Tragedia w Strzelcach. Zginął elektryk

Tragedia w Strzelcach. Zginął elektryk

17
PODZIEL SIĘ

Nie żyje elektryk, który wymieniał licznik energii elektrycznej. Do tragedii doszło w miejscowości Strzelce. Na miejscu są policja, prokurator, Państwowa Inspekcja Pracy i przedstawiciele firmy energetycznej.

Informację potwierdza oficer prasowy KPP w Świdnicy Magdalena Ząbek. Do zdarzenia doszło o godzinie 16.45. 46-latek ze Świdnicy został porażony prądem podczas wykonywanej pracy.

/asz/

  • Mirosław Gryga

    Dlaczego był sam

  • Mirosław Gryga

    W każdej firmie jest dwie osoby które coś mają do zrobienia

    • Swidniczanin

      Akurat jestem elektrykiem i mogę to wyjaśnić. Do wymiany licznika nie potrzeba dwóch osób, wystarczy jedna. Gdyby były prowadzone jakieś prace na wysokości, wówczas musi być dwóch, z czego jeden robi a drugi asekuruje (np. trzyma drabinę) i tą wysokość określają przepisy. Z tego co pamiętam (już nie pracuję w zawodzie) do 3m można robić samemu (np. wymiana źródła światła w biurze), powyżej 3m z asekuracją.

      I jako człowiek, który ma uprawnienia i robił kurs, zacytuję coś, co powiedział prowadzący: „Dobry elektryk nigdy nie pracuje pod napięciem” i musi zadbać o swoje bezpieczeństwo. Co należy zrobić przed rozpoczęciem wymiany licznika, gniazdka, łącznika czy żyrandola? WYŁĄCZYĆ ZASILANIE i upewnić się, że nie ma napięcia. Jeśli zasilanie wyłącza inna osoba, obowiązuje zasada ograniczonego zaufania i również należy upewnić się, że rzeczywiście zasilanie zostało wyłączone. Zawsze przed licznikiem jest zabezpieczenie w postaci bezpiecznika (zasilanie 1-fazowe) lub 3 bezpieczników (zasilanie 3-fazowe) i należało te(n) bezpiecznik(i) wykręcić, w razie potrzeby schować, żeby osoba niepowołana czasami go nie wkręciła, dodatkowo zabezpieczyć tablicę – albo ją zamknąć, albo umieścić odpowiednią tablicę. Ten pan najzwyczajniej w świecie tego nie zrobił. Pracował pod napięciem, pewnie chwycił za przewód, dostał skurczu mięśni (wówczas nie można tego przewodu puścić) i zginął. Ot cała zagadka.

      • Okoliczny elektryk

        Też jestem elektrykiem i sam miałem okazję w pewnej firmie wykonywać te czynności. Robiłem je sam bo jak powiedział przedmówca do prac na wysokości powinien być duet.

    • Adam Pinio

      Co ty kolego pieprzysz za przeproszeniem…na każdą robotę musisz iść z kimś czy.drugi elektryk żeby w razie czego mógł ci dupkę uratować inaczej kłamiesz przypisy…

      • Mirosław Gryga

        Zgadzam się z twoją wypowiedzią

      • Swidniczanin

        To zapewne miało być do mnie. Widzę że nic na ten temat nie wiesz. Pracowałem w zakładzie jako elektryk i przEpisy BHP oraz to, czego uczono mnie w szkole i na kursie znam doskonale. Do naprawy maszyny, która ma szafę na wyciągnięcie rąk nie trzeba dwóch osób. I teraz pomyśl: w zakładzie jest ileś maszyn. Zepsuje się jedna i idzie dwóch naprawiać. W międzyczasie zepsuje się następna. I co? Jeden będzie robił, drugi stał i patrzył a linia będzie stała? Nie. Drugi bierze swoją torbę z narzędziami i idzie naprawiać. Do 3m możesz robić sam (np. wymiana świetlówki w biurze). Powyżej 3m musi być druga osoba jako asekuracja. I jeśli ta osoba musi iść gdzie indziej z powodu awarii, to ktoś staje za nią w zastępstwie (np. mistrz produkcji, kierownik itp.) albo przerywasz pracę. Ale to twoim obowiązkiem jest sobie zapewnić bezpieczeństwo podczas pracy i tyle w temacie.

