Polecamy: Anna Gavalda „Kochałem ją”

    0

    I oto znowu za mną kolejna książka Anny Gavaldy, tym razem mała objętościowo, trochę podobna do  bardziej obszernego opowiadania.

    Od Chloe odchodzi mąż. Zdradza i z dnia na dzień porzuca młodą żonę, i małe córki. Kobieta jest zdezorientowana i zrozpaczona. Tak naprawdę nie wie, dlaczego tak się stało. Razem z dziećmi zaszywa się w wiejskim domku rodziców męża, gdzie towarzyszy jej teść Pierre.

    Chloe nie przepada za teściem. Uważa, że Pierre jest odpychający, kostyczny, zamknięty w sobie i nieczuły. I nagle okazuje się, że ten zimny i milczący mężczyzna otacza ją i wnuczki troskliwa opieką, gotuje posiłki i dba, aby nie było im zimno. I rozmawia z Chloe. Opowiada o utraconej, na własne życzenie, miłości. O niemożności dokonania wyboru między uczuciem a obowiązkiem i przyrzeczeniami. Przekonuje synową, że to, co ją spotkało, może być początkiem lepszego, że nie zawsze bycie porzuconym oznacza koniec świata.

    Czy ma rację, czy tak jest rzeczywiście? Zderzają się tu dwie racje -zdradzającego i zdradzonej i trudno odmówić słuszności argumentacji którejkolwiek ze stron. Pierre swoją opowieścią nie próbuje usprawiedliwić syna, pokazuje tylko dramatyzm wyboru. Bo mąż Chloe wybrał, ale nie jest z tym wyborem szczęśliwy…

    Mnie nie przekonuje argumentacja Pierra. Wieloletnie trwanie w pozamałżeńskim trójkącie, bez podejmowania jakichkolwiek decyzji, to tortura dla wszystkich uczestników owego trójkąta.  A to własnie zafundował sobie, kochance i żonie teść Chloe.

    Książka napisana jest bardzo sprawnie. Nagromadzenie dialogów sprawia, że jest do przeczytania „na raz”. A przy tym pozbawiona jest egzaltacji i łzawego sentymentalizmu, o co w powieściach tego typu nietrudno.

    Jeszcze raz Gavalda pokazała, że o miłości można opowiadać niebanalnie.

    Izabela Jankowska