Strona główna 0_Slider Rodzić po ludzku

Rodzić po ludzku [LIST DO REDAKCJI]

30

Przyjście na świat dziecka jest dla jego matki ogromnym przeżyciem i wyzwaniem. Bardzo istotne są warunki, jakie zapewnia szpital, sprzęt, kwalifikacje personelu, właściwe procedury. I jeszcze jedno – cierpliwość, empatia, pomoc. Po wielu miesiącach swoimi przeżyciami z opieki okołoporodowej podzieliła się czytelniczka portalu Swidnica24.pl. List skierowała do pracowników i dyrekcji szpitala Latawiec, zwróciła się również o jego publikację. List zamieszczamy razem z odpowiedzią.

Szanowni Państwo,

Musiało minąć trochę czasu bym na spokojnie mogła napisać ten list. Musiały opaść emocje, a głowa musiała sobie wszystko na chłodno przemyśleć.

Miałam tą (nie)przyjemność być pacjentką Latawca w marcu tego roku. Zanim jednak tam trafiłam – oczywiście odwiedziłam oddział położniczy, poczytałam opinie na forach internetowych oraz popytałam o opinie. Dlaczego to zrobiłam? Bo byłam w ciąży i planowałam urodzić w Latawcu swoje pierwsze dziecko.

Niestety stało się tak, że trafiłam do szpitala nieco wcześniej niż planowany termin porodu. Mogłam więc poobserwować, popytać i w razie czego się z niego wypisać – ale oczywiście na własną odpowiedzialność.

Spotkałam się zarówno z negatywnymi jak i z pozytywnymi opiniami – jak to bywa w życiu. Jednym się coś podoba bardziej, innym mniej. Jestem jednak osobą, która zanim wyciągnie pochopne wnioski i niesprawiedliwie kogoś oceni – wstrzymuje się przed tym, aż do chwili, w której sama może przedstawić argumenty potwierdzające założoną przez siebie tezę.

Więc, jeżeli Państwo pozwolą – opowiem co przeżyłam w świdnickim szpitalu…

Jak już wspomniałam wcześniej, zanim zdecydowałam się rodzić w Latawcu – pojechałam na tzw. drzwi otwarte. Obejrzałam sobie oddział, sale czy też miałam okazję rzucić okiem na poniektóre położne, na które być może mogłyby odbierać mój poród. Na pierwszy rzut oka – wszystko cudnie, pięknie. Sale dwuosobowe z łazienkami, dzieci blisko matek, sprzątane codziennie, szafki na ubrania i inne przybory i super nowoczesne łóżka. I oczywiście jedna z Pań zachwalająca jak to cudownie rodzić w Latawcu. Jest dostępna także opcja darmowego znieczulenia zewnątrzoponowego ale tylko od poniedziałku do piątku w godz. 7.00 – 15.00 ponieważ wtedy jest anestezjolog dostępny dla oddziału położniczego , bo po tych godzinach jest tylko lekarz dyżurujący piętro wyżej i jemu „nie zawsze chce się schodzić by dawać znieczulenia. Czasem też ma operację albo jakiś nagły przypadek i nie może zejść.” To była rzecz, która mi tak średnio przypadła do gustu – ta, że „nie zawsze chce mu się zejść.” Zwłaszcza, że owy szpital posiada odznaczenie „Rodzić po ludzku”. Ale o tym za jakiś czas.

W między czasie napatoczyła się jedna z położnych. I obserwując się zachowanie, sposób bycia czy sposób wyrażania własnego zdania, w duchu się modliłam by nie mieć jej przy porodzie. Zwyczajnie się jej wystraszyłam. I jak najbardziej miałam do tego prawo. Potem nastąpiło zachwalanie sal do rodzenia, możliwości porodu rodzinnego, wygodnych krzeseł do rodzenia czy porodu w wodzie, który z względów wygody – kobiety rodzącej – jest odradzany, ponieważ łożysko nie może być w wodzie. Potem jeszcze zachwalano opiekę poporodową dla mamy i jego dziecka. Telefony są przy łóżkach a na nich dwa numery – jeden do pielęgniarki do mamy, drugi do dziecka. I zawsze można dzwonić to ktoś przyniesie leki przeciwbólowe. A jeżeli mama nie będzie czuła się na siłach – można poprosić o nocną opiekę nad noworodkiem. Więc luksus. Niemalże jak prywatny poród. Obejrzałam i wróciłam do domu pełna optymizmu.

Mam nadzieję, że jeszcze Państwa nie zanudziłam ale dla zrozumienia tego co mnie spotkało muszą niestety dobrnąć Państwo do końca tego listu…

Niestety, stało się tak, że trafiłam na oddział wcześniej. Na szczęście ani mi ani życiu dziecka nic poważnego nie zagrażało ale ordynator podjął decyzję o pozostawieniu mnie na oddziale celem obserwacji i monitoringu. Za co jestem oczywiście bardzo wdzięczna. Uważam to za odpowiedzialne i rozważne zachowanie lekarza, któremu zależy na dobru, zdrowiu i życia pacjenta.

Wtedy jak leżałam na oddziale, a miałam okazję być i na patologii ciąży oraz na oddziale przedporodowym, miałam okazję poznać wszystkie pracujące tam pielęgniarki.

I tutaj – jedyna rzecz, która mi się nie podobała to sposób mierzenia ciśnienia. Nie ważne czy stoisz, czy leżysz, czy siedzisz, czy ręka jest w powietrzu czy zwisa bezwładnie w dół, ciśnienie mierzone na prawej ręce czy mankiet zakładany na odzież wierzchnią, w tle głośna muzyka… były to rzeczy, które , według mnie, podważały autentyczność pomiaru. No ale spokojnie, nie jestem furiatką, która by na taką rzecz składała skargę.

