Świdniccy myśliwi obchodzą „kamienny” jubileusz. To już 70 lat istnienia

Świdniccy myśliwi obchodzą „kamienny” jubileusz. To już 70 lat istnienia

2
PODZIEL SIĘ

Jedno z najstarszych na Dolnym Śląsku – Koło Łowieckie „Knieja” ze Świdnicy obchodzi 70. rocznicę istnienia. „Kamienny” jubileusz świdnickich myśliwych, będący czasem wspomnień i podsumowań, zakończy się w sobotę, 14 października.

Koło Łowieckie „Knieja” powstało w 1947 roku. Jego inicjatorami byli – jeden z pierwszych pracowników „Pafalu” Zdzisław Kasperski, mistrz hartownictwa i kierownik Działu Hartowni i Magnesowni, a także prowadzący gospodarstwo rolne w Siedlimowicach Józef Mikołajczyk oraz ojciec znanej kompozytorki Katarzyny Gaertner, właściciel pierwszej powojennej świdnickiej kawiarni Kazimierz Gaertner. Działając nieprzerwanie od 70 lat, świdnickie koło jest jednym z najstarszych na Dolnym Śląsku i najstarszym w powiecie świdnickim.

Był to zarówno dobry, jak i trudny okres. Wiadomo, że początki zaraz po wojnie nie były łatwe. Grupa „napaleńców”, która utworzyła koło borykała się z różnymi kłopotami, jak chociażby brak doświadczenia, ponieważ przed wojną nie było możliwości polowania. Nie posiadano również środków transportu – dostępne były rowery, a o samochodach można było wówczas pomarzyć. Brakowało także funduszy finansowych – wspomina prezes Koła Łowieckiego „Knieja” Jerzy Dutkiewicz. Same struktury, cele i założenia powstawały latami. – Na samym początku funkcjonowania koła działalność ograniczała się jedynie do polowania, a o chociażby planowej gospodarce łowieckiej nie było mowy. Dopiero z upływem czasu kształtowały się struktury związku, zmieniały się przepisy i prawo, zostały utworzone obwody łowieckie i powstały zapisy działalności łowieckiej, które koła starały się wypełniać – zauważa prezes „Kniei”.

By prawidłowo funkcjonować związek potrzebował także „dowódców”. – Na przestrzeni 70 lat było wiele ciekawych osobowości i ludzi w pełni zaangażowanych w działalność koła. Działali oni nie tylko w świdnickim kole, ale i strukturach organizacyjnych Polskiego Związku Łowieckiego, w tym w Wojewódzkich Radach Łowieckich i ze względu na coraz większą liczbę powstających kół na terenie powiatu świdnickiego, także w Powiatowej Radzie Łowieckiej. Po rozwiązaniu Powiatowych Rad Łowieckich zostały one zastąpione Wojewódzkimi Radami Łowieckimi i Okręgowymi Radami Łowieckimi. W tych organach nasi członkowie spełniali różne funkcje, od łowczego poprzez członków rad po rzeczników dyscyplinarnych czy przewodniczących Sądu Łowieckiego. Niedawno jeden z naszych kolegów Zbigniew Kosarzewski został także członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej w Warszawie – mówi Jerzy Dutkiewicz. Członkowie świdnickiego koła byli wielokrotnie wyróżniani zarówno brązowymi, srebrnymi i złotymi medalami czy najwyższymi odznaczeniami łowieckimi „Honorowym Żetonem Zasługi”, zwanym „ZŁOMem”.

Czym zajmuje się koło łowieckie? – Dla jednych głównym zadaniem jest ochrona zwierzyny pod wieloma względami, jak zwalczanie kłusownictwa czy dbanie o karmę. Dla nas jest to przede wszystkim możliwość obcowania z przyrodą, ze zwierzyną. Łowiectwo nie jest myślistwem – podkreśla prezes świdnickiego koła. Działania członków koła koncentrują się chociażby wokół dbania o równowagę w populacji. – Naszym zadaniem jest także ochrona gatunków zwierząt, które były na danym terenie, a obecnie ich nie ma. Mam na myśli zające, kuropatwy i bażanty. Przez różne zabiegi argotechniczne i kłusownictwo, tych gatunków praktycznie na naszym terenie nie ma. Wzrosła natomiast populacja innych zwierząt m.in. dzika – stwierdza.

