Czary Penelopy: Zawijany boczek z szynkowara

Czary Penelopy: Zawijany boczek z szynkowara

0
PODZIEL SIĘ

Mimo że szynkowar brzmi niemal tak samo groźnie jak samowar, to nie dajcie się zwieść nazwie. Jest to bowiem niewielki, stalowy pojemnik (nasz o poj. 1 litra), z zamknięciem i termometrem do mierzenia temperatury w mięsie. Cena z kolei nie powinna przekroczyć ceny 2kg szynki (i to nie tej z najwyższej półki). A potem macie własne wyroby za 1/3 ceny w sklepie. Czy więc warto? Postanowiliśmy ostatnio zainwestować w taki sprzęt i przekonać się na własnym podniebieniu.

Na początek zrobiliśmy szynkę z piersi kurczaka. Cóż. Delikatna i soczysta… zniknęła na tyle szybko, że nie zdążyłam zrobić zdjęć (jeśli jednak ktoś będzie chętny na przepis, to wrócę do tego).

Następne wędliny były zainicjowane i wykonane przez mojego męża. Zawijany boczek! Procedura dłuższa, niż przy drobiowej szynce, ale naprawdę warta realizacji i… rzekła bym, wręcz męska. Do dzieła Panowie.

Potrzeba:

Boczek surowy, chudy (nie za gruby plaster, który będzie można zawinąć i zmieści się w szynkowarze, nasz miał około 0,8 kg)

4 ząbki czosnku
1-2 łyżeczki pieprzu (biały, czarny – jak wolicie)
3 łyżki ostrej musztardy
1 łyżka miodu

Dodatkowo

Do zapeklowania mięsa

2 litry wody
Kilka liści laurowych
Kilka ziaren ziela angielskiego
4 ząbki czosnku

Sól peklowa (na opakowaniu przeczytajcie, jaką ilość producent zaleca przy peklowaniu na mokro, u nas było 60g na 1litr wody)

Boczek trzeba umyć i usunąć to co niepotrzebne – kostki, chrząstki, skóra. Następnie położyć płat na desce i dokładnie ponakłuwać widelcem. Dosyć gęsto i z obu stron.

Mięso peklujemy. Trzeba zagotować 2 litry wody z zielem, listkami laurowymi i pokrojonym lub zmiażdżonym czosnkiem. Po wystudzeniu zalewy dodajemy sól peklową (wyszło 120 g) i dokładnie mieszamy by sól się rozpuściła w wodzie. Do takiego roztworu wkładamy mięso, obciążamy np. talerzykiem bo całe było zanurzone. Naczynie przykrywamy i wstawiamy do lodówki na minimum dwa dni. Można na dłużej w zależności od grubości mięsa, ale tu wystarczą dwa.

Po dwudniowej kąpieli boczek wyjmujemy z wody, osuszamy ręcznikiem papierowym i wcieramy w niego pieprz, zmieszaną z miodem musztardę i drobno posiekany czosnek. Przykrywamy folią i znowu do lodówki. Tym razem tylko na jeden dzień.

Kolejnego dnia wyjmujemy nasz boczek, usuwamy z niego nadmiar marynaty i przystępujemy do zawijania. Zawijamy jak się da najciaśniej i wkładamy do specjalnego woreczka (są w zestawie z szynkowarami) i zakręcamy woreczek. Taką paczuszkę wkładamy do szynkowara, Dociskamy specjalnym wieczkiem ze sprężyną i zamykamy szynkowar.

Pozostaje już tylko ugotować naszą wędlinę.

W garnku większym niż nasz szynkowar gotujemy wodę (ilość musi być taka, by po zanurzeniu w nim szynkowar lekko wystawał nad powierzchnię). Gdy w wodzie zobaczymy pierwsze bąbelki, to znak że woda ma około 85 stopni i można zanurzyć w niej szynkowar. W tej temperaturze (80-85 stopni) parzymy boczek przez 1,5 do 2h. Temperatura wewnątrz mięsa powinna dojść do ok 75 stopni – kontrolę ułatwi dołączony termometr. Gdy boczek jest już gotowy, wyjmujemy szynkowar z wody i pozostawiamy aż do całkowitego wystygnięcia. A gdy ostygnie… no niestety. Jeszcze na 24h wkładamy w całości do lodówki.

I dopiero następnego dnia można otworzyć szynkowar, wyjąć nasze cudo i delektować się własnym wyrobem wędliniarskim. Powiecie, że to tylko dla wytrwałych? Daliśmy radę. A otwieranie i próbowanie, jest jak wyjmowanie skarbów z wykopanej skrzyni. Warto być cierpliwym. Smacznego.

Penelopa Rybarkiewicz-Szmajduch