I tutaj nadmienię- że jak najbardziej polecam rodzić w Latawcu. KTG robione trzy razy dziennie, zrobiono mi także USG, pomiar ciśnienia też w miarę regularny czy pomiar temperatury. Tutaj jak najbardziej super. Co do opieki – owszem pielęgniarki bywały różne. Jedne bardziej miłe, inne mniej. Nie miałam osobiście jednak problemu z żadną z nich, choć pierwotnie wystraszyłam się Pani R.  Mogłam spokojnie zadawać pytania, uzyskiwałam odpowiedzi, byłam otoczona opieką. Jedyny minus to taki, że nie było lekarza, który by „zajmował się tylko moim przypadkiem”, któremu mogłam zadawać pytania. Każdy lekarz miał wgląd do mojej karty ale jak zadawałam pytania lekarzowi, to w sumie nikt nic konkretnego nie wiedział. Zawsze cierpliwie odpowiadali na pytania i starali się odpowiedzieć jak najbardziej rzeczowo choć nie raz brakowało na to czasu.

Jeżeli chodzi o poród. Jedyne co mi się nie podobało – to fakt, że mimo iż godziny, w której miałam prawo do znieczulenia – odmówiono mi go. Miałam opiekę przy porodzie choć dopiero położne były obecne gdy zaczęły się skurcze parte. Nie mam o to pretensji – rozumiem doskonale, że skoro wszystko przebiega zgodnie z planem, nie ma potrzeby by ktoś nade mną stał. Najważniejsze było, że przy głównej akcji porodowej miałam opiekę. Poród miałam szybki, ale dość ciężki. Po porodzie dostałam kroplówkę na wzmocnienie, kroplówkę z środkami przeciwbólowymi no i zostałam zszyta przy znieczuleniu ogólnym, Panie położne zadbały o to bym dostała szybko posiłek bo byłam bardzo osłabiona – po porodzie miałam ciśnienie – 60 / 40. Nie miałam siły mówić, trzymać męża za rękę czy swoje dziecko w ramionach. Panie położne zabrały mi je, ponieważ widziały, że mam problem zejść z łóżka porodowego i przejść metr do łóżka szpitalnego, a co dopiero zająć się nowonarodzonym dzieckiem. Jestem za to niezmiernie wdzięczna, bo wiem, że nie dałabym rady zająć się swoim dzieckiem przez najbliższą noc – nie dałabym rady go wziąć na ręce, choć ważyło 3 kg. Całą noc zresztą leżałam pod kroplówką i ponoć byłam blada jak kreda.

I na tym kończy wszystko co dobre w tym szpitalu…

Problemy zaczęły się później i dotyczą opieki poporodowej dla kobiety oraz dla dziecka. O co chodzi już mówię. Nigdy nie narzekałam, że mnie coś boli. Rzadko kiedy też brałam leki przeciwbólowe. Nie brałam ich nawet wtedy gdy miałam awaryjnie rwaną ósemkę ze stanem zapalnym, a znieczulenie zaczęło puszczać. A taki ból był dla mnie ciężki do zniesienia.

Na oddziale poporodowym TYLKO dwie pielęgniarki interesowały się pacjentkami po porodzie. Jedna taka młodziutka dziewczyna, chyba zaraz po studiach i taka starsza Pani. Tylko te dwie Panie interesowały się stanem zdrowia kobiet leżących na oddziale. One jedyne pytały o samopoczucie, czy nie chce jakieś tabletki przeciwbólowej czy przypadkiem nie pomóc skorzystać z toalety czy nie pomóc przy kąpieli. Tak. Tylko dwie panie na taki personel. Dwie były wyjątkowo nieprzyjemne. Jedna, wysoka blondynka przy kości z wzystkimi kolorowymi paznokciami, gdy poprosiłam ją o tabletkę przeciwbólową- gdy już ją przyniosła – rzuciła tylko: proszę. Tabletka. Bo tak Pani marudzi, że się Pani źle czuje, że lekarz kazał Pani dać. Później okazało się, że miałam anemię w połogu i bardzo niską hemoglobinę. Więc podjęto decyzję o zastrzykach z żelaza. Gdy potem ta sama Pani przyszła z zastrzykiem złośliwie rzuciła, że poskarżyłam się lekarzowi na złe samopoczucie więc przychodzi zrobić mi zastrzyk domięśniowy. Nie muszę chyba mówić, że najdelikatniejsza nie była.

Potem, gdy zobaczyła, że jestem w koszuli, w której rodziłam i była ona zabrudzona krwią rzuciła, że wypadałoby się w końcu umyć zwłaszcza, że łazienki są w każdej sali. Wtedy już puściły mi nerwy i powiedziałam, że gdybym miała siłę wstać z łóżka to owszem zrobiłabym to bardzo chętnie ale niestety personel tego szpitala nie jest pomocny więc czekam na męża albo mamę i oni pomogą mi się wykąpać i przebrać.

Druga też blondynka, gdy poprosiłam ją o pomoc przy wstaniu i korzystaniu z toalety powiedziała bym poprosiła męża, ponieważ ona nie ma siły i mnie nie udźwignie.

Owszem nie jestem chuda ale też nie ważę 100 kg a i ona nie należała do grona anorektyczek.

