Strona główna 0_Slider Śmieci po sufit, szczury. Nikt nic nie mógł zrobić?

Śmieci po sufit, szczury. Nikt nic nie mógł zrobić? [FOTO]

3

Tam musiało wreszcie dojść do tragedii – mówi pani Teresa. To jedyna osoba, która interweniowała w sprawie samotnej staruszki, która nikomu nie otwierała, a spod drzwi jej mieszkania wybiegały szczury. Wczoraj mieszkanie spłonęło w pożarze. Strażacy wyrzucili sterty mebli, ubrań i najróżniejszych przedmiotów. Reszta wciąż się piętrzy do połowy ścian.

Kiedy na ulicę Gdyńską 7B w Świdnicy przyjechali strażacy, płomienie wychodziły już z okna. Mieszkanie na pierwszym piętrze jednego z trzech socjalnych baraków całe było objęte pożarem. Dwaj sąsiedzi zdołali uratować przed śmiercią lokatorkę, którą wynieśli przed budynek.  – Dobrze, że jakiś czas temu lokatorzy sami usunęli z korytarza dywany i szmaty, których było pełno przed wejściem do mieszkania tej pani, to ogień nie poszedł na klatkę schodową – mówi pani Teresa. Tak jak strażacy była wstrząśnięta tym, co zastano w spalonych pomieszczeniach. Po sufit piętrzyły się worki, ubrania, jakieś koce, meble. Na parapecie leżał martwy szczur.

– Szczury to w większości pouciekały – mówi jeden z lokatorów. Miały którędy, w drzwiach wygryzły już dawno wygodne przejścia. – Nie mieszkam w tym budynku, ale zaglądam tu do brata, jak tylko jestem w Świdnicy. Zaniepokoił mnie widok tych szczurów, które wychodziły na klatkę schodową, przemieszczały się też rurami kanalizacyjnym. Z rozmów z bratem i lokatorami wynikało, że praktycznie tej pani nie widują. Pomyślałam – może jest chora, może leży tam w strasznych warunkach bez pomocy – opowiada pani Teresa. Tego samego dnia, 27 listopada 2017 roku, zawiadomiła Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, Miejski Zarząd Nieruchomości i policję. Policja przyjechała po 5 minutach. – Pukali bardzo długo, ale w końcu ta pani uchyliła drzwi. Zrobiła taką maleńką szparkę, że nawet jej nie było widać. Odpowiadała, że nic jej nie jest i nie chce żadnej pomocy. Policjanci wyjaśnili, że nie mogą wejść “na siłę”, bez jej zgody, ale obiecali zrobić notatkę – mówi świdniczanka.

– Nasza pracownica po zgłoszeniu podjęła interwencję – zapewnia Violetta Kalin, dyrektorka świdnickiego MOPS-u. – Pani nie jest naszą podopieczną, nie korzystała z żadnych świadczeń, ale oczywiście zapadła decyzja, że trzeba sprawdzić, co się z nią dzieje. Niestety, nie otworzyła drzwi. Nasza pracownica przeprowadziła wywiad wśród sąsiadów, którzy zapewnili, że widują tę panią. Nikogo jednak nie prosiła o pomoc.

Jak dodaje szefowa ośrodka, została podjęta jeszcze jedna próba spotkania, również zakończona fiaskiem. Pracownik MOPS-u wystosował do lokatorki z Gdyńskiej pismo, w którym zachęcał do kontaktu. Z kobietą próbował kontaktować się także dzielnicowy.

MZN odnotował tylko jedną interwencję. – Dotyczyła szczurów. Dwukrotnie została przeprowadzona deratyzacja części wspólnych – mówi Maria Florczak, dyrektor jednostki administrującej miejskimi budynkami. Mimo że chodziło o lokal socjalny, do mieszkania nikt nie próbował wejść. – Nie mamy takiego prawa – wyjaśnia dyrektorka dodając, że nie było ani jednej interwencji, dotyczącej nagromadzenia odpadów i zagrożenia, jakie mogły stwarzać. Informacji o zwałach śmieci nie przekazali MZN-wi także elektrycy, którzy dokonali przeglądu instalacji, ani kominiarze. Jak informuje dyrektorka, z dokumentów wynika, że te osoby pani wpuściła do środka.

– Pożar gasiło siedem jednostek, akcja trwała godzinę i 20 minut – podaje Jacek Kurczyński, rzecznik świdnickiej straży pożarnej. Pytany, czy było zagrożenie dla innych mieszkań odpowiada, że wszyscy mieli szczęście. Barak jest betonowy i ogień nie przedostał się na zewnątrz.

Lokatorka nie wróci na Gdyńską. Ostatnią dobę spędziła na obserwacji w szpitalu. Z naszych informacji wynika, że lekarze nie stwierdzili konieczności przeprowadzenia konsultacji psychiatrycznych.

Kobieta otrzymała niezbędne środki czystości i odzież od ośrodka pomocy. – Pani na razie zostanie umieszczona w schronisku dla bezdomnych kobiet, gdzie będzie miała zapewnione także posiłki – informuje Marek Fiłonowicz, szef wydziału zarządzania kryzysowego w świdnickim magistracie. Później ma otrzymać lokal socjalny. Na Gdyńską nie wróci, spalone mieszkanie musi zostać wyremontowane, a decyzja w tej kwestii należy do miasta. Na razie trzeba posprzątać. – Najprawdopodobniej kontener zostanie podstawiony jutro – mówi Maria Florczak. Jednak najpierw lokatorka musi wyrazić zgodę na wywiezienie rzeczy.

Poza zgłoszeniem od pani Teresy do żadnej instytucji w Świdnicy nie wpłynęła interwencja w sprawie mieszkania przy ul. Gdyńskiej 7B.

/asz/

Zdjęcia Dariusz Nowaczyński

  • Marcel

    Ach te socjalne mieszkania… Pomyśleć że ta patologia utrzymywana jest z naszej kasy, szlag mnie trafia jak pomyślę sobie o kolejnym wybryku lokatora z gdyńskiej albo innej patologii typu garbarska… Gdyby nie było socjalu lub byłby dla naprawdę potrzebujących (a nie pijakow i wiatropylnych samotnych matek z 5 dzieci każde z innym ojcem…) to te wszystkie… Osoby, musiały by ruszyć d..e do roboty i tak by się stało a jak nie to pod most! A Panią chorą na zbieractwo nie pytać czy coś jej pomóc, tylko przymusowo leczyć jak nie, to postawić jej kontener mieszkalny na polach między Świdnica a Wałbrzychem i tam niech sobie robi co chce nie zagrażając nikomu.

    • Jola

      Masz rację, też mnie szlag trafia, jedni muszą brać kredyty, pracować i liczyć od 1 do 1 aby wystarczyło, a inni dostają od miasta lokal i nawet k***a nie potrafią i niego zadbać i uszanować to,że cos dostali gratis!!!! Przecież te zdjęcia klatki to jakaś masakra, przypomina czasy 2 wojny światowej…wysłać na Madagaskar, dopłacę do biletu w jedną stronę 🙂

  • GlosGlos

    O to bogata nowoczesna Świdnica (…)