Całe życie z parowozami. Kustosz i kolejarz kończy 70 lat

Całe życie z parowozami. Kustosz i kolejarz kończy 70 lat [FOTO/VIDEO]

3
PODZIEL SIĘ

Dawny czar kolei jest wciąż żywy w jego pamięci. Widział dziesiątki parowozów na jaworzyńskiej stacji, kłęby pary i dymu unoszące się nad dworcem oraz tłumy pasażerów wyczekujących na peronach. Wchodząc do kabiny maszynisty, myślał przede wszystkim o bezpieczeństwie i szczęśliwym powrocie. Uwieczniony na wielu fotografiach, a także muralu Zbigniew Gryzgot jutro skończy 70 lat i ani myśli rozstawać się z lokomotywami. Jako maszynista zabytkowych składów i kustosz Muzeum Techniki w Jaworzynie Śląskiej o kolei opowiada kolejnym pokoleniom.

Choć będzie świętował już 70. urodziny, to dokładnie pamięta swoje pierwsze wejście do kabiny maszynisty. – Miałem pięć lat, kiedy mój ojciec zabrał mnie w podróż parowozem. Był to Ty1-71. Tej serii już nie ma – opowiada Zbigniew Gryzgot, który wychował się i całe życie spędził w Jaworzynie Śląskiej, a było to miasto kolejowe. – Jak byłem mały chłopcem przychodziłem popatrzeć na pociągi. Widziałem naraz chyba z 70 parowozów, przeróżnych serii. Wszystkie czynne i pod parą, stały na torach jeden za drugim. Po prostu nie było gdzie ich stawiać. Nad nim unosił się jeden dym. Były to lata 50. – przywołuje z pamięci obrazy swojego dzieciństwa.

Ojciec pana Zbigniewa – Władysław był również maszynistą parowozu i miał pragnienie, by jego dzieci kontynuowały tradycje kolejarskie. – Z początku chciałem być murarzem, ale śp. tatuś cały czas chodził taki smutny i mówił do mnie: „Mój synu kochany, to ja taki kolejarz, a ty będziesz murarz”. W 1964 roku rozpoczęłam więc naukę w działającej przy parowozowni szkole zawodowej. Tak związałem życie z koleją i nie żałuję tego – zapewnia jubilat. Także rodzeństwo pana Zbigniewa pracowało na kolei. – Po mnie przyszedł młodszy brat Jerzy, który też był maszynistą. Lokomotywami jeździł później śp. brat Marek. Maszynistą został również najmłodszy – Piotruś, który do dziś jeździ na lokomotywach spalinowych, ale też parowych. Ale nie tylko mężczyźni w mojej rodzinie wiodą życie kolejarzy. Moja bratowa także pracowała w parowozowni – wylicza i z dumą opowiada o synu i wnuku, którzy również załapali kolejarskiego bakcyla.

70-letni dziś jaworznianin wykonywał różne zawody na kolei. Zdobywając wiedzę i doświadczenie powoli piął się po szczeblach kariery – od rzemieślnika, palacza w parowozach, przez pomocnika maszynisty po maszynistę. W 1983 roku skończył Technikum Kolejarskie w specjalności technik-mechanik taboru kolejowego i został zmuszony do pracy w oddziale napraw. Odtąd w jaworzyńskiej lokomotywowni sprawował funkcję kierownika do roku 1990.

Jak wspomina Zbigniew Gryzgot, kolej z jego lat pracy przypominała jedną wielką rodzinę. – Na kolei pracowało kiedyś bardzo dużo ludzi. Może nawet 600 osób. W drużynach trakcyjnych było prawie 300 osób. Ludzie byli zgrani, a tu był mój drugi dom. Pierwszy miałem z żoną i dziećmi, a parowozownia była tym drugim. Tak jak troszczyłem się o szczęście rodziny, tak samo dbałem o moje parowozy – opowiada jaworzyński maszynista. Wśród lokomotyw, jakimi jeździł, do najlepszych zalicza – Ty2-151, Ok1-104, Tp4-259 i Ol49- 99. – Z niektórymi łączą mnie po prostu wspomnienia nauki. Inne – wiele lat mi służyły w pracy. Były sprawne, mocne i ekonomiczne. W tamtych czasach, gdy udało nam się zaoszczędzić na węglu, otrzymywaliśmy premię – śmieje się kustosz.