Na etacie w szpitalu jest zatrudniony także, dumnie brzmiący, doradca laktacyjny. To lepiej go zmienić. Bo ta Pani jedyne co robi doskonale to oskarża kobiety, że to ich wina, że nie mają pokarmu. Przyszłam do niej po poradę. Czułam, że nie mam mleka w piersiach więc chciałam by pokazała mi jak prawidłowo przystawiać dziecko do piersi, jak je pobudzać, zachęcać do karmienia, jak stymulować laktację. Miałam do tego pełne prawo a i po to chyba ta Pani tam jest. Ścisnęła mnie za pierś, zobaczyła, że pojawiła się tam jakaś kropla i stwierdziła, że jedyna rada to przystawiać, przystawiać, przystawiać. Robiłam to, a właściwie starałam się to robić jak najlepiej. Cały czas jednak czułam, że coś jest nie tak. (I było, ale o tym później – jeżeli dotrą Państwo do dalszej części listu). Wróciłam do niej ponownie. Powiedziałam jej, że pierwszej nocy, ze względu na mój zły stan zdrowia dziecka nie było ze mną. Wiecie co usłyszałam? Że to tylko i wyłącznie moja wina, że nie mam pokarmu bo dziecko oddałam z wygody. I że w sumie mogę pić jakiś proszek na pobudzenie laktacji. Niestety teraz nie pamiętam jego nazwy.

Niestety, o opiece dla niemowląt też nie mam najlepszego zdania. Doskonale zapamiętałam panią Ewelinę D. i panią, bodajże Małgorzatę. Niska, w krótkich czarnych włosach, pewną starszą kobietę w krótkich ciemnych włosach z włosami na brodzie, oraz ciemną blondynkę, z włosami do ramion, która siłą wyrwała mi dziecko. Gdy te kobiety miały zmianę – płakałam z bezsilności, że moje dziecko leżące na oddziale patologii noworodka jest pod ich opieką. Bałam się, że zrobią mu krzywdę.

Tak. Po raz pierwszy zostałam matką. Tak, na początku nie wiedziałam jak mam zajmować się dzieckiem. Zadawałam dużo pytań do których miałam prawo. A o co męczyłam najbardziej? O karmienie piersią. Dlaczego? Bo widziałam, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że nie mam mleka w piersiach, wiedziałam, że moje dziecko się nie najada. Męczyłam każdą z pielęgniarek. Usłyszałam przecież, że jak mam pytania to przy łóżku jest telefon i należy zadzwonić pod numer i przyjdzie położna od dziecka i pomoże w razie potrzeby. Więc zadzwoniłam. Odebrała pani Ewelina i powiedziałam, że moje dziecko nie chce jeść, nie chce ssać – a wcale dużo nie zjadło. Usłyszałam, że zaraz przyjdzie, a na odchodne do koleżanki ze zmiany – właśnie pani Małgorzaty – rzuciła : Ja Pier…. Znowu coś k….a chce….

Owszem przyszła, ale po 3 godzinach.

Inna sytuacja z panią Eweliną? Proszę bardzo. Poranny obchód lekarzy. Przychodzi inna pielęgniarka i mówi: proszę odłożyć dzieci do wózków. Zaraz przyjdą lekarze i wezmą maluchy na badania. Więc włożyłam dziecko do wózka. Wróciłam do łóżka i sięgnęłam po telefon komórkowy bo chwilę wcześniej dzwonił mój mąż. Wtedy wchodzi pani Ewelina, opiera się o parapet i mówi; Przestań się bawić telefonem tylko zajmij się dzieckiem. Teraz to jest Twoja zabawka.

Nie wiem skąd szpital bierze takie pielęgniarki… chwilę później głośno skomentowałam, że zgłoszę imienną skargę do ordynatora na tą Panią. Starałam się to powiedzieć na tyle głośno by usłyszała. I usłyszała bo potem była milsza.

Pani Małgorzata, poproszona o pomoc przy karmieniu dziecka, po chamsku, inaczej tego nazwać nie można, wsadziła dziecku butelkę ze sztucznym mlekiem do buzi, a gdy zaczął się krztusić zaczęła nim rzucać i wściekła rzuciła do mnie ; ale on nie chce jeść. Nie widzisz?

Szkoda tylko, że dziecko spało od pięciu godzin, a ja od trzech próbowałam nakarmić go sama. I będąc pod ścianą, mając na uwadze tylko jego dobro – poprosiłam o pomoc.

Potem, gdy niemalże wszystkie z pielęgniarek bagatelizowały moje problemy z karmieniem, postanowiłam zgłosić to głównej Pani doktor. I oczywiście miałam rację, że coś jest nie tak. Okazało się, że dziecko jest niedokarmione choć w nocy przebywało pod opieką pielęgniarek.

Jak byłam na patologii ciąży, jedna z pań, kazał mi z zegarkiem w ręku przychodzić z odciągniętym mlekiem dla dziecka. Potem zabierała mi je i czasem łaskawie pozwalała je nakarmić. Nadmienię, że po inne dziewczyny z pokoju – dzwoniła by przyszły na karmienie.

Przyszłam nakarmić dziecko. Ale nic nie wychodzi bo mały nie chce jeść. zjadł 10 ml a potem ulał chyba ze dwa razy więcej. Więc zaczęłam płakać z bezsilności. Potem przychodzi inna pielęgniarka i mówi, ze dziecko było karmione 20 minut temu i zjadło sporą porcję więc pewnie dlatego ulało…

Innym razem, ta sama pielęgniarka, która kazała mi przychodzić co 3 godziny. Karmię małego, byłam z nim jakieś 20 minut aż nagle się zakrztusił więc wyrwała mi go siłą i kazała wracać do sali. Wtedy coś we mnie pękło i inną Panią, która właśnie wchodziła na oddział – zapytałam od której godziny przyjmuje ordynator oddziału. Potem, dziewczynie, która razem ze mną karmiła dziecko, powiedziałam, że miarka się przebrała i jutro składam skargę. Tamta pielęgniarka się zapomniała, że wyrwała dziecko z moich ramion przy osobie trzeciej, bo jak tylko usłyszała co mówię przybiegła i poprosiła mnie na osobność by wytłumaczyć, że ona tak zrobiła bo się martwi jak ja sobie poradzę w domu…

