Piękniejszy świat Beaty: Porządkowanie przestrzeni

Piękniejszy świat Beaty: Porządkowanie przestrzeni

0
PODZIEL SIĘ

No więc wyrzucam. Co tylko się da! Przyjęłam sobie założenie, że tylko systematyczność może mnie uratować. Dotychczas likwidowałam po 10 rzeczy dziennie, ale ciągle było mi mało. Teraz wyrzucam dychę rano i drugą dychę wieczorem. 

Efektem jest to, że teraz na biblioteczce są już tylko książki. Zniknęły stamtąd wszelkie durnostojki, figurki zewsząd, które miały zamykać w sobie przyjemne wspomnienia,  szkatułki z drobiazgami, mieszczące w sobie tyle rzeczy, że gdy to rozłożyłam na kanapie i zobaczyłam, jaką przestrzeń to zajmuje, zaczęłam przeliczać kubaturę owych szkatułek – czy aby ja nie łamię jakiś fizycznych praw lub może szkatułki mają wewnątrz drzwi do Narnii…?

Dział archeo w moim domu to chyba najbardziej rozbudowany ze wszystkich działów mojego życia.

Ale nastało nowe. Z szafy wywędrował ukochany płaszcz w kropki. Lubię wszystko w kropki i choć płaszcz sfatygował się tak bardzo, że wstyd było go nosić, to jednak fakt posiadania takowego jakoś pozytywnie mnie nastrajał. Wyleciało około 50 apaszek, które nie wiem skąd i od kogo przyfrunęły. Stwierdziłam, że owszem, lubię apaszki, bo można nimi w pięć sekund zupełnie zmienić charakter stroju, to jednak nie są mi potrzebne aż tak bardzo. Wywędrowały koszulki i dresy zostawione na potrzeby remontów oraz te rzeczy, do których już nie schudnę. Również te, które kupiłam ze względu na ładne guziki  (guziki zostały). Co dzień mam więcej miejsca i więcej powietrza. Porządkowanie przestrzeni daje mi niesamowity zastrzyk energii i tej pozytywnej  myśli, którą zabierał mi nadmiar rzeczy.

Zauważyłam też, że porządkowanie mieszkania w pewien dziwny sposób przekłada się również na porządkowanie tego, co mam w środku. Założyłam notatnik na najważniejsze zapiski. Przestałam marnotrawić czas na rzeczy, które odciągają mnie od pracy albo zasłużonego po tej pracy aktywnego odpoczynku. Nie czytam już bzdurnych artykułów, komentarzy do politycznych sondaży, nie rozwiązuję quizów na każdy temat, które mają udowodnić to, co i tak wiem, nie czytam horoskopów, nie rozwiązuję psychotestów, które mają w mojej głowie zasiać wątpliwość, czy aby zadaję się z osobami, którymi powinnam i czy mam szansę na stworzenie udanego związku z ludźmi urodzonymi pod konkretną gwiazdą. Nie wędruję wirtualnie po lidlach, nettach i innych marketach w poszukiwaniu najlepszych okazji.   Zablokowałam wyskakiwanie różnych okienek oraz reklamy niezamawiane.  Wylogowałam się z wszelkich mailingowych list, które po pozorem dbałości o mnie,  dbały tylko o to, abym zechciała zostawić w konkretnych miejscach pieniądze, albo przynajmniej mój cenny czas.

Takie to porządki. Kto nie próbował, temu polecam. Rewolucja w tym zakresie nie każdemu może się powieść  (mi nie powiodłaby się bankowo), dlatego postawiłam na małe kroki, za to czynione systematycznie. Powoli, ale ciągle do przodu. Upraszczanie życia daje mi teraz wiele satysfakcji.

Również w pracowni w tym tygodniu stawiałam na rzeczy proste. Czyste w formie i w tworzywie. Żadnych aplikacji i barokowej ornamentalistyki. Królowały czyste bawełny i surowe lny. Biele i szarości. Chłodna woda i mroźne powietrze. To jest to, co dobrze mi teraz robi. I to jest to, co spodobało się w tym tygodniu klientom. Alleluja!

 Beata Norbert
Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl