Mojżesz też „śmigał” w dżinsach

    0

    No i stało się. Wczoraj minęła sto trzydziesta ósma rocznica, jak jeden ze stałych klientów Levi Straussa, krawiec Jacob Davis, szyjąc męską odzież roboczą, wpadł na pomysł, jak wzmocnić jej trwałość. Denimowe spodnie w miejscach narażonych na rozrywanie (zwłaszcza przy kieszeniach) postanowił umacniać nitami. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, jednak Davisa nie stać było na jego opatentowanie. Zwrócił się więc do Levi Straussa z propozycją wspólnego biznesu. 20 maja 1873 roku wspólnicy otrzymali patent i rozpoczęli produkcję dżinsów. Pierwszymi poważnymi klientami byli poszukiwacze złota!

    I tak zaczęła się historia „ciucha”, który zyskał taką popularność, jak czerwony sztandar, czy … chyba nic innego nie przychodzi mi do głowy. Bo rzeczywiście dżinsy biją wszelkie rekordy popularności. Są niemal zawsze takie same w kroju, kolorze i w stopniu pożądania. Za mojej młodości szczytem marzeń było stać się właścicielem peweksowskich „Wranglerów” za 10 dolców. A ten, który nosił markowe „501” był niemal guru. Większość musiała zadowolić się „Szarikami” szytymi w Legnicy, a w latach dziewięćdziesiątych „wyrafinowanymi” produktami marki Wedan.

    Historia jeansów jest ewidentnym przykładem na to, że w życiu nie ma przypadków. Niemiec z żydowskimi korzeniami chciał szyć namioty dla poszukiwaczy złota, a zasłynął z produkcji wygodnych i wytrzymałych spodni.

    Skąd w ogóle wziął się dżins? Region, w którym denim powstaje zwie się Serge de Nimes. De Nimes znaczy “z Nimes” . W ten sposób powstaje nazwa dla francuskiej bawełny. Bawełna ta już od dawna trafia do włoskiej Genui, gdzie na masową skalę powstają z niej stroje dla żeglarzy. Wygodne, wytrzymałe, komfortowe, właściwe na każdą ewentualność, łatwe do prania. Amerykanie mówią o Genui “Genes” (dżyns). Dzisiaj są obecne chyba w każdej szafie. W wielu sytuacjach niezastąpione. I choć tkanina zwana denimem istniała już wcześniej, spopularyzował ją dopiero Levi Strauss – niemiecki emigrant żydowskiego pochodzenia. Z bawarskiej krainy w 1850 roku Levi Strauss przybywa do Ameryki. Początkowo próbuje swoich sił na wschodnim wybrzeżu, ale nic z tego nie wychodzi. W 1853 roku przenosi się do San Francisco. Zakłada firmę i zaczyna produkować niebieskie, dżinsowe spodnie. Kilkanaście lat później nawiązuje współpracę z Jacobem Davisem, który miejsca w spodniach, szczególnie narażone na podarcia, wzmacnia miedzianymi nitami. Spółka Levis – Davis odnosi ogromny sukces. Od teraz będzie już tylko coraz lepiej. Marka rozwija się na całego. W 1905 roku premierę ma kultowy model 501, 21 lat później zamiast guzików w spodniach pojawia się zamek błyskawiczny. W 1934 Levi Strauss & Co. tworzy “lady levi’s”- pierwsze niebieskie dżinsy dla kobiet. Już rok później damska wersja pojawia się na łamach amerykańskiego Vogue’a. Europa poznaje markę podczas II wojny światowej. Amerykańscy żołnierze noszą dżinsowe spodnie i kurtki. W tym czasie ich wygląd regulują rządowe ustalenia. Nie chodzi przecież o modę, ale o to, by rzeczywiście była to wytrzymała i wygodna garderoba.

    Ale jeans to nie tylko element garderoby. To także styl życia, filozofia, coś, co daje poczucie przynależności do innego, mniej konformistycznego świata. Być może ktoś potraktuje to jako naciąganie i przyklejanie gęby jeansom. Ale, czy na pewno?

    W latach 50. “levisy” pojawiają się w filmach i utożsamianie są z buntem. Nieliczni pewnie pamiętają, jak Marlon Brando paraduje w nich w “Dzikim”, James Dean w “Buntowniku bez powodu”. W ultra obcisłych, czarnych dżinsach tańczy Elvis Presley. Zakłada je Marylin Monroe a potem Brigitte Bardot. W 1966 roku w amerykańskiej TV pojawia się pierwsza reklama dżinsów. Pięć lat później Andy Warhol projektuje okładkę płyty Rolling Stones’ów w dżinsach z otwartymi rozporkami. Lata 70. to czas przeróżnych modyfikacji dżinsów. Powstają w różnych kolorach, z rozmaitymi aplikacjami. Pojawiają się na wybiegach u kreatorów mody. Teraz, gdy dżinsy zna nie tylko Ameryka, ale też Europa i Azja stają się symbolem tego, co amerykańskie. Świat filmu i muzyki nosi dżinsy a hipisi zakładają dżinsy-dzwony do haftowanych koszul, chust i wisiorków.

    Starsi to przeżyli i wspominają z sentymentem. Z uśmiechem przypominają sobie siermiężne tureckie podróby tzw. „marmurki”. Czy krajowe, przeróżne dziwne jeansy, które nawet nie ocierały się o klimat tych wymarzonych. Młodsi może znają to z opowiadań i lektury. Ale dzisiaj sami tworzą „jeansowy” kult. Dżinsy dziś noszą wszyscy. Można je nosić wszędzie. Są uniwersalne. W wersji porannej, wieczorowej, letniej, zimowej, do pracy, na imprezę. Doskonale modelują sylwetkę. Właśnie na tym polega ich fenomen. Nie sposób zliczyć, ile się ich produkuje i w jakich modelach i markach, a przecież wciąż powstają nowe. Ale to Levi Strauss był pierwszy. To on dokonał rewolucji w modzie. To jego porażka z namiotami sprawiła, że światu jest zwyczajnie wygodnie.

    Wacław Piechocki