Ale bardzo ciepło wspominam cztery Panie. Gdyby nie one wpadłabym w depresję. Dwie Panie w blond krótkich włosach, jedną wysoką i szczupłą panią neonatolog oraz niską w ciemnych włosach do ramion. Wszystkie gdzieś około 50 lat. One jedyne, szczerze starały się pomóc, wysłuchać, dać dobrą radę. Były niesamowicie cierpliwe. Pamiętam słowa jednej z nich, gdy płakałam w pokoju do karmienia. Ona podeszła do mnie, poklepała mnie po ramieniu i powiedziała: Proszę się nie martwić. Wszystko będzie dobrze. Doskonale Panią rozumiem. Ja też kiedyś po raz pierwszy byłam matką. Ja tu wszystkie dzieci traktuję jak swoje własne.

Tak. Dwie noce dziecko nie było ze mną. I wiecie co okazało się dnia kolejnego? Że jest niedożywione. A ja osobiście mało go karmiłam bo musiało leżeć pod lampami, ponieważ miało żółtaczkę. Więc czy te pielęgniarki naprawdę je karmiły?

Poznałam tam pewną dziewczynę. Rodziła tam swoje drugie dziecko. Wiecie co mi powiedziała? Niech Pani nie liczy na szpitalny pokarm. Niech mąż przywozi Pani mleko w proszku i wodę w termosie i niech Pani sama karmi po kryjomu. Wiem co mówię. Rodzę już drugie dziecko. I robiłam tak przy pierwszym i przy drugim też tak będę robić.

Wiecie co czułam jak odebrałam wypis? Ulgę. Ogromną ulgę. A w samochodzie płakałam ze szczęścia, że już wracam do domu.

Przeżyłam tam traumę. I wiecie czego najbardziej żałuję? Że na gorąco, od razu, nie złożyłam skarg na te Panie, które chyba nie powinny wykonywać tego zawodu. Może wtedy byłoby inaczej. Tylko, że bałam się o zdrowie i życie swojego dziecka. Tak, bałam się. A chyba kobieta, która rodzi dziecko w szpitalu, które trafia na oddział patologii noworodka – powinna czuć zaufanie do personelu, a nie strach i obawę. Myślę, że dobrą i profesjonalną załogę poznaje się w chwili kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli, gdy nie jest książkowo. Wtedy gdy pojawiają się problemy – poznaje się profesjonalistów. Myślę, że od personelu wymaga się pewnych zachowań, kultury, zrozumienia i ogłady.

Sama pracowałam w dość trudnym sektorze – pracowałam z niepełnosprawnymi, z osobami chorymi psychicznie oraz z rodzinami patologicznymi. Trafiałam na naprawdę różne, ciężkie i specyficzne osoby. Często bardzo trudne w kontakcie. Ale do wszystkich miałam szacunek, nawet jeżeli ta druga strona tego nie okazywała mi. Tego mnie nauczono w domu i to nadal wpajano mi na studiach. Nauczono mnie mówić: dziękuję i proszę. A także przepraszam.

Wiedziałam, że wybieram trudny kawałek chleba i że nie będzie to łatwa praca. Ale wybrałam to z powołania. I tak samo uważam o każdym zawodzie – należy go wykonywać z powołania, ale niestety po pobycie w Latawcu, mam odczucie, że niektóre Pani znalazły się tam przez przypadek, całkowicie niechcący. A najgorsze jest to, że większość z nich jest także matkami, które kiedyś rodziły swoje pierwsze dziecko. Kobiety, które powinny wiedzieć, że pierwsza ciąża i pierwszy poród są wyjątkowe, że kobieta nie zawsze od razu wie co ma robić, jak się zachować. I ma prawo zadawać pytania.

Niestety, niektóre Panie zapomniały co to wrażliwość, co to empatia, co to wsparcie.

Nie wiem czy dotrwali Państwo do końca mojego listu, choć i tak pominęłam kilka bolesnych sytuacji.

Nie wiem czy załoga Latawca potraktuje go poważnie.

Nie wiem czy zostaną wyciągnięte z tego jakieś konsekwencje.

Nie wiem.

Wiem, że za jakiś czas tam wrócę.

Ale nie po to urodzić tam dziecko, ale by znaleźć wszystkie te Panie przez które płakałam po nocach by powiedzieć im wszystko to, co napisałam w liście, prosto w twarz.

/imię i nazwisko autorki do wiadomości redakcji/

Odpowiedź szpitala:

Dzień dobry

Szanowna Pani

Jest mi niezmiernie przykro z powodu zaistniałych sytuacji, które Pani opisała.

Myślę, że gdyby Pacjenci, którzy mają podobne odczucia w ten sposób je przedstawiali (niezależnie od miejsca pobytu), mielibyśmy możliwość podejmowania działań w celu minimalizowania i eliminacji podobnych zachowań.

Z pewnością Pani pismo nie pozostanie bez echa.

Z racji zajmowanego stanowiska – Naczelnej Pielęgniarki – list prześlę do osób zainteresowanych (pielęgniarka i położna oddziałowe) i poproszę o pisemne wyjaśnienia. Oczywiście czas robi swoje i wskazane Panie mogą nie pamiętać szczegółów sytuacji, wobec czego będziemy mieli do czynienia ze “słowem przeciwko słowu”. Niezależnie jednak od treści wyjaśnienia, polecę zorganizować o oddziałach szkolenie w zakresie komunikacji z Pacjentem.

