Wypadek z udziałem quada

Wypadek z udziałem quada [FOTO]

24
PODZIEL SIĘ

Do wypadku z udziałem quada doszło na ulicy przed dworcem PKP w Jaworzynie Śląskiej. Kierujący jest nieprzytomny.

31-latek z powiatu świdnickiego jechał ul. 1 Maja, stracił panowanie nad pojazdem na łuku drogi. Quad obróciło o 180 stopni, mężczyzna spadł na jezdnię i uderzył głową w asfalt. Nie miał kasku. Został przewieziony do szpitala.

Aktualizacja 3 kwietnia: Jak informuje oficer prasowy KPP w Świdnicy Grzegorz Oleśkiewicz, mężczyzna w chwili wypadku miał 2,6 promila alkoholu w organizmie. 31-latek w wyniku upadku doznał złamań kości czaszki i pozostał w szpitalu.

Zdjęcia Dawid Bochajczyk

  • sąsiad z przeciwka

    no szkoda chłopa, ale pewnie 50km/h to one nie jechał

  • selevador

    Widać, że quad nie zarejestrowany, tak więc również bez ubezpieczenia OC.
    Przynajmniej nie ma poszkodowanych zewnętrznych osób.

  • Alojzy

    To jest właśnie skutek zwolnienia quadowców jazdy z kaskiem..

    • Kamil

      Raczej przez promile, a nie przez brak kasku spowodował wypadek. Tak napruty był, że pewno i tak by nie umiał założyć kasku.

      • Pepe Reina

        Wypadki się zdarzają, nawet bez promili. Ale bez kasku skutki są gorsze

        • Kamil

          Po co kogoś kto rozsądnie jeździ zmuszać do używania kasku? Sam zna ryzyko i ma prawo do ryzykowania własną głową. Może jeszcze wprowadźmy obowiązek kasków dla kierujących kabrioletami.

          • abc

            Bo czasem ten co jeździ rozsądnie staje się ofiarą czyjejś nierozsądnej jazdy. Kabriolet mimo otwartego dachu ma przednią szybę w ramie, fotele z zagłówkami i często pałąki przeciwkapotażowe. 100% ochrony nie ma, ale to znacznie więcej niż jazda bez kasku.

            Przy wypadku kabrioletem zazwyczaj kierowca i pasażerowie nie wypadają z auta, jeśli mają zapięte pasy. Na motorze czy quadzie niemal zawsze kierujący wypada z pojazdu, stąd potrzebny jest kask, żeby uderzając w jakąś przeszkodę miał szansę na przeżycie.

          • Kamil

            Ale nie zaszkodziłoby kierowcy kabrioletu jakby kask miał – tak na wszelki wypadek jakby ktoś jadący przed nim nierozsądnie coś wyrzucił z samochodu, albo jakby coś spadło z plandeki tira jadącego przed nim.

            Dalej nie tłumaczy mi to dlaczego zmuszać kogoś do jazdy w kasku. Przecież każdy może sam się zabezpieczyć jeśli mu zależy. Narciarze pomimo tego, że nie mają takiego obowiązku, to często się zabezpieczają kaskiem, ale pod tym względem jest dowolność, bo jakby wprowadzić przymus, to cena kasków zaraz by pewno wzrosła przynajmniej dwukrotnie i zaraz by się zdarzali tacy przekorni, którzy zakładali by kaski, tylko jak na stoku pojawiałaby się kontrola kaskowa.
            Nie róbmy jaj, że 31-latek nie wiedział czym się może skończyć uderzenie głową nie chronioną kaskiem w asfalt. Jeśli by było mniej nakazów, to być może niektórym by się włączyło myślenie. Myślę, że i tak dostał dobrą lekcję. O ile ją teraz zapamięta, to może w przyszłości, będzie wiedział, żeby po pijanemu nie wsiadać na quada i że może lepiej założyć kask, a tak to miałby kask i być może nic by mu się nie stało, dalej by tak jeździł i jeszcze przechwalałby się przed kolegami jaki z niego kozak.

          • xart

            czy motocyklista jeżdżący rozsądnie może jeździć bez kasku?
            czy kierowca w samochodzie może jeździć bez zapiętych pasów,
            odpowiedz sobie sam. Przeważnie ci co jeżdżą kładami nieźle zapiep…. nawet w mieście.