W pracy maszynisty zawsze najważniejsze dla niego było bezpieczeństwo. – Za każdym razem, gdy wsiadam do parowozu, to pierwsze moje myśli są życzeniem szczęśliwego objechania trasy i bezpiecznego przewiezienia pasażerów – wspomina. Doświadczony maszynista przeżył w styczniu w 1972 roku katastrofę kolejową. – Z Dworca Głównego we Wrocławiu, z peronu piątego, wyruszyliśmy o godz. 7.25. Był to turystyczny pociąg, nr 66223. Kursował w soboty i w niedziele tą przepiękną, niestety, zamkniętą obecnie trasą kolejową przez Sobótkę, Bystrzycę, Lubachów, Zagórze do Jugowic. Jest godz. 7.40. Przystanek kolejowy Bielany. Rogatki są zamknięte. Wjeżdżam na przejazd strzeżony i widzę, jak jedzie autobus. Nie zatrzymuje się – opowiada z przejęciem. – Dałem trzy sygnały dźwiękowe. Zacząłem hamować, ale byłem już na przejeździe. Autobus rozbił rogatki i wjechał we mnie. Doczepił się do pociągu, który pociągnął go około 150 metrów. Następnie odbił się od parowozu i wjechał w dom mieszkalny. W kuchni przygniótł do ściany kobietę, która ucierpiała, ale przeżyła. Zginął kierowca autobusu i dwóch jego pasażerów, absolwentów wrocławskiej politechniki – relacjonuje dramatyczne przeżycia pan Zbigniew.

Z jego wspomnień wyłaniają się także pełne szczęścia chwile. – Radość sprawiały mi zawsze podróże. Zapadł mi w pamięci wyjazd w latach 90-tych do Bratysławy, na 150-lecie kolei słowackiej. Jechałem PT47-112, czyli dużym pośpiesznym parowozem. Byliśmy tam dwa tygodnie i mieliśmy okazję zobaczyć parowozy praktycznie z całej Europy – wspomina. Parowozy były zawsze na pierwszym miejscu. – Mogłem jeździć na spalinowych lokomotywach, ale mnie ciągnął ten zapach dymu. To było to. Ta nostalgia pary – tłumaczy.

Nadszedł zmierzch kolei parowej i jaworzyński maszynista postanowił przejść na emeryturę. – Miałem 53 lata. Powstał wtedy skansen starych parowozów. Decyzję o utworzeniu czynnych parowozowni w Jaworzynie Śląskiej, w Chabówce i w Wolsztynie, PKP podjęło w 1992 roku – mówi Zbigniew Gryzgot, który kierował skansenem, a później już na emeryturze pomagał przy obiekcie. – Chciałem, by skansen przetrwał. Organizowałem spotkania z posłami, dyrekcją generalną PKP, władzami Jaworzyny Śląskiej i powiatu, by utrzymać obiekt – relacjonuje. Dzięki nieustępliwej walce jaworzyńskiemu kolejarzowi udało się uratować wiele lokomotyw parowych. – W latach 90. mieliśmy w Jaworzynie jeszcze z 10 czynnych parowozów. Były tutaj takie okazy, że Europa by nam mogła pozazdrościć. Mieliśmy lokomotywę Ty42 – 1, czyli pierwszy polski parowóz towarowy, Tr5 z 1920 roku, a także Ol49. Miałem parowozy praktycznie z każdej serii – mówi z dumą.