Życzę Pani dużo zdrowia, pomyślności i radości z macierzyństwa oraz kontaktów z personelem ochrony zdrowia wyłącznie w celach profilaktycznych a jeżeli zaistnieje taka konieczność, takiej opieki, na jaką zasługuje każdy Człowiek.

/Odpowiedź udostępniona przez autorkę listu/

 

  • Siostra Bernadetka

    Pokolenia się zmieniają a w świdnicki porodówce zawsze tak samo. Czynnik ludzki tak samo podły i leniwy.Tylko gadżetów doodkupili.

  • Paula

    Rowniez sie spotkalam z nie przyjemna Pomoca pielegniarek po porodzie przewaznie z Pania Malgorzata Gruszowska mialam planowane cc moje drugie I jak po cesare bylam oslabiona I zmeczona gdzie mialam lekka anemic na przyjeciu wiedzialam ze nie dam rady byc pierwszej nocy po cc z dzieckiem bo sily mi na to nie pozwalaly myslam ze dam rade ale jednak zadzwonilam do pielegniarek o przyjscie po dziecko I zabranie go na noc I o wszem przyszla pani Malgorzata z Mina jag by miala mnie za wyrodna matke I mowing prosze wziasc mi dziecko na noc bo nie dam rady sie zajmowac przez noc I nie czuje sie na silach a ona dobrze rzeby nie bylo ze zabieramy dziecko a pozniej gadamy ze to one nam zabieraja a Potem gadamy Wiec powuedzialam ze ja chce rzeby mi zabrac i zabrala ale powiedziala ze dziecko bedzie plakac nie Wiem co miala na Mysli oczywiscie przy zmianie personelu przekazuja sobie pielegniarki wszystko I przekazaly I juz na mnie dziwnie sie patrzyly I dogadywaly byla sytuacja z pania Malgorzata zblizal sie obchud byla to niedziela zawsze wchodzily pielegniarki I mowily ze za 5min bedzie leaks chodzil prosze rozebrac dzieci a tego Dnia Nikt nie byl I czekalismy wchodzi doktor nie wiem kto to I p.Malgorzata z Mina jak zwykle skwaszona oparta o sciane a za Chwile mowi dlaczego dzieci nie za rozebrane gdzie nie nam nie powiedzial o ktorej bedzie obchud po I tego nie zapomne pedestal do mojego dziecka ze zloscia szarpnela go I zaczela go rozbierac przemilczalam to ale nie potrzebnie z laktacja tez mialam problem pytalam maly nie chcial mi lapac a panie przystawiac i przystawiac wiec sie wkurzylam I maz przyniusl mi laktator z domu byl9 wiecej sytuacji nie milych i Teraz wiem ze jak bym miala Rodzic to nie w latawcu ze wzgledu na opieke po porodowa a szczegolnie P.Malgorzaty modlilam sie rzeby wyjsc jak najszybciej do domu maim zdaniem niektore panie pow in your przejsc testy psychologiczne co do Kontaktu z dziecmi I opieka po porodowa .

  • Ewangelinka

    Przeżyłam po swoim ostatnim porodzie dokładnie to samo! Może powinnam tez to opisać?!

  • Miłośniczka_Psów

    Ja przyznam się ze też nie miałam kolorowo na porodowce, meczylam się strasznie pozatym ciekawilo mnie dlaczego nie daja lewatywy wc tylko trzeba kawałek do zabiegowki podejść a potem kawalek pójść na sale . Pozatym miałam starcie z jedna z pan z lakacji bo niestety tez anemię miałam i siły na wstanie z łóżka tez nie miałam była bardzo nieuprzejma a ja z wyczerpania nie miałam siły wstać ani wziasc dziecka do siebie i jeszcze słowo od jednej”ta co nie umi swojego dziecka zadbac i na karmić powinna oddac do okna zycia, troche nie na miejscu wiedziała ze miałam ciężki poród nie kazdy ma tak ale ja tez nie przewidzialam ze tak bedzie, bo wróżką nie jestem. I przedewszystkim to moje pierwsze dziecko czy trzecie czy czwarte i nigdy bym nie oddala dziecka. Pozatym co do obchodu to ma Pani racje ze lekarze nie patrzą w nasze karty tylko pytają kobiet “z czym Pani przyszła” jak na wcześniejsze przyjecie do szpitala na patologi ciąży mówiłam z czym a nie że codziennie i przez weekend pytają sie z “czym Pani przyszła” to co znaczy ze nie patrza na karty. I jeszcze jak chce sie np dowiedzieć od lekarza to zawsze mówią “proszę pytać sie ordynatora na obchodzie jak i ordynator niechętnie chce powiedzieć a gdy powie ze zaprasza na rozmowę w gabinecie 12 to nie znaczy ze bedzie Kobieta z doktorem sam na sam tylko 3-4 pielęgniarki ktore słyszą cala rozmowę i śmieją sie z każdego twojego słowa z ordynatorem. I jak Kobieta przyszła Matka ma się czuć bo ja czułam sie okropnie.

    • Natalia Kuliś

      Witam,
      jezeli trzeba to i ja opowiem co bylo na patoligii noworodka, bo to co one wyprawiają trzeba zdecydowanie ukrócić.