          • Kamil

            A więc Ci odpowiadam? W niektórych krajach może jeździć bez kasku. Niektórzy kierowcy mogą nie zapinać pasów także w Polsce. Powiem więcej, kiedyś w Polsce nawet nie były obowiązkowe kaski na motor.

            Dlaczego wszyscy się czepiają tego kasku na quada, a nikt się nie doczepi, że kierowca nie powinien wsiadać w takim stanie nawet na rower?

            A może jeszcze wprowadzimy bowiązek ochraniaczy dla tych co jeżdżą quadami. Przecież oprócz głowy to można jeszcze połamać kręgosłup, a tak wogóle, to może zakazać poruszania się quadami, a później nawet i samochodami, a wtedy wszyscy będą bezpieczni. A i jeszcze ci co jeżdżą konno też powinni mieć kask, przecież koń potrafi osiągnąć jeszcze większą prędkość niż quad na osiedlowej uliczce, a i spaść z niego łatwiej.

          • Swidniczanin

            Kiedyś nawet w autach nie było pasów bezpieczeństwa. Ale to było kiedyś, a teraz jest teraz.

            Nie wiem o co to bicie piany? W czym masz problem? Promile spowodowały wypadek, ale widać tu też doskonale, czym kończy się jazda bez kasku. Znałem takiego od siebie z pracy. Miał niesprawny rower i o niego nie dbał (ale pewnie jeździł rozsądnie a prędkość roweru nie jest duża) i kasku nie używał. Wjechał pod ciężarówkę, zarył głową o asfalt i zmarł w szpitalu. A gdyby miał kask, może by przeżył. I też były tam komentarze, jakie to kaski złe i okropne. Normalnie trauma. W samochodach zaś są inne zabezpieczenia – pasy bezpieczeństwa, zagłówki, szyba czy wreszcie poduszki powietrzne i żaden kask nie jest tu potrzebny.

          • Kamil

            Dalej nie wiem dlaczego miałbym zmuszać kogoś do ochrony. Jego głowa, jego sprawa. Innym krzywdy tym nie zrobi. Nawet w samochodzie nie wszyscy zapinają pasy i co im zrobisz? Nic im nie zrobisz.

          • Swidniczanin

            I owszem że jego głowa i jego sprawa. Ale później będzie płacz i lament że taki głupek zginął przez własną głupotę. A takim dobrym kierowcą był! U mnie w zakładzie kierowcy wózków widłowych i innych samojezdnych wynalazków mają mieć na głowie kaski i dyskusji nie ma. Przypomnij sobie wózkowego, który zginął w Electroluxie bodaj w Żarowie. I ten artykuł wydrukowano ku przestrodze: jakby miał zapięte pasy i kask – przeżyłby. A wszyscy olewają bo po co? Motocykliści oprócz kasków mają też odpowiednie kombinezony, które w razie wypadków chronią ciało przed otarciami – jeśli zaliczy glebę, nie zedrze sobie nic do samej kości. Ale po co? To jest drogie.

            Odnośnie zaś samochodu i pasów bezpieczeństwa KRD mówi jasno: biorąc do przewozu pasażerów, bierzesz za nich odpowiedzialność. W samochodzie jesteś panem i władcą. Wszyscy pasażerowie mają stosować się do tego, co każesz i mają zapiąć pasy bezpieczeństwa o ile auto jest w nie wyposażone (choć teraz mają je wszystkie) – zarówno z przodu jak i z tyłu. I jeśli któryś nie zechce ich zapiąć, nie masz prawa rozpocząć jazdy, dopóki tego nie zrobi. Chyba, że ma orzeczenie lekarskie, które go z tego zwalnia lub jest to kobieta w widocznej ciąży. Nie podoba mu się? Niech idzie piechotą albo jedzie autobusem. Mało tego – musisz w czasie jazdy pilnować, czy ktoś ich nie odpiął. Tutaj może i udałoby Ci się wykpić przed panem policjantem bo jedziesz i patrzysz na drogę a nie co robi ktoś z tyłu. Ale jeśli nie dopilnujesz – zapłacisz mandat. Tak samo są inne rzeczy – masz mieć prawo jazdy (choć po co, skoro umiesz jeździć i znasz przepisy), masz mieć gaśnicę (choć po co, skoro są małe i nimi za dużo nie można zwojować), masz mieć trójkąt ostrzegawczy, ważny przegląd (choć po co, skoro auto jeździ i jest dobrze) masz mieć opłacone OC i szereg innych rzeczy – czy Ci się to podoba czy nie. Nie będzie czegoś – peszek. Jest taryfikator i litości nie ma.