Niestety, pomysł skansenu w Jaworzynie Śląskiej upadł. – W pewnym momencie te najlepsze okazy zabrali do Wolsztyna i do Chabówki, a zostawiono nam złom. Mimo wszystko bardzo się cieszę, że pan doktor Piotr Gerber przejął obiekt, bo inaczej nie zostałoby tu już nic. Zapewne wszystko by zrównano z ziemią – ocenia kolejarz. Fundator Piotr Gerber wydzierżawił w 2004 roku upadający skansen i stworzył Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku, które dziś może się pochwalić wieloma ciekawymi inicjatywami i festiwalami promującymi zabytki techniki. Do rodziny muzeum należy także Zbigniew Gryzgot, kustosz z pasją opowiadający o dawnych złotych czasach kolei i ukochanych parowozach. – Zostałem zaangażowany przez wspaniałych ludzi w tworzenie muzeum techniki. Oprowadzam wycieczki. Lubię pracę kustosza, a szczególnie odwiedziny dzieci, które są takie ciekawe wszystkiego. Muszą wszędzie wejść, wszystko zobaczyć i wszystkiego dotknąć – opowiada.

Pan Zbigniew w muzeum prowadzi także warsztat naprawy. – Jest mnóstwo młodych ludzi – wolontariuszy, którzy przychodzą i chcą angażować się przy odnawianiu parowozu. Są to młodzi studenci i uczniowie szkół podstawowych – wylicza. Muzeum przyciąga do siebie wielu pasjonatów, a wśród nich nie brakuje dorosłych. – Mamy przyjaciół nie tylko z Polski, ale też z zagranicy, chociażby z Anglii, Szkocji, Walii czy Francji. Mieliśmy też odwiedziny małżeństwa z Chin. Wspaniali ludzie do nas przyjeżdżają, prawdziwi miłośnicy parowozów – cieszy się kustosz. Pasja do lokomotyw parowych objawia się także w najmłodszych. – Bardzo mnie cieszy, że mamy małych przyjaciół takich jak Kornel z Bolkowa, ucznia drugiej klasy szkoły podstawowej. Chłopak ma taką wiedzę, że ja nawet nie zadaję mu pytań na temat parowozu, bo boję się, że mnie zagnie. Trzeba mieć ogromną pasję, by wiedzieć tyle co ten mały chłopiec. Zapalonym parowoziarzem jest też mały Wincenty z Wrocławia, uwielbiający zbierać modele lokomotyw i inne kolejarskie przedmioty – opowiada z radością o małych miłośnikach kolei.

Największą radością pana Zbigniewa nadal są podróże lokomotywami parowymi. Z turystami maszynista regularnie wyrusza w trasy specjalnymi pociągami, organizowanymi przez muzeum. Zabytkowy tabor prowadzi jaworzyński muzealny parowóz Tkt 48-118. – Już tęsknię za tym. Miesiąc nie jeździłem i już nie mogę się doczekać. 17 marca wyruszam na malowniczą trasę kolejową – linii 286 Wałbrzych – Kłodzko. Kwiecień też będzie obfity w jazdy – parada do Wolsztyna, następnie Szklarska Poręba, Kudowa, Głuchołazy oraz Kamienna Góra. Planowanych jest około siedmiu podróży… aż serce się cieszy – dodaje.

Już jutro, 13 marca, pan Zbigniew czeka na wszystkich, którzy chcą posłuchać jego wspomnień. Spotkanie urodzinowe potrwa w jaworzyńskim muzeum od 15.00 do 17.00. Natomiast podczas wspomnianej podróży do Kłodzka kustosz będzie świętował swoje imieniny. I jak zapowiadają jego współpracownicy, poleje się szampan urodzinowo-imieninowy!

/Tekst i film: Agnieszka Nowicka/
/Montaż filmu: Tomasz Kownacki/
/Zdjęcia: Dariusz Nowaczyński/

  • Wiktor Lis

    Dużo zdrowia Panie Zbigniewie. Pozdrowienia ze Świdnicy

  • Juras

    Panie Zbyszku gratulacje i wielu fantastycznych podróży ukochanym parowozem.
    Były pracownik muzeum Jerzy K

  • rodzic

    Panie Zbysiu ! Tak trzymać ! Zdrówka na długie lata ! Życzy Rsp z Przedmieścia !