Myśliwi mają nie lada problem z dzikami. – Jest to związane chociażby z tym, że gatunek ten nie ma obecnie naturalnych wrogów. Ingerencja ludzi w jego populację jest bardzo mała, której zwiększeniu służy chociażby wzrost uprawy kukurydzy. Stwarza to potężny problem dla myśliwych w postaci szkód łowieckich. Żaden z rolników, bowiem nie pozwoli sobie, by szkody łowieckie powstały w jego uprawach. Choć więc zwierzyna w stanie wolnym jest własnością państwa, to za szkody w uprawach i płodach rolnych płacą myśliwi z własnych środków finansowych – wyjaśnia. – Problemem jest także niepewność legislacyjna. Jest przygotowywany projekt nowelizacji prawa łowieckiego i nie wiadomo czy dotychczasowy model zostanie utrzymany – dodaje.

Polowania odbywają na wyznaczonych, wydzierżawionych terenach. – Nasze koło ma trzy obwody łowieckie, na których poluje. Polowania odbywają się na podstawie planu stworzonego podczas inwentaryzacji wiosennej. Określamy wówczas ile zwierząt jest na danym obwodzie. Wiemy jakie są przyrosty danego gatunku. Ustalony zostaje plan polowań, który reguluje możliwość pozyskania danej zwierzyny. Nie ma tam żadnej samowoli. Dodatkowo każde indywidualne wyjście do lasu odbywa się na podstawie upoważnienia, które dokładnie określa w jakieś ilości i na jaką zwierzynę można polować. Natomiast polowania zbiorowe są organizowane w okresie od 1 października do końca stycznia zgodnie z ustalonym kalendarzem polowań, który otrzymują również wójtowie i burmistrzowie miast oraz nadleśnictwo. Bezpieczeństwo jest najważniejsze – wyjaśnia Jerzy Dutkiewicz.

Koła Łowieckie działają na podstawie prawa łowieckiego, statutu Polskiego Związku Łowieckiego, szeregu rozporządzeń, ustawy o ochronie lasów i ustawy o ochronie zwierząt czy regulaminu polowań. – Ich złamanie grozi poważnymi konsekwencjami. W naszych strukturach działa rzecznik dyscyplinarny, Sąd Łowiecki i w ostateczności sprawy są kierowane do prokuratury i sądów. Nie ma samowoli i wszystko jest określone przepisami – wyjaśnia Jerzy Dutkiewicz.

Oprócz działalności statutowej świdnickie koło „Knieja” podtrzymuje także tradycje myśliwskie. – Wśród zwyczajów jest chociażby ślubowanie, chrzest myśliwski przy pozyskaniu pierwszej zwierzyny grubej na polowaniu czy sygnalistyka łowiecka, w tym na rozpoczęcie polowania czy zakończenie, podczas którego oddajemy cześć zwierzynie przez pokot. Jednym ze obrzędów jest także „złom”. Po strzeleniu zwierzyny myśliwy, który ją pozyskał jest dekorowany „złomem”, jest to gałązka z drzewa stojącego najbliżej pozyskania zwierzyny. Do smutnej tradycji należy pożegnanie myśliwego również „złomem”, czyli gałązką położoną na grób – opowiada prezes „Kniei” i jak podkreśla, zwyczaje łączą się z oddaniem czci zwierzynie i myśliwemu.

Liczące w tej chwili 60 członków Koło Łowieckie „Knieja” w sobotę, 14 października zakończy obchody 70-tej rocznicy swojego istnienia. – W ramach jubileuszu rozegraliśmy już zawody strzeleckie na strzelnicy w Bronówku. W sobotę zaplanowaliśmy tradycyjną mszę hubertowską w Parafii św. Andrzeja Boboli w Świdnicy oraz bal myśliwski. Będzie to znaczące wydarzenie w historii naszego koła, ponieważ nasz sztandar zostanie odznaczony Złotym Medalem Zasługi Łowieckiej, a jeden z członków Zbigniew Kosarzewski, najwyższym łowieckim odznaczeniem „ZŁOMEM” – dodaje.

Tekst: AN
Zdjęcie: Dariusz Nowaczyński

  • AnkaH

    Darz Bór

  • Nie usuwajcie konta!

    Cyngle.