        Licznik zaś nie jest jakimś strasznie niebezpiecznym urządzeniem, nie ma zębów i nie pożera ludzi. Jest zawsze tak zamontowany, żeby inkasent mógł bez problemu odczytać jego wskazania bez używania drabin i innych rzeczy. Ponadto jest też coś takiego jak „zabezpieczenie przedlicznikowe”, które znajduje się tuż przy nim. Wystarczyło wykręcić ten bezpiecznik – 10 sekund by to zajęło. Wówczas elektryk spokojnie zamontowałby licznik, podłączył i wkręcił zabezpieczenie z powrotem. Straciłby 20 sekund czasu i by żył, a tak zapłacił cenę najwyższą. I po co dwóch ludzi do takiej prostej czynności? Nie widzę potrzeby. Równie dobrze można wysłać 5 do wymiany żarówki. Jeden będzie stał na drabinie i ją trzymał, a pozostałych 4 będzie tą drabiną kręcić. Ma to sens? Oczywiście, że nie ale to jest właśnie twoja logika.

  • Artur Kruczek

    Za śmierć odpowiedzialny powinien być szef lub przełożony tego człowieka który na robote samego wysłał zamiast duetu

  • Wiktor Lis

    Skoro fachowcy elektrycy- mający uprawnienia do wykonywania tego zawodu jak „Świdniczanin” i „okoliczny elektryk” piszą, że przepisy dopuszczają możliwość wymiany licznika w pojedynkę- to widocznie tak jest. Nie ma się co czepiać kogokolwiek, w tym przełożonego. Co się stało to wie tylko ofiara tego wypadku. Być może był to zwyczajny błąd ludzki, którego następstwem jest tragedia. Nie ma co się pastwić nad tym tematem, nad ofiarą i jej potencjalnym szefem.

  • Obserwator

    W zeszłym roku fachowiec z Taurona wymieniał u mnie licznik. Był sam. Robił to pod napięciem.

    • Wiktor Lis

      mi też dwa miesiące temu wymieniał licznik monter z Taurona i również był sam- wymieniał pod napięciem.

      • Swidniczanin

        I masz odpowiedź na komentarz wyżej. Wymieniał pod napięciem i go zdzieliło. Szef nie jest tu niczemu winien. Chyba, że nie zapewnił pracownikowi odpowiednich narzędzi z izolacją do 1kV.

  • Elektryk40

    Smutne że wypowiadają się ludzie, którzy nie znają szczegółów zdarzenia. W obliczu tej wielkiej tragedii nie powinny zabierać głosu osoby, które w żaden sposób nie są obeznane z tego typu pracami. Każdy z nas jest odbiorcą energii elektrycznej ale niewiele osób zdaje sobie sprawę jak się zachowuje w kontakcie ze służbami, które starają się wykonać swoje obowiązki na jak najwyższym poziomie nie utrudniając nikomu codziennego funkcjonowania. Elektryk z uprawnieniami E1 a nawet D1, który nie miał okazji przepracować ani chwili dla „energetyki zawodowej” tak naprawdę może opierać swoje opinie na domysłach, ale na pewno nie są to konkrety. Niepotrzebne nikomu gdybanie…

    • Swidniczanin

      A co innego mogło być inną przyczyną, jeśli nie odłączenie napięcia poprzez wykręcenie bezpiecznika, który był pod ręką? Jedynie wykręcenie nie tego, co trzeba i brak próbnika, żeby sprawdzić czy faza jest czy nie.