          • Kamil

            Sam podałeś sobie przykłady z gaśnicą i nie wiesz po co ją masz, a więc po co tworzyć prawo które, jest bezsensowne? Przeglądy w Polsce są robione co rok, a i tak jeżdżą takie graty, że nie powinny być dopuszczone, właśnie przeczytałem, że: „NIK skontrolował Stacje Kontroli Pojazdów. Okazało się, że ponad
            polowa z nich dokonuje badań powierzchownie-w niepełnym zakresie lub
            urządzeniami, które nie spełniały wymagań” – i po co to? W Niemczech gaśnica nie jest wymagana, światła włącza się tylko kiedy jest ciemno, albo pada deszcz, przeglądy są co 2 lata – ale auto jest na 100% sprawne, bo inaczej nie przejdzie przeglądu. Dopuszczalny poziom alkoholu to 0.5 promila i pijanych kierowców mniej niż w Polsce.

            A u nas jest bylejakość. Przeglądy jak się zapłaci, to się zaliczy. Gaśnice każdy wozi, a i tak jakby się paliło, to by jej nie zdążył użyć, ale przecież ma i już jest bezpieczny. Tak samo ważne żeby miał kask na głowie – teraz można jeździć z ułańską fantazją po mieście przecież jakby co to ten pusty łeb jest bezpieczny. Niestety, może to spadek po komunizmie i jako naród jesteśmy bezradni i liczymy że państwo się nami zajmie (państwo, czyli dobre Pany), jak nam każą założyć kask, to założymy, jak nie każą, to nie założymy, bo w końcu nie kazali i teraz płacz. A może lepiej wywalić te głupie przepisy i nauczyć ludzi trochę odpowiedzialności? Bo jak widać zakazy (choćby zakaz jazdy po spożyciu) za mało działają. Może lepiej wprowadzić wzięcie pełnej odpowiedzialności finansowej za swoje błędy, bo nic nie działa tak dobrze, jak to, że gdy taki cymbał będzie wiedział, że jak skrzywdzi kogoś pijany za kierownicą, to będzie miał u niego taki dług, że do końca życia będzie mu płacił, albo z więzienia nie wyjdzie.
            Sam napisałeś, że motocykliści oprócz kasku mają jeszcze kombinezony, które przecież obowiązkowe nie są – widzisz, wcale nie ma obowiązku, a są odpowiedzialni i mają. Na stokach narciarskich też coraz więcej osób ma kaski (a nie ma obowiązku), swoją drogą na stoku narciarskim jest jeszcze bardziej niebezpiecznie niż na quadzie.
            Przepisy o OC, też powinny zostać zmienione, bo w tej chwili to jest kradzież – można mieć auto i nie jeździć nim, a OC trzeba płacić – wytłumacz może po co, bo w Niemczech nie ma takich problemów. Jak nie jeździsz, to możesz nawet wyrejestrować i przestać płacić.

          • Swidniczanin

            Przeglądy robią tak jak robią, bo klient płaci. Jak oni nie przepuszczą – pojedzie gdzie indziej. A szrotów jest wiele – zwłaszcza takich co kopcą na niebiesko i takie coś od razu powinno być eliminowane.
            W kwestii świateł takie przepisy obowiązują w krajach skandynawskich, Czechach i Słowacji. Może i głupi ale dzięki niemu parę razy zauważyłem samochód, którego bez nich bym nie widział.
            Gaśnica sensu nie ma ale skoro mam ją mieć no to ją mam. W przeciwnym razie będzie to kosztowało 50zł.
            W kwestii alkoholu – nigdy nie siadam za kółko nawet po najmniejszej ilości – mam mieć 0 i na to mnie nigdy nie złapią. Dlatego alkomaty mi nie straszne.
            W kwestii kombinezonów – jedni stosują inni nie. Jakby u mnie w pracy nie trzeba było mieć ubrania roboczego, każdy chodziłby jak chciał i różnie mogłoby się to skończyć. I czyja byłaby wina w razie w? Do kogo pretensje? A tak – jest przepis i tyle.
            W kwestii OC – u nas również można to obejść. Możesz czasowo wyrejestrować pojazd (załóżmy na czas wyjazdu za granicę czy kapitalnego remontu) i wówczas nie masz obowiązku wnoszenia opłaty. To, o czym piszesz obowiązuje przy samochodach zabytkowych z żółtymi tablicami rejestracyjnymi – załóżmy, chcesz jechać na zlot, wykupujesz OC na okres 1 miesiąca (bo na mniej się nie da) i jedziesz. A potem może to sobie stać i nie musisz płacić.

