Za dużo zadają do domu. Rzecznik Praw Dziecka apeluje do minister edukacji

Za dużo zadają do domu. Rzecznik Praw Dziecka apeluje do minister edukacji

8
PODZIEL SIĘ

Dzieci i młodzież są zbyt mocno obciążane pracami, zadawanymi przez nauczycieli do domu, a tym samym mają zbyt mało czasu na odpoczynek, zabawę, obowiązki domowe i spędzanie czasu z najbliższymi. Marek Michalak wnioskuje do minister edukacji narodowej o powołanie zespołu, który stworzy  standardy w kwestii liczby i formuły  zadań domowych.

– Ilość zadawanych prac domowych niejednokrotnie powoduje, że dzieci i młodzież mają ograniczoną możliwość aktywnego uczestniczenia w życiu rodzinnym, w tym kultywowania tradycji wspólnego spędzania czasu z rodzicami i rodzeństwem, a także wywiązywania się z obowiązków domowych, które również odgrywają istotną funkcję wychowawczą – podkreśla RPD.

Marek Michalak skierował do minister edukacji narodowej już drugie wystąpienie w tej sprawie. Pierwsza odpowiedź w jego ocenie nie proponowała realnego rozwiązania problemu. – W mojej ocenie wskazane przez Panią Minister rozwiązanie polegające na możliwości skorzystania przez radę rodziców z uprawnień wynikających z prawa oświatowego, nie jest wystarczające. Należy zauważyć, że choć sposób realizowania procesu dydaktyczno-wychowawczego przez nauczycieli może być przedmiotem oceny rodziców i organów ich reprezentujących, to jednak zapewnienie standardów działań szkoły w tym zakresie spoczywa przede wszystkim na nadzorze pedagogicznym. Nie można przerzucać na rodziców odpowiedzialności za jakość edukacji – zauważa RPD i proponuje szefowej MEN powołanie zespołu, z udziałem ekspertów z zakresu pedagogiki i psychologii dziecięcej, którego celem będzie opracowanie minimalnych standardów w zakresie zadawania uczniom prac domowych, w tym dopuszczalnego obciążania uczniów takim obowiązkiem oraz objęcia nadzorem pedagogicznym realizacji tego zadania przez szkoły. – Deklaruję gotowość współpracy przy realizacji wskazanego przedsięwzięcia – zaznacza RPD.

/Źródło BRPD/

  • Obserwator

    Trochę racji w tym jest, moja córka jest pierwszoklasistką i zadanie domowe ma codziennie. Nie są to rzeczy skomplikowane, głównie czasochłonne. Na razie ogarniamy temat w świetlicy, tak, by po powrocie do domu miała czas na zabawę.

    • Domino

      Wszystko powinno być ogarniane na lekcjach i w świetlicy, a książki powinny pozostać w szkolnych szafkach.

      • Siostra Bernadetka

        Powinno ale nie jest. i nie w świetlicy bo tam nigdy nie było miejsca dla wszystkich. Nasza szkoła liczy na pracę rodziców. Dzieci którym rodzice nie mogą czy nie potrafią pomóc, przegrywają już na starcie. Za to dzieci w klasach początkowych „siedzą w szkole” najkrócej w Europie.

      • Obserwator

        Ale tak nie jest. O to, by córka odrabiała lekcje w świetlicy musiałem prosić panią świetliczankę. Jak mi wytłumaczyła, mają swój plan zajęć i na lekcje nie zawsze starcza czasu.

  • Natalia

    Rychlo w czas upomnial sie o dzieci.

    • antek

      Szanowna Natalia wysiliłaby mózgownicę i chociaż raz skomentowałaby jakikolwiek artykuł pozytywnie, bo gotów jestem pomyśleć że ma cieżkie dni na okrągło przez cały miesiąc 🙂

      • Natalia

        Ciezkich nie mam tylko myslec umiem Anoni . Bo to dzieci od dzisij nosza ciezkie tornistry . A co nieprawda? to Ty masz problem.

  • Krzysztof Czarnecki

    Zakres wiedzy dziatwy szkolnej obecnie ma się jak ryj do pięści w stosunku do tego,czego ja się uczyłem. Przypomnę, że jeszcze 30 lat temu w szkołach nie było wolnych sobót, tylko normalne lekcje. Zakres przedmiotów był znacznie większy, niż obecnie. Tezy rzecznika to idiotyzmy. Dzieci muszą uczyć się w domu samodzielnej pracy i po to są zadania domowe.

    Jakie to „obowiązki domowe” tak bardzo angażują dzieciarnię, że mają „ograniczoną możliwość aktywnego uczestniczenia w życiu rodzinnym”, czyli przeważnie siedzenie przed telewizorem?