Śmigus – dyngus, oblewaniec

    0

    Dziś ten obyczaj kojarzy się raczej z samymi przykrościami, zwłaszcza w miastach, gdzie w lany poniedziałek pojawiają się hordy młodzieży z wiadrami wody, czatujące na niewinnych przechodniów. Już chyba w nielicznych regionach Polski pamięta się, o co szło z tym laniem wody na bliźniego. Pierwotnie, u Słowian, ten obyczaj oznaczał oczyszczenie z zimowych brudów. Zaadaptowany na potrzeby chrześcijaństwa miał za zadanie także symboliczne zmycie grzechu.

    Początkowo śmigus i dyngus były dwoma odrębnymi zwyczajami. Bicie witkami z wierzby lub palmami po nogach, połączone z oblewaniem wodą – to śmigus (inaczej oblewaniec). Dyngus natomiast nazywany był włóczbą, czyli zwyczajem składania wzajemnych wizyt połączonych z poczęstunkiem. Korzystali z tej okazji zwłaszcza ubodzy. Ale dyngus to także możliwość wykupienia się od polewania wodą za pomocą pisanek. Skąd wzięło się samo słowo? Jedni uważają, ze od niemieckiego dingen (wykupywać się), inni, że od diabła Dyngusa.

    Oba obyczaje połączyły się i mamy śmigus-dyngus. Jednak z dawna tradycją ma już wiele wspólnego…