          • Kamil

            Same głupie argumenty, co z tego że płaci. W Niemczech też płaci i też można wybrać inną stację, ale samochód dalej nie przejdzie przeglądu, jeśli jest niesprawny. W kwestii ubrań roboczych, to też jakaś paranoja? Czyli co pracujesz z dziećmi i ktoś jak w przedszkolu musi ich przypilnować, bo jak nie to zrobią sobie krzywdę. A powinno być tak, że jeśli przeszkolenie było i behapowiec powiedział o zasadach bezpieczeństwa, a więc nie stosowanie się do nich, to już problem pracownika i jeśli stanie się krzywda przez to że nie był w stroju roboczym, to z ubezpieczenia nie dostanie ani grosza, a poza tym może wylecieć dyscyplinarnie i odpowiadać finansowo za szkody powstałe przez jego wypadek.
            To co piszesz o czasowym wyrejestrowaniu to też bez sensu, bo ile osób jeździ zabytkowym autem? Dlaczego nie mogę mieć kabrio tylko na lato i drugiego na cały rok, jak w Niemczech? Mam taki kaprys i chcę używać 2 samochody na zmianę (po 6 miesięcy). To co piszesz o wyrejestrowaniu czasowym na czas wyjazdu nie istnieje w Polsce, Kukiz miał się tym zająć, ale na razie to tylko zapowiedzi.

          • Swidniczanin

            Wybacz, ale Twoje też wcale nie są mądrzejsze i chyba mało wiesz o życiu.
            Z ubraniami to był przykład – jest przepis i każdy się stosuje, nie ma, że boli. Jego obowiązkiem jest zapewnienie pracownikowi przede wszystkim bezpieczeństwa w miejscu pracy, a także odzieży roboczej,
            środków ochrony takich jak: rękawice, okulary, kask, maski, ochronniki słuchu czy odpowiednie
            obuwie ochronne. Jakby tego nie było to każdy by olał i chodził jak chciał. A tak – jest przepis, pracodawca ma obowiązek zapewnić, a Ty masz obowiązek stosować. W razie poważniejszego wypadku, w wyniku którego pracownik stracił np. kończynę albo wylądował w szpitalu, przychodzi PIP i robi dochodzenie, a tłumaczy się pracodawca który odpowiada za taki, a nie inny stan rzeczy. Potem mają przerąbane niższe szczeble – kierownik, a następnie mistrzowie lub liderzy, którzy dopuścili do czegoś takiego. Przeszkolenie przechodzi każdy nowy pracownik – ogólne (prowadzone przez BHPowca) i stanowiskowe, które przeprowadza bezpośredni przełożony i jest to udokumentowane podpisem. Dodatkowo operator też pokazuje, co wolno a czego nie wolno, jeśli na danym stanowisku pracuje więcej niż jedna osoba. Takie szkolenia (ogólne) powtarza się co 2 lata i trzeba je odbyć, w przeciwnym razie nie zostaniesz dopuszczony do pracy. Chcesz przykład edukacji? Proszę bardzo – ode mnie z pracy. Ćwiczy się alarmy pożarowe (jest to udokumentowane), są szkolenia, jak należy postępować i każdy to niby wie, ale jak pokazała praktyka – chyba nie wie nikt. Zapaliła się linia lakiernicza (może i czyjś błąd w sztuce). Powinien się włączyć alarm, ale się nie włączył. I ludzie zamiast postępować zgodnie z instrukcją P-POŻ stali i się na to gapili. Tylko jeden człowiek szybko zareagował, chwycił za gaśnicę i to ugasił. A należało oprócz tego powiadomić przełożonego innych, włączyć ręcznie ten alarm i udać się na miejsce zbiórki. Innym razem miał miejsce fałszywy alarm, o którym nikt nawet nie poinformował. Postąpiłem zgodnie z procedurami ale jakoś nikt tyłka nie ruszył i na miejsce zbiórki wyszedłem tylko ja i kolega. Po jakoś 10min stania wróciliśmy na miejsce bo nikt nie uciekał, nawet biurowiec. Tak więc możesz sobie szkolić, a ludzie i tak swoje zrobią. O innych gorzej niż przedszkolnych (a nawet i chamskich) zachowaniach nie chcę mówić.
            Gdzie napisałem o czasowym wyrejestrowaniu zabytku? Napisałem jedynie o ciągłości ubezpieczenia – w przypadku aut zabytkowych to nie obowiązuje. Tak samo przegląd – robisz go raz, co dla mnie jest absurdalne. Wspomniany przepis o czasowym wyrejestrowaniu pojazdu działał do 1997r i ponoć ma wejść od tego roku – zobaczymy. Obecnie obowiązuje on dla pewnej grupy pojazdów i za to też niestety się płaci.
            Skoro stać Cię na dwa samochody i na ich utrzymanie to nie gadaj, że nie stać Cię na opłacenie OC za obydwa. Jeśli nie – sprzedaj jeden i po sprawie. Albo przeprowadź się do Niemiec i będzie święty spokój.