    • HaKa

      No i jak zwykle przy podobnych informacjach znalazła się osoba w stylu: „po co się wypowiadacie, jak nie macie o niczym pojęcia”, „gówno wiecie to nie piszcie, bo nie znaliście osoby”, czy też „więcej szacunku dla zmarłych, przestańcie pisać głupoty”.
      To może wytłumaczę panu, że nikt tu nie potrzebuje znać szczegółów zdarzenia, nie musi być obeznany z tego typu pracami, a wypowiadanie się tutaj wcale nie jest smutne. Otóż ludzie wypowiadają się w temacie bo MOGĄ. Prowadzą dyskusję bo również MOGĄ, a prowadzą ją bo niektórzy mają jakieś doświadczenia, czy to wynikające z własnej pracy, czy też wynikające z kontaktów z monterami i po prostu chcą się tymi doświadczeniami podzielić z innymi. Może dla przestrogi, może dla wtrącenia, a być może nie mają co w domu robić i komentują wszystkie artykuły na różnych portalach.
      Natomiast o ile sam lubię poczytać nieraz wypowiedzi innych, np. na temat który mnie interesuje, żeby dowiedzieć się czegoś więcej (być może z wartościowych komentarzy), o tyle najbardziej wkurzają mnie tacy, co to by innym zabronili pisać, bo nie podobają im się cudze wypowiedzi. To nie forum na elektrodzie, że wypowiadać się mogą tylko specjaliści i znawcy, a za komentarze nic nie wnoszące do tematu dostaje się bana…
      W obliczu tragedii powinno się tym bardziej rozmawiać, bo może ktoś inny wyciągnie jakieś wnioski na przyszłość i do kolejnej tragedii nie dojdzie.
      Od siebie dodam do tematu powyżej tyle, że jeśli się potwierdzi że Ś.P. Pan elektryk faktycznie wymieniał licznik pod napięciem, to uważam że była to decyzja skrajnie nieodpowiedzialna, wynikająca zapewne z rutyny (bo widząc po komentarzach powyżej nie są to jednostkowe sytuacje), za co niestety zapłacił najwyższą cenę… Bo niestety czasem tak bywa, że człowiek choć nie powinien, to omija pewne zasady i reguły, czy to z lenistwa, czy z chęci zaoszczędzenia czasu, czy też pójścia komuś na rękę. A ponieważ uważa że wie co robi bo się na tym zna, robi coś wbrew tym regułom i gdy mu się to udaje utwierdza się tylko w przekonaniu o swoich umiejętnościach, co powoduje że zachowanie to jest powtarzane… A dalej to już wiadomo, 835 razy się udało, 836 może się niestety nie udać. Tyle że w tym zawodzie za podjęcie ryzyka błędu (który może być też zwykłym roztargnieniem lub przeoczeniem, jak odwrócenie się do rozmówcy i wracając do pracy przypadkowe dotknięcie przewodu), można przypłacić życiem, więc czy podejmowanie go, nieważne z jakiego powodu, jest tego warte? Własne bezpieczeństwo powinno być zawsze na pierwszym miejscu, ale pewnie wielu elektryków tak o tym nie myśli, bo nie jednego już kiedyś „kopnęło” więc nie patrzy na to przez pryzmat utraty życia…
      Za dziecka miałem taką sytuację że złapałem za parę drutów i pech chciał że nie odrzuciło mnie, tylko ręce się zacisnęły i nie mogłem się wyrwać. Na szczęście dla mnie dobrze się skończyło, bo ktoś postanowił dać mi drugą szansę i po jakimś czasie „telepania” prąd mnie puścił lub wyrwałem się sam, nie wiem. I choć w późniejszym życiu jakieś kopnięcia się zdarzały (jednak tylko takie nie zagrażające) to gdy tylko robię w domu coś poważniejszego niż wymiana żarówki, zawsze wyłączam zabezpieczenie w mieszkaniu i sprawdzam kilka razy czy na pewno nie ma napięcia. A zdarzało mi się nawet dla większej pewności odłączyć również dodatkowo bezpiecznik przed licznikiem na klatce.

      • Swidniczanin

        Cieszy mnie, że ktoś umie zadbać o swoje bezpieczeństwo i wyciągnął lekcję po porażeniu prądem oraz z niniejszego artykułu. Akurat przepisy mówią, że wszystkie źródła światła możesz bez obaw wymieniać pod napięciem bo oprawki mają zabezpieczone styki i jako normalny osobnik nie będziesz wkładał palców do oprawki wiedząc, że może kopnąć. Ja uważam że wyjątkiem są żarniki halogenowe (te długie żarówki) i halogeny w lampkach biurkowych montowane na wcisk. Raczej byłoby ciężko wymienić to pod napięciem, ponieważ bardzo szybko się nagrzewają a dwa – nie może być na nich żadnego brudu bo zacznie się to kopcić. Ale żarówki, świetlówki (rury lub kompaktowe), lampy rtęciowe, sodowe, metalohalogenowe jak najbardziej. I to działa w praktyce. Czasem można zaobserwować, jak w dzień na danej dzielnicy latarnie świecą, jeździ podnośnik i monterzy wymieniają źródła światła. Robi się to po to, żeby widzieć, w którym punkcie oświetleniowym trzeba to zrobić.

        • HaKa

          Zabrzmi to trochę jak porada dla dzieci, ale z prądem nie ma żartów bo może zabić, jak widać w temacie nawet doświadczoną osobę. Więc jeśli nie ma się jakiegoś choćby ogólnego pojęcia to nawet za wymianę gniazdka czy włącznika lepiej się nie zabierać, bo można się zdziwić. Elektryk czy monter też drugiemu nie równy, jeden zrobi porządnie, zgodnie ze sztuką, a inny tak żeby działało i wtedy nigdy nie wiadomo co gdzie jest. Przykład: w łazience ktoś mądry założył wyłącznik światła na neutralnym, więc pomimo wyłączenia w oprawce nadal jest faza. Ja to wiem, ale ktoś kto nie wie i jest zbyt pewny siebie, czyli po co ma wyłączać „korki” skoro wyłączył światło, zmieniając lampę może się nieźle zdziwić. Nie mówiąc już o innych zagrożeniach wynikających z takiego rozwiązania, biorąc pod uwagę że jest to łazienka, czyli duża wilgoć i dużo pary…
          A później u ludzi dzieją się takie kwiatki, że po wkręceniu żarówki ledowej i wyłączeniu światła ta nadal delikatnie świeci, a oni zdziwieni a jednocześnie zadowoleni, no bo przecież za darmo i delikatne światło w nocy jest… ehhh.