Belfer w podróży: Życzenia do złotej rybki

Belfer w podróży: Życzenia do złotej rybki

0
PODZIEL SIĘ

Niemalże w każdym  państwie znajdziemy miejsce magiczne. Jedne są gwarantem zdrowia, inne zapewniają nasz powrót do danej miejscowości, a jeszcze inne spełniają nasze marzenia. Wrzucamy więc monety, szeptem wypowiadamy życzenie i z powagą głaskamy cudowne miejsca. I zawsze w duchu myślimy, że to się spełni.  Tym razem padło na cudowne, magiczne miejsca w Turcji.

Kiedy Justynian Wielki otwierał drzwi do zaprojektowanej przez siebie świątyni Mądrości Bożej, miał wykrzyknąć: „Salomonie, prześcignąłem Cię! ” Na ówczesne czasy była to największa i najnowocześniejsza świątynia chrześcijańska na całym świecie. Do jej budowy użyto najdroższych materiałów, z ciemnoszarego marmuru wykonano posadzki, z zielonego stworzono kolumny a wnętrze kopuły pokrywała złota mozaika. I tak przez prawie 1000 lat zachwycała swoją niepowtarzalnością.  Jeszcze większe zmiany w jej wyglądzie wprowadzono po zdobyciu Konstantynopola przez Mehmeda Zdobywcę  w 1453 roku. Zadecydował on o przemianie świątyni chrześcijańskiej w islamski meczet. Miało to symbolizować triumf islamu nad resztą chrześcijańskiego świata.  Zmiany przebiegały stopniowo. Pomimo obowiązującego w islamie zakazu publikowania postaci ludzkich Mehmet rozkazał zachować mozaikę z  postacią Chrystusa, świętych i cesarzy bizantyjskich. Kazał natomiast dostawić obok świątyni jeden minaret. Dopiero jego następcy – Bajazyd II i Selim II dokonali szeregu modyfikacji. Dostawiono minarety, wzmocniono budowlę podporami, wybudowano loże i mauzoleum dla Selima II.

Loża sułtańska

 W kolejnych latach coraz bardziej starano się zakryć mozaiki chrześcijańskie, kładąc na nie warstwy tynku. W praktyce przyczyniło się to ich ukrycia, gdyż wcześniej padały łupem złodziejaszków, którzy traktowali je jako talizmany.

Największą transformację Hagia Sophia przeszła w XIX w. pod czujnym okiem szwajcarskich architektów – braci Fosatti. Umocnili kopułę, wzmocnienia, wyprostowali kolumny – nadszarpnięte przez czas i trzęsienia ziemi, oczyścili mozaiki a w części zachodniej domalowali postacie 2 serafinów.  Całość dopełniły potężne medaliony z inskrypcjami arabskimi, na których to widnieją imiona Allaha,  proroka Mahometa i jego wnuków oraz pierwszych kalifów.

W tej monumentalnej budowli jedna z pośród licznych kolumn zasługuje na szczególne wyróżnienie. Z racji swojego przeznaczenia jest też najbardziej znana. Znajduję się ona po lewej stronie Wrót Królewskich. To kolumna świętego Grzegorza Cudotwórcy, zwana też „płaczącą” lub „pocącą się”  kolumną. Znajduje się w niej otwór  (w miedzianym obiciu, do którego należy włożyć kciuk, pomyśleć życzenie a następnie dokonać obrót całą dłonią o 360 stopni. Jeśli po wyjęciu ręki końcówka kciuka będzie mokra, to znak, iż nasze życzenie się spełni.  Dodatkowo kolumna ma cudowne właściwości lecznicze, pomaga  przy chorobach oczu (z perspektywy czasu  wzrok mi się jednak pogorszył!)  i impotencji! Ot, jakie to proste… Opuściłam Hagię Sophię z poczuciem spełnienia magicznego obowiązku i ruszyłam w dalszą podróż, ku cudownemu miejscu.

Nieopodal ruin starożytnego Efezu, na Wzgórzu Słowików (Corresus) znajduje się Meryemana – Dom Dziewicy Matki. To tutaj ostatnie chwile swojego życia miała spędzić Matka Boska, która po śmierci Jezusa wraz ze świętym Janem przywędrowała w to miejsce.

Domek odkryty został w 1891 roku, w dużej mierze dzięki pewnej niemieckiej zakonnicy (Anna Katarzyna Emmerich), która to miała wizję na temat pobytu Marii w Efezie. Pomimo tego, że nigdy nie była w tym mieście potrafiła ze szczegółami opisać wygląd domu, jego położenie i materiał z jakiego go wykonano. Zorganizowano wyprawę badawczą przygotowaną przez księży lazarystów z Izmiru.

Rzeczywiście we skazanym przez zakonnice miejscu okryto ruiny i pozostałości zabudowań. Nie do końca wiadomo ile lat ma dom, ponieważ materiały budowlane jak i fundamenty datowane są zarówno na VI w. jak  i na I wiek.

Polscy turyści mają możliwość poznać historię tego miejsca dzięki tablicy w języku polskim.

Co prawda miejsce to nie zostało oficjalnie uznane przez kościół katolicki jako dom Marii. Jednak od momentu kiedy nieoficjalnie odwiedził  je w 1967 r.  papież Paweł VI, następnie Jan Paweł II  stało się miejscem pielgrzymek wiernych. Przybywają tu tłumy turystów z całego świata i z różnych religii. Chętnie miejsce to odwiedzają muzułmanie, dla których to Maria jest matką jednego z proroków islamu – Isa Peygambera.

Po co tu przybywają? Jedni po modlitwę, inni z ciekawości a jeszcze inni po wiarę …

Nieopodal domu Marii znajdują się dwa „magiczne”, „cudowne” miejsca. Jedno z nich zawiera trzy ujęcia wody: zdrowia, szczęścia i płodności, do których ustawione były długie kolejki. Jedni piją wodę prosto z ujęcia, inni nabierają przyniesione ze sobą butelki. Każdy wierzy, w mniejszym lub większym stopniu, że skosztowanie tej wody przyniesie oczekiwane efekty. Tuż obok znajduje się mur obwieszony skrawkami papieru, materiału, na których to wypisane są prośby skierowane do Matki Boskiej. Przytwierdzając je do ściany przybysze mają nadzieję na spełnienie ich prośby.

                                          Przebywając w Meryemana napiłam się wody, wypisałam i przypięłam karteczkę z życzeniem, prośbą. Czy się spełniło? Tak, co prawda 4 lata później – ale się spełniło. Może to kwestia wiary?

Tekst i zdjęcia Marzena Zięba
Felieton pochodzi z bloga „Belfer w podróży”

Marzena Zięba, świdniczanka, nauczycielka, pasjonatka podróży. Tak pisze o sobie: Nie jestem jak Martyna Wojciechowska czy Beata Pawlikowska. Nie posiadam profesjonalnego osprzętu, nie mam tak dużej wiedzy o odwiedzanych miejscach. Ale mam pasję! Pasję odkrywania nowych miejsc, smaków i samej siebie. Pasję, która nieuchronnie wciąż pcha mnie w nowe miejsca, pozwala rozkoszować się każdą nową, odkrytą rzeczą.