          • Kamil

            O życiu to Ty mało wiesz, bo to myślisz sobie, że to co jest w Polsce, to jest najlepsze rozwiązanie i nie może być inaczej.

            Właśnie mieszkam w Niemczech i dlatego piszę co powinno być zmienione, żeby ludziom żyło się lepiej w Polsce i żeby warto było do Polski wrócić. I nawet nie chodzi tu o pieniądze, tylko o głupie przepisy i utrudnianie ludziom życia. Wiesz ile kosztuje ubezpieczenie samochodu w Niemczech? Niemcy mają inne podejście do pieniądza, nawet jeśli są bogaci, to nie pozwolą sobie na bezprawne zabieranie ich – może właśnie dlatego są bogaci. I to co piszesz tutaj, o OC i dwóch autach, to właśnie przemawia przez ciebie taka typowa polska zawiść. Komuś się układa i ma 2 auta, a to niech płaci burżuj za obydwa. Ciągłość ubezpieczenia, to też jakiś idiotyzm który istnieje tylko po to, żeby bezprawnie wyciągać kasę od ludzi. Tu po prostu wyrejestrowuję auto, wysyłam kwit do ubezpieczenia i ubezpieczyciel zwraca mi nawet nadpłatę jeśli była. Co mnie obchodzi kiedy kupujący i gdzie mój były już samochód ubezpieczy. Auto może sobie czekać nawet i kilka lat na prywatnej posesji na kupca. A jak będę sprzedawał, to nawet nie muszę spisywać żadnej umowy z kupującym, bo nie istnieje tu coś takiego jak głupi „podatek od czynności cywilnoprawnych”, w końcu dlaczego opodatkowywać drugi raz coś co było opodatkowane już kiedyś (VAT w nowym aucie).

            A co do BHP też nie musisz mi mówić, bo też kiedyś pracowałem w dużym zakładzie w Świdnicy, też widziałem jak się paliło na hali produkcyjnej, gasiliśmy pożar dwoma gaśnicami, z których jedna już była pusta – nie wiadomo dlaczego (może właśnie przez polską niedbałość, bo ktoś tylko podbił, a nie sprawdził). Ubranie robocze dostawaliśmy co pół roku, ale i tak większość pracowała w zwykłych dżinsach, które były o wiele wygodniejsze od niebieskiego mundurku, zresztą dżinsy to bardzo dobre i bezpieczne spodnie. I tak jak pisałem przepisami nie zmienisz mentalności ludzi. Tu może tylko pomóc edukacja, ale widocznie wielu tych pracowników przesypiało szkolenia BHP i inne, może wiedzieli, że sami i tak za nic nie odpowiadają, tylko odpowiadają za nich przełożeni, (tak jak w przedszkolu pani przedszkolanka odpowiada za pozostawione dzieci). Zresztą to taki typowo polski bałagan – daleko tu do zachodu, a przykład od góry jakoś nie idzie, a wręcz odwrotnie (choćby katastrofa smoleńska i ostatnie wypadki na drogach). Co tu dużo mówić, w wypadku opisywanym w tym artykule, mało kto pisze, że pijany kierowca spowodował wypadek po pijanemu i powinien za niego odpowiadać karnie, tylko każdy się martwi o jego pusty łeb (choćby pierwszy wpis: szkoda chłopa – właśnie zawsze się litujemy i martwimy nie tam gdzie trzeba).

