Piękniejszy świat Beaty: Patchworkowa demolka

Piękniejszy świat Beaty: Patchworkowa demolka

0
PODZIEL SIĘ

Moje obydwa koty mają dość ustalony porządek dnia. Wstają rano, aby napełnić brzuchy. Trochę mi pomruczą, gdy siadam z filiżanką kawy do porannego rejsu po internecie, przy okazji drapiąc je pod włos. Potem ja zaczynam zbierać się do swoich rutynowych zajęć i wtedy nasze drogi się rozchodzą. Ja siadam do maszyny, one śpią. Pakuję paczki i wynoszę je na pocztę, a one dalej śpią. Gotuję – śpią. Sprzątam – śpią. Generalnie prawie ciągle śpią. No, po prostu hikikomori w najczystszej postaci.

Nie wzrusza ich żaden dźwięk ani obraz dochodzący z zewnątrz. Karetki i pożarne straże, które kilkanaście razy w ciągu dnia przewalają się bezpośrednio pod naszymi oknami z boleśnie rozdzierającym ciszę wyciem są w stanie jedynie sprowokować uniesienie jednej powieki. I to co któryś raz. Dzwonek domofonu już dawno przestał być godny uwagi, odkąd z powodu długotrwałej nieobecności przestała nas odwiedzać mama i nie przynosi już kocich smakołyków. Również dźwięk jedzenia spadającego do miski nie jest już nęcący, bo wiedzą, że przy misce nie mają konkurencji. I gdy już wydaje się, że nic nie jest w stanie wybudzić kotów z ich piętnastogodzinnej drzemki, to okazuje się, że jednak jest coś czemu nie przepuszczą. Patchworki…

Gdy tylko wierzch patchworku jest już uszyty, wyprasowany i przychodzi czas na etap, kiedy to trzy warstwy (podszewkę, ocieplinę oraz wierzch) muszę złożyć razem na podłodze w salonie, naciągając je solidnie i sfastrygować z dużą uwagą, to wtedy okazuje się nagle, że one już tam są. Nie śpią. Jakby w ogóle nigdy nie spały i jakby tam były od zawsze. Napięcie mięśni w apogeum. Zwężone oczy. Wąsy postawione na sztorc. Gotowe do skoku pod rozłożoną na całej podłodze narzucie. W ciągu pięciu sekund są w stanie zniweczyć całe moje wysiłki skierowane na to, aby to wszystko było na tip-top.  Jeden włazi od jednego boku. Drugi od drugiego. W tej patchworkowej demolce są doskonale zgrane. Bywa też, że oba miną się w warstwach. Wtedy to dopiero jest zabawa, bo niby się wzajemnie czują, to jednak się nie widzą. Koci intelekt nie bardzo jest w stanie  ogarnąć światy równoległe.

Gdy już zobaczę, że z układania nici, pozwalam im jeszcze na kilka chwil zabawy w chowanego. Przygotowuję wtedy kolejne nitki, które pozwolą mi na fastrygi na całym patchworku. Potem ten zwariowany tandem wylatuje jednak do korytarza, a drzwi muszę zamknąć na głucho. Przez cały czas pracy jednak słyszę, jak pod tymi drzwiami miauczą albo drapią w futrynę. Ja bardzo nie są zadowolone, że przechodzi im taka sensacja koło nosa. Taki mam koci akompaniament…

Beata Norbert
Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl