Sztandarowa inwestycja władz miasta zaniedbana i niebezpieczna

Sztandarowa inwestycja władz miasta zaniedbana i niebezpieczna [FOTO]

20
PODZIEL SIĘ

Ponad milion złotych kosztowała trasa rowerowa i kładka nad rzeką Bystrzycą, która miała połączyć świdnicką dzielnicę Kraszowice z centrum miasta. Inwestycja zdobyła rozgłos w całej Polsce ze względu na absurdalnie wyglądającą mijankę. Dziś ścieżkę ledwo widać zza wyrośniętych traw, straszą przepełnione kubły na śmieci,  a na kładce można zranić stopy albo przedziurawić opony w rowerach. 

Prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska wielokrotnie podkreślała znaczenie wykonanych dzięki znacznemu zastrzykowi dotacji z Unii Europejskiej nowych ścieżek rowerowych. Pierwszą, która doczekała się finału, była trasa dla cyklistów nad rzeką Bystrzycą, od ul. Westerplatte do ul. Sportowej. Cała inwestycja, łącznie z kładką, pochłonęła milion czterdzieści tysięcy złotych. Dopełnieniem ma być podziemne przejście pod torami, które kładkę i ścieżkę połączy z dzielnicą Kraszowice.

Kłopoty pojawiły się jeszcze przed oddaniem ścieżki do użytku. Terenu nie zamierzali oddać amatorzy mocnych trunków, którzy od lat urzędowali w okolicach rzeki przy ul. Westerplatte. Mimo działań Straży Miejskiej, problem libacji w okolicach ścieżki nie został rozwiązany do dziś. Teraz jeden ze świdniczan alarmuje o kolejnym. Kładka jest „rozbierana” z części, które łatwo można spieniężyć w skupie złomu. Zniknęło jedno z zabezpieczeń kanału odprowadzającego wodę, drugi jest już naderwany. Złodzieje nie bawili się w usuwanie wystających z nawierzchni kładki ostrych wkrętów, na których można pokaleczyć nogi albo uszkodzić rower.

Wygląda jednak na to, że osoby odpowiedzialne za utrzymanie inwestycji w należytym stanie rzadko tu zaglądają. Cała trasa jest zarośnięta, widać, że nikt nie sprzątał tu co najmniej od wczesnej wiosny. Obrazu dopełniają wysypujące się z kubłów śmieci. Trudno znaleźć wytłumaczenie, dlaczego nikt nie dba o tak kosztowną inwestycję. W jakim stanie będzie tunel, który wreszcie po długich zabiegach wreszcie ma szansę na realizację? Czy władze miasta mają opracowany jakikolwiek system kontroli, czy liczy się jednorazowy efekt?

O to, kto ponosi odpowiedzialność za utrzymanie  i naprawy przy trasach rowerowych, zapytaliśmy rzeczniczkę świdnickiego magistratu, Magdalenę Dzwonkowską. Czekamy na odpowiedź.

Agnieszka Szymkiewicz
szymkiewicz@swidnica24.pl

  • Obserwator

    Wyprowadzić nierobów z Alberta poza miasto. Nie ma innej opcji na zadbanie terenów wzdłuż rzeki

    • Swidniczanin

      Nic to nie da – oni są wszędzie.

    • Michał

      Byłeś kiedyś u Alberta? Ja tam spotkałem życzliwych i chętnych do aktywności ludzi. Mam wrażenie, że nieroby są po drugiej stronie miasta. Krawat niewiele zmienia.

      • Obserwator

        Byłem. Z racji miejsca pracy jestem tam czesto. Patologia,złodzieje,pijaki i nieroby.

    • nmisiek

      A „poza miastem” to co, mają znosić ich towarzystwo, bo pańcie z miasta ich nie cierpią?
      Te ludziska to, że tak się wyrażę, wytwór miasta i niech miasto z nimi sobie radzi.

      • Obserwator

        Idealne miejsce to budynek po stacji Kraszowice. Raczej ich stać na remont. Sprzedali ostatnio kilka swoich budynków za ładne pieniądze.

        • nmisiek

          Kogo stać na remont? I kto sprzedał budynki? Jeśli kolej to czemuż ma ponosić konsekwencje nie swoich win?
          Napisałem, że ci ludzie to wytwór miasta, zatem miasto winno ponosić konsekwencje ich istnienia. Oni nie przyszli skądś tam.
          Jeśli umieścisz ich gdzieś tam, to powrócą, bo to ich miasto. W lepszych czasach w nim się znajdowali i w gorszych potrafią. Dzięki niemu istnieją.
          Jeszcze wczoraj miejsce nad rzeką było zadupiem Świdnicy, gdzie „pies z kulawą nogą” nie zaglądał. Dziś jest tam teren spacerowy. To samo będzie kiedyś z terenem wokół stacji Kraszowice. i co, znów wyrzucimy ich?

          • Obserwator

            Alberty sprzedały cześć budynków na Westerplatte. Za ładną sumkę.

          • nmisiek

            I co z tego? Mają siedzibę na Westerplatte i przy szpitalu. Nie potrzebują innych. Dlaczego mają się wyprowadzać na Kraszowice skoro tu mają wszystko co im potrzeba?
            Może getto? Ten kwartał dla bogatych, inny dla mniej zamożnych, a tamten dla już popadających w nędzę, zaś za miastem sama nędza. I strażnicy z psami do przeganiania będących nie w swojej dzielnicy. O to ci chodzi? Bo ktoś przecież będzie musiał pilnować, by ci z Kraszowic nie fatygowali się do miasta.

          • HaKa

            Taaa „Ci ludzie to wytwór miasta” – a to ciekawe. To miasto dało im denaturat w rękę, wyrzuciło z pracy za przychodzenie pijanym, (o ile w ogóle przychodzenie), następnie wywaliło ich z mieszkań za niepłacenie zobowiązań? Ciekawe. Ja cały czas myślałem że Ci ludzie żyją tak w konsekwencji własnych wyborów, często egoistycznego myślenia tylko o sobie… A po stoczeniu się wybierając oczywiście najłatwiejszą drogę, bez żadnych zmartwień, również nie myśląc o innych. Byle by tylko łyknąć coś z rana i przelatać kolejny dzień w stanie nieważkości. Normalni ludzie myślą o innych, np. my rozmawiając tu o nich. Menele nie. Menela nie interesuje nikt inny poza nim samym i własnym stanem. Dlatego często nie interesuje ich jakaś wymiana w stylu ich pomoc za zapłatę. On ma dostać, nachlać się i tyle, do następnego dnia.
            Co innego osoba bezdomna, a co innego menele (nawet nie alkoholicy), dla takich mam zero empatii. Dla takich faktycznie byłbym gotów zrobić jakieś getto, zamknięte, żeby nie rozpleniało się to po całym mieście uprzykrzając innym życie. Można ludzi zdrowych, a niewygodnych zamykać w zamkniętych szpitalach psychiatrycznych pod pretekstem choroby, to nie można by takich meneli? Przesłanki są, ewidentna choroba, nieumiejętność radzenia sobie w społeczeństwie, często stwarzanie zagrożenia. A tam, bez dostępu do alko, może chociaż część z nich wyszłaby z nałogu.

          • nmisiek

            Cóż, ja dalej uważam, że bezdomni, w tym „menele” są „wytworem” miasta. Nie peryferii, na które „Obserwator” ich wysyła.
            To co oni sobą reprezentują nie jest przedmiotem dyskusji. Oni, jako ludzie istnieją, bo miasto istnieje i kiedyś miasto ich ściągnęło. I dziś miasto ich „ściąga”. Zauważ ciągną do miast, nie miasteczek, nie wiosek. Do miast.
            Napisałeś „ewidentnej choroby”. Jakiej? Konkretnie, bo nieumiejętność radzenia sobie, nie jest chorobą. Zatem na podstawie jakiej choroby można ich ubezwłasnowolnić i zmusić do leczenia? I kto już jest menelem, albo jeszcze nie i jak go sklasyfikować?

  • wo

    Cebula pełną gębą. Czasami aż żal d*** ściska gdy wydaje się pieniądze publiczne/prywatne a bydło nie uszanuje nawet trawy. Omijając te schodki zyskuje przeto dobre 0.85 sekundy taki Janusz! Taki przebiegły!
    Czy to będzie trawa, elewacja, czy wózek z biedronki to znaczy, że można zdewastować, bo to przecież nie moje, nie stoi we moim stołowym, we moim Passerati, więc nie muszę chować słomy do butów. Wróć: do gumiaków.

    • KrissKross

      Czyżby to świdnicki nieuk zaprojektował schody na ścieżce rowerowej? To po pralni w fontannie będzie kolejna atrakcja turystyczna.

    • Perun

      To nie piesi omijają schody, to rowerzyści jadą na skróty 🙂

  • Natalia

    Spotkalam tych panow ostatnio sa bardzo orginalni a zapaszek szedl daleko ale tacy sa i coz poradzic totalna wolnosc.

  • GlosGlos

    Nic dziwnego Świdnica to dzicz…

    • Swidniczanin

      Złomokrad – słyszałeś o czymś takim? Tak jak menele, tak i oni są wszędzie.

  • YES

    o jeszcze nie widzę komentarza pana Miłosza Macieja 🙂 wspaniała i użyteczna ścieżka rowerowa-ciekawe jaki urbanista to zaplanował?

  • KrissKross

    Te trzy schodki po środku ścieżki rowerowej pasują do Świdnicy jak pałac kultury do Warsiawy. Projektant musi być niezwykle wykształcony i uzdolniony o obyciu w świecie to nie wspomnę.

  • Czytelnik

    Jak sie pozbyć meneli ? Proste , przenieść alberta na zadupie zdala od takich właśnie inwestycji dla ludzi . Z dala od sklepów monopolowych , bo pod albertem są co najmniej dwa .