Pierwsza podziemna trasa turystyczna w powiecie świdnickim

Pierwsza podziemna trasa turystyczna w powiecie świdnickim [FOTO/VIDEO]

1
PODZIEL SIĘ

W nieczynnej Kopalni magnezytu „Wiry” w gminie Marcinowice, w której występują rzadko spotykane złoża 80 minerałów, została otwarta pierwsza w powiecie świdnickim podziemna trasa turystyczna. Jej wyjątkowość polega na naturalności miejsca, w którym ma się wrażenie, że dosłownie przed momentem opuścili ją górnicy. Niezwykle surowa, bez wyreżyserowanych inscenizacji, a przez to unikalna 2 kilometrowa trasa prowadzi na głębokość 82 metrów, a więc 30 pięter.


21 czerwca pojawiła się pierwsza tego typu atrakcja w powiecie świdnickim. Firma STOK SP Z.O.O z siedzibą w Szczecinie postanowiła otworzyć podziemną trasę turystyczną, w zakupionej przez siebie 2006 roku Kopalni magnezytu „Wiry” w Wirkach, w gminie Marcinowice. – Nigdy nie patrzyliśmy na sztolnie pod kątem turystycznym. Z czasem, gdy dostrzegliśmy potencjał i popularność szczególnie na Dolnym Śląsku podziemnych tras turystycznych, których naliczyłem około 20, doszliśmy do wniosku, że nasza kopalnia może okazać się atrakcyjna dla odwiedzających – opowiada o pomyśle przewodnik Daniel Miazga, który w kopalni pracuje już od 10 lat.

Zanim jednak spółka poszła w stronę turystyki, przez wiele lat rozlewała wodę mineralną, której nie brakuje w kopalni. – Ujęcie wody mineralnej zostało zupełnie przypadkowo odstrzelone przez górników na czwartym poziomie. Jest to bardzo specyficzna woda mineralna – naturalnie czysta i charakteryzująca się ciekawym składem minerałów. Ma w sobie relatywnie dużo magnezu przy minimalnej ilości sody, co stanowi rzadko spotykaną kompozycję minerałów – wyjaśnia Daniel Miazga. Rozlewnia funkcjonowała do roku 2012, ale ze względów ekonomicznych została zamknięta. – W przyszłym roku są plany ponownego jej uruchomienia – dodaje.

Woda jest ogromnym atutem kopalni, ale też stanowi dla niej zagrożenie. – W kopalni istnieje pierwszy stopień zagrożenia wodą. Łączny jej napływ na kopalnię wynosi 54 tys. litrów na godzinę, z czego 34 tys. litrów to woda mineralna, a 20 tys. – woda opadowa – zauważa przewodnik. By zabezpieczyć kopalnię przed zalaniem, piąty i ostatni jej poziom spełnia funkcję chodnika wodnego. Jest to techniczny poziom i służy jedynie do odprowadzania wody.

Turyści mogą więc zwiedzać sztolnie do czwartego piętra. Przewodnicy pokazują również zalane piąte piętro, a ponadto dają możliwość skosztowania ze źródła unikatowej wody mineralnej. Zejście najpierw schodkami, a później górniczymi chodnikami nieustannie opadającymi w dół prowadzi na głębokość do 82 metrów, a więc 30 pięter. – Kopalnia nie jest szczególnie rozległa. Ma ponad 20 km chodników. Dla odwiedzających udostępnianych jest około 2 km chodników, przygotowanych w taki sposób, by móc bezpiecznie wejść i wyjść. Turystów oprowadzamy po wyrobiskach, które są wysokie, szerokie i wygodne – mówi przewodnik.
Sama historia tego miejsca nie sięga zbyt daleko w przeszłość. Kopalnia bogata w złoża magnezytu powstała w 1959 roku. Surowiec wykorzystywany był szczególnie w hutnictwie do wytwarzania zasadowych materiałów ogniotrwałych i chociażby w budownictwie do produkcji cementu, a później także w farmacji. – Magnezyt jest niczym innym jak magnezem, który stosujemy jako suplementy diety – wyjaśnia przewodnik.

