystępuje do wybudzania dawcy z narkozy. I to tyle. A może aż tyle?

    Gdy w imię jakichś wydumanych racji stawia się pomniki przeróżnym ludziom, mniej lub bardziej na to zasługującym w ocenie ich fanów, ja skromnie czekam na obelisk poświęcony Bezimiennemu Dawcy Życia. Takiemu, który podzielił się z innymi swoją krwią, szpikiem kostnym, nerką, wątrobą, sercem. Czymkolwiek, bo jest Wielkim Bohaterem moich „spsiałych” czasów.

    Wacław Piechocki