  • Justyna30

    Rodziłam prawie 10 lat temu i pewne sytuacje były dokładnie takie same 🙂

  • Perun

    Nie tylko na porodówce w Latawcu kwalifikacje i empatia pań pielęgniarek pozostawia wiele do życzenia, choć trzeba zauważyć, że nie u wszystkich. Jak córka miała 2-3 lata, była konieczność dwukrotnego (w dwutygodniowym odstępie czasu) poboru krwi celem analizy. Krew była pobierana na oddziale pediatrycznym, za pierwszym razem pobierała pani średnim wieku, typ ciepłej babci – tak zagadała córkę, że ta dopiero po ukłuciu zorientowała się, że jest coś nie halo, pociekły dwie łezki i po strachu. Za drugim razem trafiliśmy na dwie młode panie – tragedia, dziecko się darło jak przypalane, zero podejścia, trzeba było rękę trzymać, co nie jest proste. Uraz u dziecka pozostał na dwa kolejne lata, odnosiła się do młodych wiekiem pielęgniarek z ogromną nieufnością. To dobitnie przedstawia, że leczenie to nie tylko procedury medyczne, ale przede wszystkim empatia i podejście do pacjenta.

  • Wioleta Morze

    Boże,czytam Pani słowa i na nowo przeżywam swój pierwszy poród i na pewno ostatni w tym szpitalu. Wszystko co Pani napisała to szczera prawda. Etap pokazania sali przed porodem -panie bardzo miłe, po porodzie – już mniej miłe i nareszcie etap końcowy – opieka nad dzieckiem przy pozostaniu w szpitalu to już walka o przetrwanie( oby już tylko do domu). Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć pielęgniarki, które z powołania pracują na tym oddziale. Szkoda tylko, że nie pamiętam imion. Ja również poród,w tym szpitalu wspominam z przykrością. Do samej pracy lekarzy nie mam zastrzeżeń, bo akurat w tej kwestii uważam, że opieka nad moim przypadkiem była na poziomie. Za to same pielęgniarki pozostawiają wiele do życzenia. Ja również doświadczyłam arogancji, chamstwa i braku szacunku ze strony pielegniarek. Może nie wszystkich, bo były tam cztery Panie, które na prawdę pomagały , tłumaczyły i uczyły. Przypadek mój i mojego synka skończył się tym, że ostatniego dnia (wcześniej się bałam,bo wiedziałam, że muszę jeszcze zostać z dzieckiem w szpitalu ,gdyż chorował na żółtaczkę i znajdował się pod ich opieka) złożyłam niestety tylko ustną skargę. Skarga ta trafila do Pani doktora, która wówczas dyżurowala na oddziale. Na początku starała się bronić swoje podwładne, ale w momencie, w którym chyba zauważyła, że się nie poddaje i szczegółowo wyjasnilam jej skąd moje pretensję przyznała mi rację i zapytała czy chce złożyć skargę na piśmie. Chciałam, ale na uwadze mialam to, że na korytarzu czeka mój synek z mężem gotowi do wyjścia,więc powiedziałam, że napisze jak wrócę po wypis. Niestety nigdy tego nie zrobiłam. Teraz żałuję, bo gdyby było więcej takich osób jak Pani (nie tylko słownie, ale na piśmie) to może coś by się w tym szpitalu zmieniło. Dodam tylko, że ja urodziłam 2013 roku i jak widać po Pani liście do tej pory ten proceder trwa.

  • gosia

    Na moje pytanie o wannę do rodzenia w wodzie (wanna stała na sali porodowej )pani położna stwierdziła że w tym szpitalu nie rodzi się w wodzie ponieważ cyt .będę cała mokra ……..
    Na sali poporodowej usłyszałam komentarz jednej z pielęgniarek do młodej matki z problemami z karmieniem że może to pielęgniarki będą z cyckami latać i karmić wasze dzieci ….
    Te sytuacje miały miejsce 8 lat temu jak widać nic się w Latawcu nie zmieniło .
    Jedyny szczęśliwy moment jaki był to narodziny mojego dziecka reszta KOSZMAR

  • gosia

    Na moje pytanie o wannę do rodzenia w wodzie (wanna stała na sali porodowej )pani położna stwierdziła że w tym szpitalu nie rodzi się w wodzie ponieważ pani położna będzie cała mokra
    Na sali poporodowej usłyszałam komentarz jednej z pielęgniarek do młodej matki z problemami z karmieniem że może to pielęgniarki będą z cyckami latać i karmić wasze dzieci ….
    Te sytuacje miały miejsce 8 lat temu jak widać nic się w Latawcu nie zmieniło .
    Jedyny szczęśliwy moment jaki był to narodziny mojego dziecka . Poza tym ….. szkoda słów

  • Driver

    Dokładnie to samo, opieka po porodzie pozostawia wiele do życzenia. Rodziłam 7 lat temu, położne super, ale pielęgniarki pomagające w opiece nad dziećmi wszystko robią z wielką łachą, dodając uszczypliwe komentarze. Doradca laktacyjny – radzę zmienić zawód, tak jak i niektórym pielęgniarkom.

  • GlosGlos

    Czy wie ktoś gdzie kupuje się rankingi ?
    Chętnie kupię ranking dla swojego biznesu jako najlepszy biznes w Polsce 🙂

    • Perun

      Tylko że Ty żadnego biznesu nie masz…

    • gosia

      Zapytaj w Latawcu gdzie kupują rankingi na najlepszy szpital w regionie
      Bo na pewno kupują

  • Anna Kwiatek-Kucharska

    Cieszę się, że autorka listu przygotowywała się do porodu na przykład zwiedzając porodówkę i rozmawiając z położnymi.

    Przykro mi, że ostatecznie nie czuła się objęta empatyczną opieką i ma takie przykre wspomnienia.