          • Swidniczanin

            A wiesz dlaczego? Bo z jednej strony szkoda ludzkiego życia więc może jeszcze tak źle z nami nie jest. A pewne przysłowie mówi, że śmierci nie wolno życzyć najgorszemu wrogowi. Z drugiej strony mnie go nie żal i sobie wypraszam – zrobił tak, a nie inaczej i teraz ponosi tego konsekwencje i to podwójne – raz, że rozwalił sobie łeb, dwa, że wsiadł po pianemu i będzie za to odpowiadał. Każdy wie, że tego się nie robi i jest to proste i oczywiste jak dzień i noc. Jego łeb, jego kupa, którą narobił i jego sprawa.

            W pracy niestety ponosisz odpowiedzialność za to, co robisz. Czy to produkując coś, czy reagując na takie sytuacje jak pożar czy np. zasłabnięcie kogoś – jeśli jesteś w pobliżu, masz mu udzielić pomocy i wytłumaczenia nie ma. Każdy ma taki obowiązek, również i mnie zdarzyło się dwa razy komuś pomóc. Inni podobnie reagowali i pani od BHP ich za to pochwaliła. Na szkoleniu odpowiadali dobrze na pytania i jak widać, coś z niego wynieśli. Ale są i tacy, co może nic nie wynoszą albo nie wiem… dysmózgia bo przecież instrukcje P-Poż wiszą i można sobie poczytać. Tak samo pierwsza pomoc. No ale jak ktoś na pytanie: „Co by pani zrobiła zauważając pożar?” odpowiada „Uciekałabym”, no to wybacz Rysiek. A podkładka jest – szkolenie było i ta osoba podpisała oświadczenie, że ze wszystkim się zapoznała i wie, co i jak. Inna rzecz: narobisz bubli – również możesz zostać ukarany kosztami, choć w jednorazowym przypadku się tego nie stosuje (przynajmniej u mnie). Ale narobisz drugi i trzeci – mogą Cię obciążyć np. za materiał i zmiłuj nie będzie. I edukacja nic nie da, skoro ludzie mają to gdzieś, skoro ich mentalność jest taka a nie inna.

            Na zakończenie: siedzisz w Niemczech to sobie siedź, zarabiaj, żyj… ja Ci życzę jak najlepiej. A o nas się nie martw – jakoś sobie poradzimy 😉

          • Pepe Reina

            Jak ktoś nie chce bez kasku, to i tak nie założy, przecież prawo nie pięść, siłą nie założy Ci kasku. Ale chodzi o to, że jak jest prawo, to niektórzy się boją. A wypadek rzecz losowa – albo się zdarzy, albo nie. A jak już się zdarzy to co warto mieć na głowie? Kask 😉

          • Kamil

            To po co wprowadzać prawo, które nie będzie respektowane? Widzę tylko jedną możliwość, np. lobby producentów kasków, chce żeby były obowiązkowe i jak to wywalczy, to wtedy może cenę podnieść do maksimum. Ale zamiast wszystkich zmuszać powinno się zalecać i prowadzić kampanie edukacyjne – na pewno przyniosłoby większy skutek i nie podniosło cen.

            Producenci powinni zabiegać w inny sposób żeby sprzedać towar, np. produkując coś lepszego i tańszego niż konkurencja, a nie lobbując u władzy wprowadzenie czegoś na siłę.

            A społeczeństwo mające nad sobą całą masę nakazów i zakazów nie robi się od tego mądrzejsze, a wręcz przeciwnie.

          • Swidniczanin

            Cóż – jeśli kogoś nie stać na uprawianie jazdy motocyklem, quadem czy innym wynalazkiem to niech tego nie uprawia i tyle. Pamiętasz akcję z kamizelkami odblaskowymi dla kierowców? Był niby przepis, że trzeba je mieć i ludzie kupowali jak głupi bo się bali, wieszali na fotelu kierowcy bo niby tak było trzeba. A jak się okazało – żadnego przepisu mówiącego, że masz ją mieć nie było. Z jednej strony – ktoś zarobił choć koszt tego był śmieszny. Jednak z drugiej strony – wymieniasz nocą za miastem kapcia w aucie. Zakładasz taką kamizelkę i jesteś z daleka dobrze widoczny, co daje innym kierowcom czas na podjęcie odpowiedniej reakcji. Czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A jeśli kaski takie drogie… hmmm… może zrób coś dla ojczyzny i zacznij robić swoje, dużo tańsze i w najwyższej jakości?

  • Pepe Reina

    A jeszcze nawet komunii nie było…

  • eb

    …selekcja naturalna…