Sama technologia wydobycia magnezytu nie była wyszukana. – Opierała się na sile ludzkich rąk, a jedyną mechanizacją były kołowroty, które wyciągały wózki na górę. Natomiast załadunek urobku, transport po sztolniach odbywał się ręcznie. Górnicy ładowali wózki urobkiem i pchali kilometrami po sztolni – opowiada Daniel Miazga. Wszystkie oryginalne urządzenia oraz narzędzia używane przez górników z unikatowymi obrotnicami oraz samymi wagonikami zachowały się w kopalni i mogą je dziś oglądać turyści. – Trasa pokazuje kopalnię naturalną i w tym tkwi właśnie jej wyjątkowość. Ma się wrażenie, że górnicy godzinę temu skończyli szychtę i poszli do domu. Na trasie nie ma atrakcji inscenizowanej – mówi Daniel Miazga.

W najlepszych czasach, przy najwyższej eksploatacji, a więc w latach 80-tych w Kopalni „Wiry” pracowało około 135 osób. – Górnicy, którzy tutaj pracowali, szczególnie średnia i wyższa kadra górnicza pochodząca z Górnego Śląska lub Zagłębia Wałbrzyskiego, mówili na kopalnię – sanatorium. Warunki środowiskowe pracy na dole były i są do tej pory bardzo przyjemne. Za względu na surowiec, który tu wydobywano w kopalni nie ma i nie było metanu, dwutlenku węgla, wyrzutów gazów, tąpnięć, zapylenia czy ruchów górotworu – tłumaczy przewodnik. Dodatkowo na niższych poziomach kopalni funkcjonuje naturalny i zdrowy mikroklimat. – Na dole mamy powietrze radonowe, typowe dla uzdrowisk, w stężeniu wręcz wskazanym do oddychania szczególnie dla ludzi, którzy mają problemy z górnymi drogami oddechowymi. Co ciekawe, na niższych poziomach kopalni jest wyższe stężenie tlenu niż na powierzchni. To wynika z tego, że kopalnia jest wentylowana grawitacyjnie – zauważa przewodnik.

Kopalnia została zamknięta w 1997 roku ze względów ekonomicznych. – Przekleństwem tej kopalni w sensie ekonomicznym było to, że jest ona kopalnią podziemną. Koszt eksploatacji magnezytu był znacznie wyższy niż na odkrywce. Złoże ma charakter żyłowy, w związku z tym nie jest jednolite a magnezyt znajduje się w skałach serpentynowych. W trakcie wydobywania 75 proc. stanowił serpentynit, a jedynie 25 proc. był to główny surowiec, a więc magnezyt – mówi Daniel Miazga. Tak więc zbyt wysokie koszty wydobycia przy relatywnie niskich cenach magnezytu, szczególnie w latach 90-tych, doprowadziły w końcu do upadku kopalni.

Oprócz wyjątkowego miejsca do zwiedzania, kopalnia ma do zaoferowania jeszcze jedną unikatową atrakcję, która przyciąga do siebie naukowców z całego świata. – W naszej kopalni występuje w tej chwili udokumentowanych 80 minerałów i z punktu widzenia geologicznego jest bardzo ciekawym miejscem. Na tyle interesującym, że w przyszłym tygodniu odwiedzi nas kilkudziesięciu geologów z całego świata, a w tym z Japonii, Chin, Brazylii, Argentyny, Stanów Zjednoczonych czy Kanady – zdradza przewodnik. Aż trudno w to uwierzyć, ale naukowcy do Kopalni „Wiry” przyjeżdżają już od lat 80-tych. – Geologowie składają nam wizyty raz na kilka lat. Ich celem jest chociażby możliwość zobaczenia surowców w kopalni – wyjaśnia przewodnik.

Nowa atrakcja dla turystów jest czynna każdego dnia w godzinach od 9.00 do 18.00. Oprócz zejścia do kopalni obejrzeć może nieodpłatnie na razie zapoczątkowaną i powoli rozwijaną kolekcję minerałów oraz narzędzi górniczych.

Tekst: Agnieszka Nowicka
Zdjęcia: Dariusz Nowaczyński

  • Obserwator

    Po ile bilet, droga Redakcjo?