    Uważam, że każda kobieta, która ma jakiekolwiek uwagi co do pracy personelu powinna złożyć formalną skargę, tylko takie działania mają szansę zmienić sytuację. Publikowanie anonimowych listów w Internecie wzbudza głównie strach i nieufność wobec personelu, chociaż być może pomaga autorkom to sytuacji znacząco raczej nie zmieni.

    Zachęcam też do wypełnienia ankiety Rodzić po Ludzku.

  • Bozena

    Juz tak nie narzekajcie na ten Latawiec.Ja rodziłam 29 lat temu w starym szpitalu.Kiedy poród sie przedłużał i poprosiłam o przeciwbólowe ,to padło pytanie:a flaszka jest?No.A pozniej juz na sali,co prawda nie do mnie,ale rzeczowo i konkretnie do rodzącej:rykowisko sobie tu urządziłas??Tak więc…

    • Siostra Bernadetka

      Tak więc nie widzę różnicy.

  • Anna Płoskonka

    Witam,
    Czytałam, czytałam i czytałam ten list pełen frustracji i oskaoska- i szczerze hmmm chyba jest grubo przesadzony. Rodziłam w tym szpitalu dwoje dzieci. Pierwszym razem przebywałam na oddziale patologii, przedporodówce i po porodzie w sumie prawi trzy tygodnie ze względu na problemy zdrowotne moje i dziecka. Za drugim razem szybki porod, bez problemów. Obie dziewczynki zdrowe urodziłam cesarskim cięciem i proszę mi uwierzyć, że po tym jest się ciężko pozbierać. Mogę powiedzieć jedno byłam zachwycona ” obsługa” przed i po porodzie. Za każdym razem problemy z laktacja pomagały rozwiązywać mi Panie pielęgniarki z oddziału neonatologii a w szczególności Pani która zajmuje się doradztwem laktacyjnym, kiedy rodziłam drugie dziecko w tym roku w kwietniu spędziła ze mną prawie 3 godziny aby nauczyć mała Asię odpowiedniego ssania. Każda moja prośba o pomoc, każde moje pytanie zostało zawsze wysłuchane z cierpliwością. Za każdym razem otrzymywałam porady i instrukcje jakich potrzebowałam. Byłam zachwycona i jeżeli rodziła bym jeszcze kiedykolwiek nawet z USA przyjechałabym tu rodzić ! Opinie nt. Oddziału wygłosiłam, a teraz pokuszę się o opinie na Pani temat skoro Pani tak łatwo wygłaszała opinie nt. Pań Pielęgniarek.
    Droga Pani po porodzie nie miala Pani ze sobą dziecka dwie noce ?! To chyba żarty- nigdy, ale to nigdy nie oddałbym dziecka na tyle, ocenia Pani pielęgniarki a sama siebie ?! Gdyby rodziła Pani 100 lat temu bez szpitali, gdzieś w chacie to co dziecko nie jadloby dwa dni bo Panią bolało ?! Źle się Pani czuła?! Zaskocze Panią- czulacsie Pani jak każda kobieta po porodzie. Nie jest Pani pierwsza i nie ostatnia. Niestety do ” tanga trzeba dwojga”. Bardzo dobrze pamiętam i Panią Gosia i Panią Ewelinę były bardzo pomocne i delikatne. Nie mogłabym nic zarzucić. Wystarczy mieć odrobinę dobrej woli i chęci aby pokornie słuchać i uczyć się własnego dziecka, a nie za swoje niepowodzenia obwiniać personel szpitala ! Niestety z pustego to i Salomon nie naleje. Proponowalabym zastanowić się nad własnym podejściem, bo z takim poglądem na świat zapewne wychowa Pani Dzieci z roszczeniowymi podejściem do życia. Wydaje się ,że była Pani bardzo zorientowana tylko nie w tym co trzeba. Sprawdziła Pani opcje dot. jak to zrobić żeby mnie po porodzie było dobrze a dziecko ?! Z jakiego powodu nie doczytała Pani ze laktacja ” uruchamia” się na kilka dób po porodzie, a początkowe przystawianie ma harakter nawiązania relacji, poczucia więzi, bezpieczeństwa i dania sygnału aby pokarm zaczął się tworzyć. Nie wspomnę o opinii dot. niedożywienia dziecka. Droga Panie kolejny news waga dziecka po porodzie zawsze spada, a gdyby Pani dziecko było niedożywione to proszę uwierzyć plakaloby w nieboglosy więc o jakim niedożywieniu tu mówimy, niedożywione to są dzieci w Afryce :-/ Rada doświadczonej matki proszę pokornie słuchać co mówią i radzą Panie pielegniarki pracujące z dziecmdzi po 30 i 40 lat. Jak Pani słusznie zauważyła to pierwsze dziecko i Pani doświadczenie ma się tu nijak, dla tego proszę o rozważne wygłaszanie opinii. Życzę Pani i Dzieciątku zdrowia, dystansu do siebie oraz zrozumienia pojęcia “konstruktyna krytyka”
    Pozdrawiam Anna Ploskonka

    • gosia

      Czytami czytam i większych bzdur w życiu nie czytałam a jestem doświadczoną matką .
      Moja rada doświadczonej matki prosze nie bronić głupio koleżanek z oddziału .

      • Anna Płoskonka

        No niestety o ile mi wiadomo jestem Projekt Managerem w jednej z amerykańskich korporacji, także hmmm nie trafione haha. Drogie Panie weźcie się w garść i przestańcie marudzić co Was boli. Jesteście matkami i Waszym życiem są Wasze dzieci a nie szukanie sensacji w necie i marudzenie 🙂

        • gosia

          To prosze zająć się dziećmi a nie wypisywać głupoty i podważać czyjeś negatywne a często i traumatyczne wspomnienia 90% negatywnych wspomnień znikąd się nie bierze . Tyle w temacie

          • Anna Płoskonka

            Z uśmiechem na ustach – ten komentarz powinien zostać skierowany do autorki tego drastycznego artykulu 🙂 prosze się zastanowic, ktora kobieta nie wspomina traumatycznie porodu 🙂 jak swat dlugi i szeroki kazda jedna powie boli jak cholera i to trauma dla każdej z nas, a jednak żyjemy dalej wow! Buahaha widzę że mamy do czynienia z kolejną Panią oh ah wiem wszystko na temat rodzenia, wychowywania itd. a za wszystko co źle z moimi dziećmi odpowiadają wszyscy tylko nie ja 🙂 gratuluję dojrzałości emocjonalnej i również radzę zapoznać się z tłumaczeniem zwrotu ” konstruktywna krytyka ” a ja z ogromną przyjemnością zajmę się moja trójka dzieci dwoje urodziłam jedno adoptowalam 🙂

          • gosia

            Radzę jeszcze raz przeczytać tym razem ze zrozumieniem list autorki . Nie chodzi ból bo poród ma boleć tyłko o chamskie zachowanie niektórych kobiet z obsługi ( cyt. Pani słowa ) i akurat w tym jednym się z Panią zgadzam to nie pielęgniarki z powołania tylko obsługa w dodatku beznadziejna . Są jednak wyjątki na tym oddziale niestety mnie nie było dane zaznać ich życzliwości i pomocy . Ponieważ miałam pecha . Życzę miłej nocy

    • MM

      Zgadzam się z Panią w 100%. Tym bardziej, że niedawno byłam na tym oddziale i obserwowałam zachowania młodych matek. Rodziny odwiedzają mamusie i ich pociechy. Świetnie, tego kiedyś nie było. Ale dlaczego nie poproszą kogoś z najbliższej rodziny o pomoc w wzięciu prysznica czy też zmianie koszuli na czystą. Czekają aż przyjdzie pielęgniarka żeby umyła, przebrała. Każda z nas uczyła się karmić swoje pociechy. Na początku nie jest łatwo, ale każda z nas ma inną metodę i pozycję karmienia. Może troszkę silnej woli i odpowiedzialności. Jeżeli tuż po porodzie mają siłę na zdjęcia, siedzenie na telefonach to powinny mieć siłę na toaletę. Też rodziłam, przeszłam wiele operacji chirurgicznych i zawsze starałam się jak najszybciej zająć się sobą. Owszem były sytuacje, że musiałam poprosić personel o pomoc i w Latawcu nigdy nie spotkałam się z niechęcią. Niestety większość ludzi jest bardzo roszczeniowa,tylko szkoda , że nie w stosunku do samych siebie. Pozdrawiam życzę zdrowia i wyrozumiałości.

  • Ciara01

    A co Pani trojaczki rodziła że wstać nie mogła. Chyba się Pani wydawalo że na wakacje przyjechała , żałosne to co piszesz kobieto śmiech ogarnia haha

  • Justyna Czerkawska

    Ja niestety nie podzielam Pani opinii o porodowce w Świdnicy. Urodziłam tam dwoje dzieci z czego jedno trzy miesiące temu i jestem bardzo zadowolona. Opieką lekarzy wspaniała. Synek urodził się bez nerki i nawet w klinice nefrologii tak fachowo i z sercem nikt nam nie radził i wyjaśniał co będzie dalej. A Panie pielęgniarki bez zarzutów przychodziły po każdym moim telefonie. Dokarmialy dziecko jak była taka potrzeba. Pomagały się kąpać . Mogę tylko napisać wielkie DZIEKUJE

    • Aśka

      Jak się ma tam znajome to i jest się zadowoloną.

  • Aszka SSz

    No cóż ja swojego syna rodziłam 20 lat temu nie w szpitalu latawiec tylko na ul. Westerplatte i powiem mam przyjemne skojarzenia oczywiście nie licząc bólu z porodem . Pamiętam że personel był bardzo pomocny i empatyczny. W szpitalu Latawiec miałam Tatę który odszedł 3 lata temu i Mamę ktora również odeszła w zeszłym roku i marnego słowa nie mogę powiedzieć na personel oddziału wewnetwewnętrznego jak i lekarzy tak i pielegniarki oraz salowe. Według mnie personel okazywał wiele zainteresowania udzielał wyczerpujących odpowiedzi a nawet przkazanie bolesnych dla mnie informacji było taktowne. Może miała Pani pecha. Wszędzie jest czynnik ludzku. Mam nadzieję że wychowywanie maleństwa złagodzi Pani nieprzyjemnosci tego z całego serca zżycz.

  • Justyna Czerkawska

    Kobiety ogarnięcie się Panie pielegniarki to nie czynnik ludzki i nie Wasza obsługa hotelowa. Wszystkie rodzilysmy i Pani która to piszę jest straszna egoistką i widzi tylko swój czubek nosa i chyba do dziś jej hormony ostro buzuja. Współczuję mezowi

    • Aśka

      Nikt nie mówi tutaj o traktowaniu pielęgniarek jako obsługi hotelowej, ale panie pielęgniarki chyba mają pewne zadania do wykonania i za pewne czynności im się przecież płaci. Więc chyba pewnych rzeczy każdy pacjent szpitala ma prawo od nich wymagać jak np. pomocy w czynnościach higienicznych. Jak komuś nie pasuje taka praca to należy się przekwalifikować. Owszem Panie pielęgniarki to czynnik ludzki, który ma w 98% kontakt z pacjentem. Sądząc co po niektórych komentarzach tutaj zamieszczanych, do głosu doszły rodziny i znajomi Pań, o których mowa w tekście.